Posty

Wyświetlanie postów z 2016

Alternatywy

Jako, że na najbliższe pół roku odpuszczamy wszelkie kontakty ze służbą zdrowia, lekarzami, lekarstwami w sprawie niepłodności, a już wcześniej interesowałam się medycyną alternatywną, zaczęłam działać w tym temacie. Działać to może dużo powiedziane, ale coś się dzieje :)

Tak się złożyło, że moja bardzo dobra koleżanka jaiś czas temu zainteresowała się medycyną alternatywną i ostatnio prężnie działa w uzupełnianiu sprzętu i poszukiwała tzw. "królików doświadczalnych". Dwa razy nie trzeba było mnie namawiać. I tak jestem dziś po diagnozowaniu i pierwszych cyklach "leczenia" i zobaczymy co z tego wyniknie. Terapia pokrótce mówiąc polega na leczeniu polem magnetycznym.

Druga sprawa, zainteresowałam się wreszcie również tematem akupunktury. Może nie trafiłam kogoś, kto zajuje się stricte medycyną chińską, ale znalazłam (a raczej mój mąż znalazł) gościa- fizjoterapetę, który prowadzi także terapię igłami i powiedział, że zrobi mi taką terapię właśnie pod kątem niepłodno…

Listokurdepad

Obraz
Muszę Wam się do czegoś przyznać. Miałam mocne postanowienie, żeby częściej tutaj pisać, bo przemyśleń mam wiele (mój mąż się zawsze śmieje, że ja nie umiem myśleć o niczym, bo ja zawsze o czymś myślę). Ale listopad mocno pokopał mnie po głowie. Zwykle mam tak, że październik i listopad to miesiące które ewidentnie mi nie służą i jak dla mnie mogłyby zostać na zawsze wykreślone z kalendarza. Zwykle jak coś złego się u mnie dzieje, to albo w październiku, albo w listopadzie.

Listopad zaczął się dla mnie odejściem bardzo bliskiej mi osoby. 1 listopada zmarła moja babcia. Byłam z nią bardzo zżyta, mimo, że była zdrowa, to od dłuższego czas zdawałam sobie sprawę z tego, że ma 80 i młodsza już niestety nie będzie. Starałam się z nią spędzć jak najwięcej czasu i jak najwięcej się od niej nauczyć jeszcze. Była bardzo mądrą kobietą, odeszła za szybko... Tyle jeszcze chciałam się od niej nauczyć.. Przeżyłam jej śmierć bardzo i ta sytuacja uświadomiła mi, że nie warto tracić czasu na małostki, …

Wyskakuję złe emocje

Obraz
W ostatnim czasie siedzi we mnie dużo negatywnych emocji. Śmierć bliskiej osoby, dziwne akcje w pracy, niepłodność.. Do tego przygnębiająca pogoda za oknem.
Dawniej po prostu w takich sytuacjach paliłam papierosy. To gdzieś tam złudnie pozwoliło mi na chwilę się odstresować.
Należę do osób, które są odporne na uzależnienia, a przynajmniej od papierosów i nigdy dla mnie nie było problemem, żeby z dnia na dzień przestać palić. Ja nazywam siebie palaczem towarzyskim, bo w samotności papieros smakował mi tylko wtedy, kiedy byłam smutna.
Latem trochę bardziej się uaktywniam, bo grille, piwko, ogródki sprzyjają.. Po prostu przy alkoholu trochę bardziej mnie ciągnie, ale na codzień nie paliłam.
Teraz nie palę wcale. Ostatnio nie ciągnie mnie już w ogóle

A skoro nie palę, to musiałam znaleźć inne ujście moim negatywnym emocjom.

Laparoskopia trochę pokrzyżowała mi plany, bo przynajmniej przez miesiąc musiałam odpuścić wszelkie aktywności fizyczne.

Dawniej byłam bardziej aktywną osobą, uprawiał…

Nasz rząd jest do dupy.

Nosz kuźwa mać!

Inaczej zacząć nie mogę, a uwierzcie mi, że to jedyne cenzuralne wyrażenie jakie przychodzi mi do głowy. Na usta cisną mi się inne, bardziej wulgarne i użyłam ich dzisiaj już z 50 razy.

Byłam na wizycie kontrolnej u mojej pani doktor. W głowie ułożyłam sobie plan, jak podziałamy do końca roku. Myślałam o jeszcze jednej inseminacji, a tu pani doktor mnie informuje, że rząd przyjął ustawę. Jak już to słyszę, to włos jeży mi się na głowie..

Do tej pory miałam robioną inseminację, do której wcześniej przygotowywałam się prywatnie u mojej pani doktor- stymulacja, monitoring itp. Zabieg miałam wykonywany na oddziale niepłodności i endokrynologii rozrodu na NFZ. Nie płaciliśmy za niego nic a nic.

Tymczasem naszemu rządowi zaczęło brakować pieniędzy na ekshumacje i na 500+ i szukają, szukają... Gdzie między innymi znaleźli? Otóż właśnie w funduszu zdrowia (komiczna nazwa, nie mająca nic wspólnego z rzeczywistością) i naszej inseminacji, która z bezpłatnego zabiegu stała się pł…

Czy laparoskopia bolała?

Wiecie co było dziwne po laparoskopii?

Ja czytałam, że bolą barki i jest dziwne uczucie, ale czegoś takiego to ja się nie spodziewałam :)

Wyobrażałam sobie, że to będzie ból kości, albo mięśni.

Nic bardziej mylnego. Ten ból po pierwsze wszedł mi w przeponę tak, że miałam wrażenie, że mam permanentną kolkę i siedział mi gdzies między żebrami. Na dodatek kiedy dłużej leżałam i wstawałam to czułam, że bąbelki mi się "przelewają".

Ale ta przepona mnie bolała najmocniej. Muszę przyznać, że bolało mnie bardziej niż rany (no nie początku, ale gdzieś po trzech dniach).

