Posty

Wyświetlanie postów z 2018

Czasami człowiek musi, inaczej się udusi.

Natura stworzyła ten świat tak, że to kobieta przez 40 tygodni nosi dziecko pod sercem, a później w mniejszych lub większych bólach wydaje je na świat. Fakt, że spędza z nim później czas w szpitalu najczęściej sama większość czasu (choć są już takie możliwości, zwykle w prywatnych klinikach, lub po wykupieniu prywatnej sali, że ojciec może być 24h na dobę z rodziną) i przyjęte normy społeczne sprawiają, że to ona jest głównie odpowiedzialna za opiekę nad nim. I owszem, ojcowie zwykle się starają, uczestniczą w opiece i pielęgnacji malucha, ale gdy dzieje się coś- np dziecko płacze, to wszystkie oczy skierowane są na mamę, która ma zagasić pożar sytuacji. I tak- to wynika tez z tego, że to matka spędza z dzieckiem najwięcej czasu, wobec tego pewnie najlepiej zna jego potrzeby. Dodatkowo jeśli kobieta karmi piersią, to w jest w zasadzie nierozłączna z dzieckiem, przynajmniej na początku.

Miłość do dziecka jest bezwarunkowa. Kiełkuje w nas już od momentu, kiedy dowiadujemy się, że jesteś…

Coraz lepiej

Minął miesiąc odkąd Jagódka jest z nami, a mam wrażenia, ze to lata świetlne :) To był bardzo zwariowany miesiąc. Poród, to co się działo ze mną po porodzie, nauka nowych obowiązków, poznawanie potrzeb małego człowieczka i wyzbycie się egoistycznego myślenia tylko o sobie... To dużo. Dużo jak na miesiąc.

Ale z drugiej strony nam wystarczyło, żeby poznać nasza córkę na tyle, że jesteśmy w stanie rozszyfrować o co chodzi. Wiadomo że to jest malutkie dziecko i zmiany czasem zachodzą w tempie błyskawicznym. Jednak na spokojnie, bez paniki można drogą eliminacji wywnioskować, skąd pochodzi płacz.

Niestety wiemy, że płacz, w zasadzie punktualnie o 19, oznacza, że przyszła kolka. Nie uchroniliśmy się od niej. Ale z drugiej strony jeśli podejdzie się do tego na chłodno, to jest to do przeżycia. Oczywiście nie jest łatwo oglądać swoje dziecko wijące się z bólu, wrzeszczące wniebogłosy.. Ale to po prostu trzeba przeżyć. Choć sięgamy wszystkich sposobów, żeby spróbować chociaż trochę jej ulżyć. …

Mleczna droga

Obraz
Będąc w ciąży wychodziłam z założenia, że niczego nie planuję. Nastawiałam się na poród naturalny oraz na to, że będę karmić piersią. Uznałam jednak, że nie można niczego zakładać i wszystko zależy od rozwoju sytuacji. Jak już wiecie pierwszy punkt- poród naturalny- się nie powiódł. Ale nie ubolewam nad tym szczególnie. Będąc w szpitalu mój pokój znajdował się naprzeciw sali porodowej i, gdy będąc już po wszystkim, słyszałam krzyki i wrzaski pomieszane z wyzwiskami, ucieszyłam się że sprawy w moim przypadku przybrały taki a nie inny obrót.

Z karmieniem sprawa była skomplikowana. Już w ciąży miałam obawy, czy uda mi się. Znam swoją anatomię, mam mały biust, z niewielkimi brodawkami (sorry za szczegóły). Gdy okazało się, że urodzę przez cięcie cesarskie, zdawałam sobie sprawę, że będę musiała bardziej powalczyć o laktację, gdyż uruchamia się ona inaczej i później niż podczas porodu siłami natury. Sytuację utrudniło mi to, że w pierwszych dniach nie miałam Jagódki u siebie, tylko była w…

Początki

Córka wywróciła nasz świat do góry nogami- bez dwóch zdań. Wiele się zmieniło. Do tej pory wiedliśmy beztroskie życie, pełne spontanicznych wypadów, imprez i spotkań towarzyskich. Narodziny Jagody uzmysłowiły nam, jak wygodnie do tej pory żyliśmy. Pierwsze dwa tygodnie były dla mnie ciężkie. Prawie tygodniowy pobyt w szpitalu, podczas którego w sumie przespałam łącznie może z 12 godzin, karmienie piersią, gdzie Jagoda "wisiała"na mnie praktycznie non stop, szalejące po ciele hormony i świadomość, że ten mały ludek będzie już z nami do końca naszego życia, mocno dało mi po psychice.
Jednak baby blues minął, sytuacja z karmieniem się wyklarowała, poznaliśmy naszą córkę, nauczyliśmy się wstępnie rozróżniać jej potrzeby i pomału wychodzimy na prostą i zaczynamy cieszyć się rodzicielstwem i obecnością naszej małej córeczki.