Rany zagoiły mi się szybko, aczkolwiek rana w pępku... Jedno z gorszych doświadczeń jakich doznałam. Serio. Już wcześniej nie lubiłam dotykania pępka, ale to było przegięcie :) Chociaż nie. Przegięcie to miały moje współlokatorki. Bo moja lekarka założyła mi szwy rozpuszczalne i podobno jakiś klej na skórę (cokolwiek to znaczy). Nie musiałam mieć zdejmowanych szwów i nic mi nie wystawało. No a że w sali wszystkie miał…

...

Nauczyliśmy się żyć z naszą niepłodnością. Nie spędza nam już ona snu z powiek, nie rozmawiamy o tym w kółko (choć rozmawiamy o tym jak trzeba, żeby nie było, że zamiatamy pod dywan. Choć z drugiej strony- ileż można o tym rozmawiać, skoro od dwóch lat się z ty borykamy..), nie przyprawia nas już to o ścisk żołądka. Początkowo częściej o tym myślałam. Bezsilność łączyła się z determinacją, z chęcią działania, JUŻ i TERAZ.

Cierpliwość w tej chorobie okazała się kluczowa. Wierzę, że ona popłaci i w końcu przyniesie oczekiwane przez nas skutki.

Jednak mimo, że wyrobiłam w sobie tę cierpliwość do choroby, jest ona odwrotnie proporcjonalna do mojej cierpliwości wobec niektórych zachowań ludzi.

I na pewno każda z nas ma już po dziurki w nosie pytań kiedy dziecko? a wy jeszcze nie? Postaralibyście się o dzidziusia.. Na te jakoś jestem odporna.

Ale zbiera się we mnie złość po kokardy, kiedy już rozmawiam z kimś, kto się dowiaduje o naszej chorobie, a jest w temacie zupełnym laikiem i mówi:

- …

Laparoskopia, histeroskopia i drożność jajowodów

Przyznam Wam się szczerze, że nie mogłam się zebrać do napisania tego posta. Mnóstwo spraw ostatnio w moim życiu osobistym, w mediach, w polityce, że trudno mi pozbierać wszystkie myśli i uporządkować je w posty.

Ale napiszę dziś o laparoskopii, którą miałam zrobioną w zeszły poniedziałek. W zasadzie to laparoskopii, histeroskopii i drożności jajowodów.

Na początku muszę przyznać, że bardzo dobrze wspominam pobyt w szpitalu na Polnej w Poznaniu. Już pomijając fakt, że oddział Niepłodności i Endokrynologii Rozwoju znam pomału jak własną kieszeń (4 inseminacje miałam tam robione), oddział jest czyściutki, odremontowany, zadbany a panie położne, pielęgniarki i nawet panie sprzątaczki były niezwykle miłe i uczynne. Co, przyznam, trochę mnie zdziwiło, bo z drugiej strony będąc tam ma się wrażenie, że to jest jedna wielka maszyna, a pacjenci taśmowo przychodzą i odchodzą.

Przyjęli mnie na oddział w niedzielę, a poniedziałek miałam zabieg. Od rana zaznaczyli, że mamy wziąć prysznic korzystaj…

Proszę o usprawiedliwienie mojej osoby, z powodu..

Przepraszam, że się nie odzywam. Planowałam dwa posty w tym tygodniu, jednak bliska mi osoba jest bardzo ciężko chora i teraz całą energię skupiam na niej.

A jutro idę do szpitala. Cała ta sytuacja sprawiła, że dopiero dziś o tym pomyślałam i dopiero dziś pakuję się i ogarniam rzeczy.

Trzymajcie kciuki, postaram się odezwać po wyjściu ze szpitala.

Dbajcie o siebie!

#czarnyprostest

Obraz
Krew mnie zalewa. Przełknęłam gorzką pigułkę, kiedy zabrali nam rządowy program in vitro. Przełknęłam, choć pamiętam że wtedy ze złości płakałam.
Teraz jestem przerażona.
Nie jestem za legalizacją aborcji "na życzenie", choć gdyby ta ustawa weszła w życie to by mi nie przeszkadzało. Nie chcesz aborcji? To jej sobie nie rób. Proste.
Ale kiedy odbierają mi moje poczucie bezpieczeństwa, kiedy pchają mi się w majty i w moją macicę to wszystko się we mnie gotuje.
Moją koleżankę zgwałcono, gdy miała 13 lat. Ona w wieku 31 lat miałaby 18 letnie dziecko. Bez komentarza.
Mój mąż nie interesuje się polityką w ogóle, więc i tymi poczynaniami się nie interesował także, ale ostatnio uświadomiłam go czym może być dla nas ta ustawa.
Jesteśmy w grupie ryzyka gdzie może zdarzyć się ciąża pozamaciczna. Nie pozwolą nam jej wtedy usunąć. Wiadomo czym to się może skończyć. Jeśli zdarzy się poronienie to możemy zostać przesłuchani..

W jakim kraju nam przyszło żyć..

Boję się.

Zabieg

Dawno mnie tu nie było, przepraszam, miałam problemy z komputerem.

Z najnowszych wiadomości- 9.10 idę do szpitala, by w poniedziałek przejść laparoskopię zwiadowczą z histeroskopią.

I jestem przerażona, bo to coraz bliżej.

Ale twarda jestem, to jakoś to będzie :)

Która z Was ma to już za sobą? Podzielcie się "wrażeniami" plis!


In vitro- czy da nam szanse na rodzinę?

In vitro to temat na razie pomijany w naszym domu. Myślę, że gdyby cały czas działał rządowy program, rozmowy o tym zabiegu pewnie by miały miejsce. W chwili obecnej jednak nie możemy sobie pozwolić, bo zwyczajnie nie mamy takiej "wolnej" kwoty 12 tysięcy, żeby wydać, a my jesteśmy takimi ludźmi, że nie wydajemy w myślach pieniędzy, których nie mamy i jesteśmy realistami. W grę wchodzi pewnie jakiś kredyt.

Mnie jednak ta myśl coraz częściej kołacze po głowie.

Dziś porozmawiałam z moim mężem i zapytałam, czy możemy zrobić tak, że jeśli do lutego nam nie pójdzie, to zaczniemy działać w tym kierunku.. Dlaczego luty? Jest to mniej więcej pół roku od teraz, luty to też miesiąc moich urodzin..

Mój mąż jednak sceptycznie podszedł do tematu. Jego zdaniem jesteśmy zdrowi (według badań i ich wyników, nie brał niepłodności pod uwagę) i powinniśmy starać się robić wszystko, aby udało się mniej lub bardziej naturalnie.. Tak jakbyśmy do tej pory tego nie robili..

Jak to jest u Was? Czy wa…

Kg+

W wakacje odpoczęłam trochę od stymulacji i leków. W tym cyklu miałam Fostimon i Duphaston i szczerze mówiąc, zastanawiam się jak te leki wpływają na wagę. Czuję się ciężko, mam wrażenie że woda w moim organizmie się zatrzymała i jakaś taka spuchnięta jestem. Wpływa na to mają pewnie też upały(na które absolutnie nie narzekam), ale zastanawiam się jak to jest u Was? Jak wasze organizmy znoszą te dawki leków, hormonów, środków na stymulację?

Ja jestem dość szczupłą, wysoką osobą i raczej nigdy jakoś szczególnie nie musiałam dbać o swoją sylwetkę, ale nie czarujmy się- niedawno przekroczyłam trzydziestkę i skóra już nie jest ta sama, a te leki z pewnością nie pozostają bez echa..


Głupota nie boli. A szkoda.

Obraz
Piękny obrazek znalazłam.

O mały włos boków sobie nie zerwałam ze śmiechu.

 Nie wiem jakim trzeba być idiotą, żeby takie coś zaprojektować,..




Znalezione na fejsie, źródło: Kuchenne inspiracje. Tytuł: "Tort od teściów :D"

Dramat.








Piździernik

Piszę do mojego męża: Dzwoniła lekarka, zabieg 9.10. Mąż: Ale kiedy?  Ja: 9.10 Mąż: Ale którego? Ja: 9.10. Słownie: Dziewiątego października :)
To chyba było dla niego za wczesna pora na odpisywanie na smsy :)
Tak więc 9 października jadę do Poznania na laparoskopię. 

Teściowo Ty stary rowerze.

Pisałam już tutaj, że moja teściowa nie wie o naszej bezpłodności. No to się dowiedziała. Musiałam jej coś tam powiedzieć, bo po ostatniej wizycie u lekarza dostałam i Fostimon i Ovitrelle w zastrzyku, a niestety mój mąż był na wyjeździe służbowym, mama na wakacjach, siostra też (choć ona to taki zakręt, że nie wiem czy bym jej dała się pokłuć :) ) więc wszyscy, którzy wiedzą byli poza zasięgiem. Gdybym miała sama sobie podać, to pewnie tydzień by mi minął na zastanawianiu się czy wkłuć czy nie wkłuć i ostatecznie pewnie bym stchórzyła, a mój pęcherzyk już dawno by pękł.

Tak więc chcąc nie chcąc musiałam znaleźć kogoś, kto mi te zastrzyki zrobi. Padło na moją teściową, żonę lekarza, więc jakieś pojęcie o tym miała.

No i się obraziła. Że jej nie powiedzieliśmy. Że ona nie ocenia, że rozumie, że zdarza się, że wspiera, ale że obrażona że jej nie powiedzieliśmy.

Wszystko spoko, ale obrażanie mogła sobie już podarować. Nie jestem z nią tak blisko, żeby rozmawiać o tak intymnych sprawach. …

Inseminacja vol. 4

Miałam napisać już w czwartek, po wizycie u mojej lekarki, ale musicie mi wybaczyć- to był 1 września, co w moim zawodzie oznacza jazdę bez trzymanki :)

Ale opowiem Wam. W czwartek miałam umówioną wizytę u doktor S.- Sz. Przez telefon ustaliłyśmy, że będziemy przygotowywać się do kolejnej inseminacji, żeby nie tracić czasu w oczekiwaniu na laparoskopię. Był to 8 dzień cyklu, więc byłam wręcz przekonana, że inseminacja wypadnie w okolicach wtorku- środy przyszłego tygodnia. A tu zaskoczenia- piękny pęcherzyk o rozmiarze 17 mm, który do wtorku na pewno już by nie wytrwał zatem pani zapisała mi fostimon, ale tylko jedną ampułkę, ovitrelle (do podania w sobotę) no i umówiłyśmy się na niedzielę do szpitala.

Pęcherzyk jeden, ale piękny- 22 mm i endo 10. Wyniki męża bardzo dobre.

Jestem dobrej myśli.

Czy będzie do 4 razy sztuka? Zobaczymy.

Chciałabym bardzo i postanowiłam tym razem sobie, że postaram się mieć pozytywne nastawienie. Do tej pory było: ok- inseminacja inseminacją, ale okres pew…

Ha!

Można się czasem pozytywnie dać zaskoczyć :) Zadzwoniła dziś moja pani doktor, że zwolniło się miejsce na zabieg i to będzie już 4 września. W poniedziałek. W TEN poniedziałek. przez głowę przegalopowało mi milion myśli: "Ale jak to?! TEN PONIEDZIAŁEK?! Jak ja zdążę się psychicznie przygotować, kiedy ja zdążę zaliczyć lament świętokrzyski u mojego męża, jak to ja srasznie boję się szpitali?!"
Głupol ze mnie, wiem.
No ale suma summarum i tak jednak czekamy aż zwolni się kolejne, ponieważ niestety czekam na drugą dawkę szczepionki :( 
Wy też byłyście szczepione przeciw żółtaczce w czasach nastoletnich? Ja byłam, w 2001 roku. Zrobiłam sobie test przeciwciał i niestety wyszło że moja odporność wynosi 0,00 więc muszę dostać pełną dawkę. Muszę dostać przynajmniej dwie, żeby móc mieć bez żadnego zagrożenia zakażeniem żółtaczką przejść zabieg.
Ale niespodziewany zwrot akcji mnie zaskoczył, nie powiem :) I miło mi się zrobiło, bo pani doktor dała mi do zrozumienia, że ma mnie na uwad…