Mój mąż na początku miał pewne opory, żeby zajmować się małą. Nigdy nie miał styczności z takim maluszkiem i bał się. Starałam się na ile mogłam go zachęcać d…

Cesarskie cięcie

Przez całą ciążę nastawiona byłam na to, że będę rodzić naturalnie. Jakoś nie obawiałam się tego (teraz, po tygodniu "mieszkania" naprzeciw porodówki wiem, jaka byłam nieświadoma co to jest za wyzwanie). Jednak im bliżej rozwiązania, tym więcej wątpliwości miałam. Lekarz utrzymywał, że dziecię jest duże, moja szyjka cały czas była zwarta i długa, brzuch wysoko mimo zbliżającego się terminu i bardzo się bałam wywoływania porodu. Indukcja to nie jest nic dobrego, naturze nie powinno się pomagać, a indukowane porody są bolesne i często kończą się i tak cesarskim cięciem.

Jak wiecie, na ostatniej mojej wizycie u lekarza zapadła decyzja, że zostanę poddana cięciu, bo moja anatomia raczej nie pozwoli mi na urodzenie dziecka powyżej 4 kg, a na takie się zapowiadało.

Miałam się stawić na izbę przyjęć w środę o 20.00. Przyjęcie trochę trwało, bo na izbie nikomu się nie spieszyło i koło 21.30-22 znalazłam się w sali, na której również po operacji leżałam.
Kolejnego dnia rano ok 6 przy…

Baby blues

Dwa tygodnie temu zostałam mamą i to było coś, na co długo czekałam. W ciąży wizja macierzyństwa malowała mi się jako coś wspaniałego, sielankowego i wyśnionego. Zderzyłam się z rzeczywistością i moja wizja od tego jak jest w rzeczywistości się rozminęła. Pomyślicie sobie- o czym ona gada- przecież mnóstwo osób chciałoby być na jej miejscu. Nie zrozumcie mnie źle, kocham moje maleństwo i cieszę się, że jest z nami, ale pewne kwestie są przytłaczające i wcale nie odczuwa się tego szczęścia tak jak się wydaje.

Dziś mijają 2 tygodnie odkąd nasz świat wywrócił się do góry nogami i pomału mi ten kiepski nastrój przechodzi. Teraz wiem, że pradopodobnie dopadł mnie baby blues. Co to jest?
Można by powiedzieć, że to coś w rodzaju depresji poporodowej, jednak to nie jest to samo. Depresja to choroba, a baby blues to stan emocjonalny, w jakim znajduje się świeżo upieczona mama.
Syndrom ten objawia się tym, że młoda mama jest przerażona obowiązkami, przytłoczona, nie czuje szczęścia i ogólnie ma…

Nasz człowiek już z nami na pokładzie :)

Obraz
Witajcie, jestem Wam winna przeprosiny. Wiem, ze czekacie tu na wieści, a ja obiecałam, że jak ogarnę wszystko to się odezwę, ale przyznam szczerze, że mimo, że w miarę jesteśmy ogarnięci- nie chciałam się zmuszać, a weny jakoś nie miałam, żeby tu napisać. Ale już jestem, już wam wszystko opisuję, choć chyba podzielę to na kilka wpisów, bo tematów jest dużo.
W czwartek 5. lipca, o godzinie 8:35 przyszła na świat nasza długo wyczekiwana córeczka- Jagoda. Jak już Wam pisałam wcześniej- zapadła decyzja o cesarskim cięciu. W środę wieczorem stawiłam się na izbę przyjęć, a tam na USG pani doktor wyliczyła, że dziecko ma.... 4800! Przeraziłam się, bo aż tak dużego dziecka to się nie spodziewałam. Następnego dnia rano zostałam przygotowana do zabiegu. Przyznam Wam szczerze, że trzęsłam się jak galareta, kiedy wieźli mnie na blok operacyjny. Chyba do końca nie zdawałam sobie sprawę co za chwilę się wydarzy. I nie chodzi o zabieg, tylko o to, że za chwilę usłyszę płacz mojej córki  i zmieni si…

Jagódko, czekamy!

Obraz
Jutro mija termin wyliczony z miesiączki, czyli jutro kończę 40. tydzień ciąży.

Dziś byłam na wizycie, bo do jutra zwolnienie, poza tym chciałam pogadać z lekarzem co i jak, jak nic się nie ruszy (bo nie zapowiada się jakby miało).