Plan działania

Dziś dzwoniłam do mojej lekarki obgadać sprawę. Myślałam, że może umówimy się na tę laparoskopię, ale okazuje się, że będę musiała poczekać. Chodzę do mojej pani doktor prywatnie, ale ona mi zrobi zabieg u siebie na oddziale na NFZ. No ale... kolejki. Tak więc ustaliłyśmy plan na kolejną inseminację w tym cyklu.
To będzie już czwarta...
Nasze szanse z zabiegu na zabieg maleją :(

Mówi się, że 6 prób daje szansę. Kolejne próby są już raczej bezcelowe. Ostatnio spotkałam na oddziale dziewczynę, która miała 10 inseminację. 10 to strasznie dużo :(

Nie wiem co z nami dalej będzie :(

Niepłodność to choroba

Ale ja nie mówię o mojej niepłodności. Czy to dlatego, że się wstydzę? Nie, absolutnie. Nie uważam jednak, że to jest problem, o którym można rozmawiać z obojętnie kim. O naszej chorobie wie naprawdę niewiele osób. Wśród osób, które nie wiedzą znajduje się też moja teściowa. Cokolwiek złego by o niej powiedzieć, to nie mogę narzekać, że męczy nas gadaniem o dziecku, bo naprawdę tego nie robi. Nie sądzę, żeby się domyślała, a nawet jeśli, to pozostaje o tyle taktowna, że o to nie pyta.

Nie mówię o mojej chorobie, bo wiem, że każdy ma swoje problemy i swój tak zwany krzyż do dźwigania. Dla mnie moja przypadłość jest najważniejsza, a dla kogoś może się wydawać czymś błahym. I ja to doskonale rozumiem
.
Inna sprawa, że wbrew pozorom ja jestem dość skryta i gdy mnie coś męczy i gnębi rozmawiam o tym z niewieloma osobami.
Był taki moment, że kłębiło się we mnie mnóstwo myśli, które goniły po mojej głowie szybciej niż Usain Bolt na 100 metrów na olimpiadzie, miałam mnóstwo wątpliwości, szarp…

Miss you already

Jedna z moich bardzo niewielu przyjaciółek mieszka bardzo daleko. Ostatnio poleciła mi film. Powiedziała, że muszę go obejrzeć i że jest o przyjaźni. Tytuł "Miss you already" (po polsku- "Już za Tobą tęsknię") trochę mnie zmylił, bo myślałam, że to właśnie o przyjaźni na odległość. N. zapomniała mi powiedzieć, że muszę mieć w zapasie tonę chusteczek.  Film jest piękny, wzruszający, poruszający. Dający do myślenia. Po obejrzeniu świat wartości staje przed oczami. I zahacza również o problem niepłodności oraz jego cienie i blaski.
Obejrzyjcie. Tylko ja Cię uprzedzam- opakowanie chusteczek w zasięgu ręki. 
Pomimo, że niepłodność jest chorobą, to tak naprawdę życie jest wartością.
I mimo, że ta choroba wymaga czekania, cierpliwości, poświęcenia nerwów, łez i niekiedy nawet małżeństw, to warto żyć pełnią życia. 
Ja staram się nie pozwolić niepłodności zdeterminować mojego życia. Tobie też tego życzę :*

Grrrrr!!

Matko i córko!

Ten człowiek jest odpowiedzialny za służbę zdrowia?!?

Mowa o Konstantym Radziwille. Twierdzi on, że niepłodność to skutek problemów emocjonalnych.

Możecie sobie poczytać wypowiedź tego debila. Przepraszam, za wyrażenie, ale pan nie powinien się obrazić, według niego mam problemy emocjonalne, to mi wolno.

http://trybuna.eu/radziwill-nieplodnosc-to-skutek-problemow-emocjonalnych/

Nie cierpię kobiet w ciąży i matek z dziećmi!

Czytam wiele blogów i artykułów dotyczących niepłodności i temat z tytułu bardzo często się przewija. Kobiety piszą, że źle znoszą informacje o ciążach wśród rodziny, znajomych, że ciężko im przebywać w otoczeniu matek z dziećmi.
Czy ja tak mam? Nie. Ja tak nie mam. Nie neguję tego, że inni tak mają. Myślę, że każdy ma prawo czuć to co mu w duszy gra. Ja pisałam już kiedyś o tych emocjach tutaj(klik).
Teraz, gdy widzę kobietę w ciąży, lub dowiaduję się, że ktoś z moich bliskich spodziewa się dziecka to w duchu się cieszę. Że się udało, Na drodze mojej niepłodności zdałam sobie sprawę jak poważny to jest problem i jak wielu ludzi dotyka. W moim najbliższym otoczeniu jest kilka par borykających się z niepłodnością, a wydaje mi się że jest też parę, które o tym nie mówią (tak jak my zresztą ;) ). Problem jest gigantyczny i naprawdę trzeba się cieszyć, że są ludzie, którym się udaje.
A gdybym unikała kontaktu z ludźmi z dziećmi to jak śmiesznie bym wyglądała pracując tam, gdzie pracuję, c…

Niepłodność idiopatyczna.

A raczej ja bym powiedziała IDIOTYCZNA. Idiopatyczna oznacza "nieznanego pochodzenia, nieznanej przyczyny". Tak nazywa się nasza choroba. I to mnie w niej najbardziej wkurza.
Wielokrotnie już tu pisałam, że zarówno ja jak i K. jesteśmy przebadani wzdłuż i wszerz i oboje jesteśmy zdrowi i mamy dobre i bardzo dobre wyniki.

Są różne przyczyny niepłodności. Niedrożne jajowody. Policystyczne jajniki. Problemy z hormonami. Problemy z nasieniem. Endometrioza. Różne najróżniejsze.

A naszym problemem jest nieznana przyczyna.

Może zgrzeszę, jeśli powiem, że wolałabym wiedzieć z czego mam się leczyć. Może to faktycznie będzie niewłaściwe, więc tego nie powiem.

Łatwiej też by nie było, ale przynajmniej wiedzielibyśmy, w którą stronę się kierować.

A my nie wiemy.

Bo niepłodność idiotycznie idiopatyczna.
No i sprawy nam się lekko pokomplikowały, bo przez wakacje i wyjazdy służbowe najprawdopodobniej wrócimy do inseminacji dopiero we wrześniu. No chyba, że najpierw będę miała laparoskopię. Ale i tak muszę trochę zaczekać, bo zrobiłam sobie test przeciwciał i wyszło, że moja szczepionka przyjęta 15 lat temu przeciw WZW nie była złamanego grosza warta, bo wynik mam 0,0. Rzadko to się zdarza u osób, które były szczepione i oznacza to, że nie tylko muszę się doszczepić, ale muszę przyjąć całą dawkę, składającą się z trzech cykli. A że teraz jestem chora, więc muszę poczekać aż wyzdrowieję. Czyli wszystko potrwa najmniej 6-8 tygodni.

Dziś, spacerując z psem, pierwszy raz przez głowę przebiegła mi myśl, co będzie, jeśli będzie nam dane przeżyć życie tylko we dwoje...

Odpowiedzi nie znalazłam. Przynajmniej na razie.

A bociany nas omijają szerokim łukiem..

No nic, znowu się nie udało.

A moja lekarka na urlopie.

Kolejne podejście w następnym cyklu dopiero.

Uch..


1...2...3....4...5....6...7...8...9...10. Nie działa.

Obraz
Wydawało mi się, że już całkiem nieźle sobie z tym radzę. Wydawało mi się, że idzie mi coraz lepiej.

Miałam rację. Wydawało mi się.
Czekanie.
Na okres.

Dobija mnie.
Ale to czerwiec. Ja jestem nauczycielką. Kojarzycie ten obrazek:

Oto cała ja :)  Także mam coś na usprawiedliwienie braku cierpliwości. Wyczerpała mi się już zupełnie przez dzieciaki jakiś tydzień temu.. Pocieszające, że czeka mnie prawie 2 miesiące wolnego, na przypomnienie sobie, że ja naprawdę kocham swoją pracę.
Stay tuned.

Inseminacja vol. 3 i miejmy nadzieję ostatni.

No to rano zjawiłam się na oddziale. Szybka ocena owulacji- piękny dorodny (niestety tylko jeden) pęcherzyk i endometrium 11. Bardzo łądny wynik. Mąż też dobre wyniki, inseminacja zrobiona.

Ale było nas ok. 15. Piętnaście kobiet, czekających w kolejce po nadzieję. Piętnaście kobiet jednego dnia w jednym szpitalu.

To bardzo dużo.
Za dużo :(

Anyway- Trzymajcie kciuki!

Czy przyleci do nas w końcu bocian?

Więc IUI mamy w czwartek. Na całe szczęście, bo ja już jakieś czarne wizje miałam. Że albo będę przestymulowana nowym lekiem, albo wypadnie w piątek, a w piątek byłoby niemożliwe żeby zrobić zabieg, bo mój mąż ma obronę pracy dyplomowej.

Ale jest w czwartek! Udało się :) Może idealnie nie jest, bo tylko jeden pęcherzyk powstał, ale pani doktor powiedziała, że jest dorodny, endometrium dziś miałam 9, więc i tak najlepiej jak do tej pory w podejściach do inseminacji. Więc insemka w czwartek :)

Ale....

..... cały czas jestem mocno skonfudowana tym, jak różne jest podejście do pacjenta, kiedy mówią pieniądze. Wiem, że to pewnie nie wina tej lekarki, że mają ograniczenia ze strony NFZ, że im się nie opłaca, bla bla bla.

Ale jednak.

Prywatnie nagle nie musze czekać 2-3 miesiące na termin.
Prywatnie nagle Ovitrelle mam podać sobie dzień wcześniej, a nie w trakcie zabiegu (patrz tu i tu).
Prywatnie nagle inseminacja będzie na bardziej rozwiniętych pęcherzykach.
Nagle inne leki do stymulacji.

Wizyta u lekarza

W środę byliśmy u bioenergoterapeutki, a w czwartek wizyta u lekarza. Zastanawiam się dlaczego tak jest, że jak chodzisz na NFZ to jesteś traktowany najcześciej "po łepkach", a gdy idzie się prywatnie do gabinetu zaczyna się zupełnie inna rozmowa. Jakie to jest nie fair..

W każdym razie- pojechałam, bo pani chciała mnie zobaczyć tak do 10 dnia cyklu. Pojechałam w 6 dniu. Do tej pory do stymulacji przepisywała mi clostilbegyt. Tym razem jednak było inaczej. Tym razem powiedziała, że clo sobie odpuścimy i że tym razem prepisze mi zastrzyki Fonistil. Kazała mi sobie je podać w dzień wizyty, a kolejny w 8 dniu cyklu (co było dla mnie straszne, mąż mi podał). Źle się czułam po tej drugiej dawce. Głowa mi pekała i strasznie mnie mdliło, cały dzeń.

We wtorek mam jechać na ocenę, zobaczymy jak jajeczka się rozwinęły. Mam nadzieję, że przez tę zmianę nie dojdzie u mnie do przestymulowania. Ja z owulacją nie mam żadnego problemu, kwestia tu tylko taka, żeby były ze 2 jajeczka, by zwię…

Odwrócenie biegunowości

W minioną środę pojechaliśmy do bioenergoterapeutki. Muszę Ci powiedzieć, że miałam mieszane uczucia i sporo niepewności w sobie przed wizytą, a po wizycie chyba byłam jeszcze bardziej zmieszana.

Od początku.