Na USG młoda ma nieco ponad 4 kg. Dużo wód, główka wysoko, bo widać było jak sobie mała nią kręciła :) Badanie na fotelu pokazało, że szyjka długa i zamknięta, rozwarcia tym samym ani na milimetr. Jednak zapytałam lekarza wprost, czy jego zdaniem dam radę urodzić córkę siłami natury, bo wcześniej mi zależało, a teraz już się nie upieram. Lekarz ocenił, że mimo, że jestem wysoka, mam wąsko zbudowaną miednicę i jest tam ciasno, co czuje badając mnie i jego zdaniem mogę próbować rodzić SN, jednak on sądzi, że poród pewnie i tak skończyłby się cesarskim cięciem bo mała ma dużą główkę.

Tym sposobem podjęliśmy decyzję, że jutro wieczorem stawiam się na oddział, a w czwartek rano nasza córeczka będzie już z nami :)

Pomimo, że uważam, że nie ma dla dziecka nic lep…

Ciężko Ci już pewnie, co?

Obraz
"Ciężko Ci, pewnie chciałabyś już to mieć za sobą?"- to chyba najczęściej powtarzane zdanie/pytanie ostatnio w moim kierunku. A mnie w zasadzie wcale nie jest ciężko. Pogoda mi sprzyja, temperatury ok 20 stopni są dla mnie idealne. Opuchlizna zeszła, ciśnienie w normie, spacery są przyjemnością, brzuch mi jakoś szczególnie nie przeszkadza. Może jedynie w nocy jest ciężej, bo przy przewracaniu zwykle się budzę. Ale ja mam taki sen, że wojna by mnie nie obudziła (chyba kończą się już te czasy), że jakoś mi to nie przeszkadza, bo za chwilę dalej śpię jak kamień :) 
I tak się zastanawiam skąd to się bierze. Fakt- cała ciąża była dla mnie łaskawa. Zero mdłości, żadnych powikłań, w zasadzie poza ciśnieniem i puchnięciem przez to nie miałam żadnych przykrych doświadczeń. Nawet plecy mnie nie bolą. A to chyba naprawdę wyjątek. No i teraz pytanie- czy to dobre geny, czy to, że przed ciążą byłam aktywna fizycznie i raczej zdrowo się odżywiałam (w ciąży nie zmieniłam nawyków żywieniow…

Co dał mi pobyt w szpitalu i kolejne badanie.

Co dał mi pobyt w szpitalu? Przede wszystkim pewność, że zgłoszenie się tam w weekend to słaby pomysł :) Ja wiem, że czasem zdarzają się podbramkowe sytuacje, kiedy trzeba. Ale kiedy da się tego uniknąć to szczerze polecam, bo w weekend w szpitalu, poza nagłymi przypadkami, nie dzieje się NIC. Nie zapadają żadne decyzje, wizyty są błyskawiczne z zapytaniem jedynie o samopoczucie i koniec.

Dobra, mądra jestem teraz, kiedy wiem, że wszystko jest w porządku. Dobrze, że sprawdziłam, dobrze, że dmuchałam na zimne i dobrze, że byłam pod opieką. Ale bardzo cieszę się, że w poniedziałek ubłagałam lekarza o wyjście. Może jestem dziwna, ale naprawdę wpadłabym w depresję, gdybym miała tam siedzieć. A przecież nic złego mi się tam nie działo. W poniedziałek wieczorem zeszły ze mnie emocje i rozpłakałam się.. nie- wróć. Rozbeczałam się jak stara owca mężowi w ramię, że strasznie się boję i że tęskniłam i że nie byłam gotowa, żeby nie wrócić do domu. Hormony dołożyły swoje.

Ale we wtorek obudziłam …

Mądry człowiek po... no właśnie- po czym?

Niestety, w piątek moje ciśnienie znowu mnie zaniepokoiło i zadzwoniłam do lekarza, a on mi powiedział, że dla spokoju mam się zgłosić na izbę i pójść na obserwację.

Od razu mówię- pójście do szpitala w piątek to najgorszy z pomysłów jaki może przyjść. W weekend nic się w szpitalu nie dzieje, obchody są "po łepkach" i nie zapadają żadne decyzje.