Przywitała nas bardzo serdecznie kobietka koło 50, zadbana, z niesamowitą energią i uśmiechniętymi oczami. Zaprosiła nas do swojego mieszkania, nie było to w żadnych gabinecie, tylko u niej w salonie. Poprosiła, żebyśmy byli na "ty". No i zaczęła. Wszystko odbywało się za pomocą wahadełek. Pani miała ich chyba z pięćdziesiąt. Ciężko mi opowiedzieć co dokładnie z nimi robiła, ale na początku określiła moją energię, która okazała się bardzo dobra (mój K. miał sporo niższą), "sprawdziła" całe moje ciało, określała, które obszary są zblokowane i wahadełkami je niby odblokowywała. Uwierz mi, że momentami naprawdę powstrzymywałam się, żeby się nie roześmiać. Trwało to około pół godziny, a pozniej poprosiła, żebym wstała i zmieniła mi biegunowość. Wcześniej pokazała …

Excuses

Słuchaj, przepraszam. Obiecałam wpis o bioenergoterapeutce zaraz po powrocie, ale mam taki zapierdziel w pracy i na uczelni, tonę w papierach.. Jutro opiszę dokładnie wizytę u lekarza i u pani szamanki. Powiem Wam tylko tyle- u szamanki było mega śmiesznie :)

Nowy tydzień

Jutro niedziela. Zamierzam wylegiwać się na leżaczku w ogrodzie i relaksować się. Przed nami intensywny tydzień. W środę jedziemy do szamanki. Sama jestem ciekawa, co to za cuda bedzie odprawiać :)
W czwartek natomiast jedziemy do lekarza, prywatnie. Dostanę zastrzyki tym razem, zamiast tradycyjni- clostilbegytu. A to ciekawe. 
W kolejnym tygodniu będzie inseminacja kolejna. 
A w pracy mam zapierdziel, na podyplomówce też...

Z takich sytuacji oderwanych od problemu niepłodności, mam jedną dobrą historię :)

Opowiem Ci.

Robię podyplomówkę, w Poznaniu. Ostatnio 13 maja jechałam i samochód mi stanał na drodze, musiałam wracać na lawecie. W piątek znowu musiałam jechać a tu bęc. Auto znowu staneło. Dzień świstaka, myślę sobie. Kolejna podróż do Poznania zakończona na lawecie 
Ale jak to najczęściej w moim przypadku bywa- nie obyło się bez przypału. Bo gdzie mi musiało auto nawalić? W lesie, gdzie stoją panie lekkich obyczajów. No i traf chciał, że akurat najbliższy zjazd, do którego sie dokulałam…

Alternatywne metody walki z niepłodnością

Kiedy spotkałam się ostatnio z moją bliską koleżanką, nic nie wróżyło tego, co wydarzy się kilkanaśie dni później.

Jak wiele z kobiet szukających odpowiedzi na pytanie- co jeszcze mogę zrobić w walce z niepłodnością?- wertowałam Internet w te i wewte. Zainteresował mnie temat medycyny alternatywnej, a w szczególności chińskiej. Zaczęłam się rozglądać za miejscem, w których mogłabym skorzystać z akupunktury. 
Wiedziałam, że moja koleżanka R. jest zajarana też tymi tematami, ale spotkałyśmy się w zupełnie innym celu. I tak, od słowa do słowa, okazało się, że wybrała się na studia podyplomowe związane właśnie z jakimiś czakrami itp, itd. Rozmawiałyśmy też między innymi o naszych (moich i K.) staraniach. No i rozstałyśmy się.
Tydzień później dzwoni do mnie R. i mówi: "Słuchaj, mam koleżankę na studiach. Od słowa do słowa zgadałyśmy się, że jej mama jest bioenergoterapeutką i przyjeżdżają do niej ludzie borykającą się z niepłodnością. Przesłać Ci do niej numer?". Chwilę się zasta…

Wizyta u pani doktor

Dziś wieczorem byłam na wizycie u pani doktor, która "leczy" nas w poradni niepłodności. Wizyta była w prywatnym gabinecie, więc i rozmowa nieco inna. Choć nie mogę powiedzieć- lekarka jest miła i naprawdę niezwykle rzeczowa, niezależnie gdzie przyjmuje, więc zastrzeżeń nie mam. To sprawia, że nadal jak na razie przy niej trwam, bo wzbudza moje zaufanie.
Ale do rzeczy. Jechałam tam z nadzieją, że przyspieszymy procedury związane z inseminacją i nie będę musiała czekać do połowy lipca. No i się udało :) Jak tylko się zacznie najbliższy cykl mam się odezwać, ona przepisze leki i będziemy działać. Można? Można. Oczywiście kosztowało mnie to 200 zł, no ale kupiłam sobie trochę czasu przez to.
Rozmawiałyśmy też o różnych opcjach no i ustaliłyśmy też, że jeśli do sierpnia nam się po tych dwóch albo może i trzech inseminacjach nie uda, to w sierpniu zrobimy laparoskopię..... której cholernie nie chciałabym mieć, bo strasznie się boję takich akcji. Wiem, śmiesznie to brzmi w literka…

Służba zdrowia. W skrócie:żart.

Realia polskiej służby zdrowia są jakie są. Komentować ani rozwijać mocno nie będę.
My leczymy się w Poradni Niepłodności, która działa na NFZ. Część naszej historii opisałam w tym poście, jednak dziś chciałam się skupić na samej poradni i szpitalu oraz na terminach.

Do Poradni trafiliśmy w sierpniu. Zapisywałam się w MARCU!!! W marcu. Czekaliśmy pół roku w tzw kolejce. Gdy już trafiliśmy, trafiliśmy do bardzo sympatycznej i rzeczowej pani doktor. Konkretnie uzgodniłyśmy co jeszcze musimy zrobić. Miałam do zrobienia test na Chlamydię. Kolejna wizyta była w pażdzierniku, z wynikami. Niestety, moja wizyta zbiegła się w czasie "dobrej zmiany" i z końcem października wszystkie procedury związane z leczeniem niepłodności stanęły ( a miałam się umawiać na inseminację. Mam dzwonić na początku grudnia, może się wszystko uspokoi. Dzwonię w grudniu. Konkretniej- 1 grudnia. Termin? Styczeń. Na szczęście wszystko sprzyja i w styczniu od razu inseminacja. Zapobiegawczo tydzień po insemin…

Inseminacja vol. 2

Jak się pewnie domyślasz, cisza oznacza, że inseminacja kolejny raz się nie powiodła. Jakoś to czułam, nie robiłam sobie nadziei. Choć cycki bolały chwilę przed okresem niemilosiernie to tym razem już nie szukałam i nie wmawiałam sobie kolejnych oznak ciąży. 
Chyba oswoiłam już tę myśl, że ciąży nie ma. I nie będzie. 
Przynajmniej na razie.
Pewnie kiedyś będzie.
Kiedyś.
Tak myślę.
Zobaczymy.

Zwyky dzień. Środa.

6:30 Wsiadamy do samochodu. W drodze cicho. Każdy jeszcze zaspany, ze swoimi myślami w głowie. Jedziemy po kolejną nadzieję.

Szpital kliniczny. Siedzisz i obserwujesz. Maszynka. Taśmociąg. Te określenia przychodzą pierwsze na myśl. Kolejka duża, więc później przychodzą do głowy kolejne. Obserwujesz. Każdy przynosi tu swój problem. Jedni smutni, inni z podniesioną głową, uśmiechają się do Ciebie, gdy napotkają się wasze spojrzenia.

Oddział. Siedzi nas tam pięć. Pięć kobiet nie mogących zajść w ciążę. Każda ze swoją historią. Czasu dużo, więc mimo, że się nie znamy, rozmawiamy wiadomo o czym. A co miałaś już robione, a co przed Tobą.

Wyczytują Twoje nazwisko, idziesz. Mąż gdzieś w odległych zakamarkach szpitala, bo na oddziale być nie może.

Już po. Schodzisz z fotela, wracasz do domu.

Tyle się nasłuchałam, że znowu w ciszy trawię, tym razem cudze historie.

A ludzie jadą do pracy, wracają z pracy, robią zakupy.

Zwykły dzień, dzień jak codzień,

Podejście drugie

Przed wtorkową wizytą obiecałam sobie, że przedstawię mojej pani doktor wszystkie wątpliwości jakimi dzieliłam się z Wami w tym poście. Gdy nadszedł czas wizyty, oczywiście połowy nie zdążyłam sobie przypomnieć.
Moja pani doktor to niezwykle miła, ciepła i konkretna osoba. Mówi bardzo szybko, bo taki ma sposób. Narzuca tym jednak bardzo szybkie myślenie, no i tym sposobem kilka myśli mi pouciekało.
Zastrzyk z Ovi podobno w dzień zabiegu jest spoko. Nie wiem, nie znam się. W każdym razie- wyszłam z założenia, że to ona w tej relacji jest lekarzem i zapewne zna się na tym co robi.

Tak czy inaczej- insemka w przyszłym tygodniu. We'll see.

Cisza zaburzona.

Po raz pierwszy od dawna odłożyłam myśli o niepłodności na tył głowy. Nawet nie. Jeszcze głębiej. Przez ostatnie 1.5 miesiąca nie rozmawialiśmy o dniach płodnych, o staraniach, o leczeniu.. Ja nie zaglądałam na żadne forum, ani strony internetowe. Nie pytałam gugla o nic. Nie myślałam, z ręką na sercu. Nic. Cisza.  Wyjechaliśmy, odprężyliśmy się, miło spędzaliśmy czas. Wiosna przyszła. Miło.  Aż do dziś. Okres miał być w piątek lub sobotę. Nie było go. Nauczona jednak doświadczeniem, nie czułam żadnej radości. Nie pobiegłam po test.  I dobrze.  Dzisiaj małpa przyszła rano, przyczajona niczym tygrys, ukryta niczym smok. Nieproszony gość. A we wtorek znowu Poznań. 

Bumerang wrócił.

Czasami bezsilność bierze górę...

Cisza tu jakaś taka.... Chwilowo stoimy w miejscu. Następna IUI dopiero w kwietniu. 
Sama nie wiem, co robić. Milion myśli biega po głowie. 
Czy spróbować czegoś innego? Może zmiana kliniki z Polnej na prywatną? Tylko którą prywatną? Czym się kierować?
A może odpuścić IUI i od razu decydować się na in vitro?
A może poczekać- państwowy program kończy się w czerwcu. Zrobić jeszcze 2 IUI państwowo i później in vitro?
Skąd wziąć na to wszystko pieniądze...?

Ile kosztuje niepłodność?

Odpowiedź na to pytanie nie jest taka do końca oczywista. Determinuje ją kilka czynników, ale przede wszystkim droga leczenia. W zależności od tego, czy leczymy się na NFZ (ale tylko do końca czerwca 2016) czy prywatnie koszty różnią się tysiącami.

My na razie jesteśmy na państwowej drodze leczenia. Oznacza to, że wszystkie zabiegi miałam wykonywane na kasę chorych, co sprawiło, że pewne koszty mi odeszły.
Ale gdyby tak podsumować:

Do ginekologa chodziłam prywatnie, więc każda wizyta to koszt 120 zł. W ciągu ostatnich mniej więcej dwóch lat byłam spokojnie z 10 razy. Ocena owulacji kosztowała różnie- średnio 80 zł.

Badania. Pakiet badań z krwi- ok 150 zł. Badanie pod kątem chlamydia- 180 zł (sic!). W szpitalu za każdym razem robili mi też badania hormonów itd, ale za te już nie płaciłam. Czeka mnie jeszcze chyba badanie AMH (oceny ilości jajeczek), które kosztuje 200 zł.

HSG (badanie drożności jajowodów). Ja miałam robione przez mojego lekarza do którego chodzę prywatnie podczas jego …

Nasza droga.

Po około roku starań udałam się do mojego ginekologa. Muszę tu koniecznie zaznaczyć, że jest to człowiek, który jest dla mnie specjalistą przez duże S i profesjonalistą, przez duże P. Mam do niego duże zaufanie i okazał mi dużo empatii.
Zaczęliśmy od podstawowych badań- wszystkie badania, które można zrobić z krwi i moczu. Wyniki- jak najbrdziej każdy w normie. Nie było żadnego, który był zbliżony chociaż do niewłaściwego.
Kolejny krok- monitorowanie owulacji. Cykle mam regularne 26-28 dniowe. Owulacja zarówno z lewego jak i prawego jajnika przebiega bez zakłóceń- pęcherzyki pękają.
Postanawiamy z lekarzem, że czas wykonać HSG- badanie drożności jajoodów (opiszę jego przebieg osobno). Jajowody drożne.
W międzyczasie mąż wykonał badanie nasienia. Wyniki Nie były oszałamiające- nieco obniżony ruch postępowy- reszta w normie. To było w lutym, w czerwcu była powtórka z rozrywki i te wyniki już wszystkie były w normie.
Po HSG dostałam skierowanie do poradni niepłodności na NFZ. Dzwoniłam w…

Daj sobie prawo do złości

Pierwsze miesiące starań wyglądają entuzjastyczne. Kiedy w każdym kolejnym miesiącu pojawia się znienawidzona miesiączka entuzjazm zdecydowanie maleje. W końcu przestajesz kupować testy i nie sprawdzasz (mimo, że czasem jeszcze mocno kusi).
Dookoła pojawiają się dzieci. W bliższym i dalszym towarzystwie. A wy nadal bez skutku się staracie.
Wydaje ci się, że należysz do ludzi empatycznych. A tu nagle pojawiają się dziwne emocje, dziwne myśli. A przecież życzysz wszytskim dobrze. tylko dlaczego oni mogą a ja nie? Dlaczego, dlaczego, dlaczego?

Masz do siebie żal, wstydzisz się swoich uczuć.

Jednak jest to zupełnie naturalne. Egoizm jest wpisany w nasza naturę, a ty masz prawo czuć się sfrustrowana, gdy kolejny raz komuś się udało, a wam nie.
Oczywiście najlepiej jednak przeżywać to w zaciszu swojego domu, ewentualnie wśród najbliższych. Nie namawiam do kłótni z całym światem- to chyba rzecz oczywista.

Masz prawo do tego, żeby szczęście do ciebie wreszcie przyszło. Jeśli pozwolisz sobie na…

Mówić, czy nie mówić?

O tym, że podjęliśmy starania o dziecko nie mówiliśmy nikomu. To była nasza sprawa i nie widzieliśmy powodu, żeby o tym rozmawiać.
Jeszcze zanim podjęliśmy decyzję dziwiłam się ludziom, którzy ciągle wypytują: "A wy myślicie o dziecku? No najwyższa pora". Z całym szacunkiem- to moja sprawa i ja zdecyduję, kiedy najwyższa pora. Tu akuat natura ze mnie zakpiła, no ale chodzi o fakt, że mój brzuch- moja sprawa.

Kiedy zorientowaliśmy się, że są pewne trudności i zaczęłam częściej chodzić do ginekologa porozmawiałam ze swoją mamą, z którą jestem bardzo blisko.
W tej chwili wiedzą tylko nasi najbliżsi. Nie robimy z tego wielkiej tajemnicy, ale nie widzimy też powodu, zeby trąbić o tym wszem i wobec.

Decyzja zawsze jest indywidualna i zależna od potrzeb i charakteru ludzi. Ja osobiście czułam potrzebę, żeby oprócz męża, który jest mi najbliższy pogadać z kimś jeszcze. Z kimś, kto będzie miał chłodniejsze spojrzenie, większy dystans i na spokojnie przegada ze mną wszystkie aspekty. …

Inseminacja

Obraz
Po tym, jak wszystkie badania (moje- z krwi, owulacja, HSG->drożność jajowodów, Chlamydia oraz męża- 2x badanie nasienia) pokazały, że z nami wszystko ok, jesteśmy zdrowi i nie ma przeciwwskazań do tego żeby zajść w ciążę lekarka umówiła nas na inseminację.

Jak wygląda przygotowanie?

W trzecim dniu nowego cyklu zaczęłam brać Clostilbegyt, aby zwiększyć liczbę jajeczek. W 9 dniu cyklu(we wtorek 26 stycznia) miałam pojechać do mojej pani doktor na sprawdzenie, czy wszystko jest ok, to znaczy czy jajeczek jest w sam raz i czy rosną. Okazało się, że urosły 3 jajeczka i w czwartek mam się zgłosić do szpitala z samego rana z mężem i robimy inseminację.

Dzień zabiegu

W czwartek rano zjawiliśmy się i zanim mnie przyjęli, miałam mieć zrobione badanie. Pani mnie zbadała i okazało się że są trzy ładne pęcherzyki w wielkości 16 mm, 18 mm i 20 mm. Co do moich wątpliwości- podsumuję je na samym końcu. Polecenie- "Proszę iść się przyjąć na Izbę Przyjęć, a mąż uda się oddać nasienie". Posz…

Niepłodność- przecież mnie to nie dotyczy.

Marzenia.

Kiedy miałam 23 lata myślałam o dzieciach. Myślałam mocno. Byłam wtedy w 3- letnim związku i po głowie chodziły mi pierścionki zaręczynowe, śluby i hipotetyczne dzieci. Jednak jak to w życiu bywa, los jest przewrotny. Związek się rozpadł, co okazało sie dla mnie przełomem w życiu, spotkałam meżczyznę mojego życia z którym obecnie jestem w szczęśliwym związku małżeńskim i wszytsko byłoby ok, gdyby nie to, że...

Borykamy się z niepłodnością.

Niecały rok po ślubie stwierdziliśmy, że może fajnie by było, gdyby nasza rodzina się powiększyła. Do tematu podeszliśmy na luzie, co ma być to będzie. Jak będzie to będzie. Po pół roku zaczęliśmy się zastanawiać. Czy wszytsko jest ok? Czy jest jakiś powód?
Po pewnym czasie wybrałam się do ginekologa. Mam niezwykłe szczęście, ponieważ mój lekarz jest niesamowicie pozytywnym człowiekiem, profesjonalistą jakich mało i darzę go ogromnym zaufaniem. Na spokojnie wykonałam wszystkie badania, które okazały się być w jak nalepszym porządku.
No to o…