Moje ciśnienie w szpitalu okazało się być wzorowe. Natomiast moja psychika okazała się być baaardzo, bardzo niewzorowa. W piątek i w sobotę generalnie miałam doła takiego, mniej więcej jak Rów Mariański. Tęsknota za domem, niespodziewana sytuacja i jeszcze "groźba" tego, że w 37 tygodniu zostawią mnie już do końca. 3 TYGODNIE! Oszalałabym. W niedzielę miałam dużo odwiedzin i jakoś minęło i nastawiłam się, że co ma być to będzie, ale raczej postaram się nakłonić lekarza, żeby mnie jeszcze wypuścił. Moje ciśnienie było bardzo w normie, małą 3x dziennie kontrolowali KTG i co 2 h (również w nocy) tętno i u niej też wszystko w p…

Niespodzianka

Obraz
Miniona sobota przebiegała bardzo leniwie. Od rana śniadanie z mężem (wyjątkowo miał wolne, ostatnio biedny bardzo dużo pracował, poniekąd z racji tego, że nie do końca miał wyjście bo naciski z pracy, a poniekąd ze względów finansowych, bo miał szansę na dobry dodatkowy zarobek), później kanapowaliśmy sobie i nic nie zapowiadało tego, co ma nadejść. Wieczorem mieli odwiedzić nas dawno nie widziani znajomi, ale nie szykowałam nic wielkiego, jedynie jakąś sałatkę i przekąski. Mieli być na 18.00. Koło 16 zaczęłam się ogarniać i jakoś tak się kręcić.U nas drzwi wejściowe prawie cały czas otwarte, bo pies sobie biega po ogrodzie.  O 17:00 będąc w łazience, szczotkując toaletę (moja fobia) usłyszałam głosy na schodach. Wychyliłam się i zobaczyłam całą moją wspaniałą bandę dziewczyn z balonami, z ciastem i owocami na rękach, z alkoholem (pomyślały również o mnie- Picollo i Lech 0,0%) i z kupą śmiechu. A ja z tą szczotką jak wryta... Oczywiście popłakałam się, zupełnie się nie spodziewałam, …

37.

Obraz
Muszę Wam przyznać, że ostatnio mam straszną niemoc. Naprawdę jakby mi prąd odcięło i opanowało mnie jakieś lenistwo. Dziewiąty miesiąc to naprawdę już nie przelewki. W poniedziałek byłam u lekarza. Mała ma 3400 gram, więc odrobinę przystopowała z wagą, co jest dla mnie pocieszające, przy wizji porodu SN. Ciśnienie co jakiś czas skacze, w związku z czym lekarz kazał mi zwiększyć dawkę Dopegytu na 3x2. Średnio mi się to uśmiecha, ale jak mus to mus.  Mnie to niepokoi, a lekarz dość pobłażliwie do tego podchodzi i sama już nie wiem. Ale powiedział, że jak tylko mi podskoczy powyżej 140/80 mam jechać do szpitala.  Więcej informacji dla Was nie mam.. Bo po prostu nic się nie dzieje. Ja większość czasu spędzam w domu, ostatnio nawet mam po 2 drzemki- chyba przez leki. Wyprawka skompletowana, wszystko poprasowane, ja jestem spakowana. Każdy dostał wytyczne z zadaniami co zrobić, kiedy będę w szpitalu. Mąż dostał instrukcję co, gdzie i jak. Zostały jeszcze 3 tygodnie. Teraz w każdej chwili …

Kiedy to przeleciało?

Mamy 36. tydzień, nie mogę uwierzyć, że to już naprawdę ostatnia prosta :) Zdecydowaliśmy się świadomie na poszerzenie rodziny, ale teraz coraz częściej nie możemy uwierzyć, że to już za chwilę nastąpi. A niedowierzanie miesza się z lekkim przerażeniem i roztargnieniem.
Wyprawką przestałam się przejmować, mam najważniejsze podstawowe sprawy, a reszta.. W razie czego w każdej chwili mąż może podjechać kupić, lub można w Internecie zamówić i maks w 2 dni jest to w domu. W tym temacie mam całkowity luz i w zasadzie jak patrzę na moje koleżanki, które rodzą lub rodziły w ostatnim czasie zastanawiam się, czy aby na pewno dobrze robię. Ale później rozmawiam z koleżankami, które mają dzieci i utwierdzają mnie w przekonaniu, że jednak dobrze. One mówią, że dały się ponieść i nakupowały pierdół, których czasami ani razu nawet nie wykorzystały. Zatem ufam swojej intuicji i robię według swojego uznania. Mój mąż i moja mama mnie w tym podejściu wspierają, więc myślę, że na dobre nam to wyjdzie. P…

Naturalny antybiotyk

Obraz
Podzielę się z Wami moją tajemną wiedzą. No dobra, żadna ona tajemna, bo z tego co widzę przepisów jest dużo. Mój pochodzi z przepiśnika mojej kochanej babci (a musicie wiedzieć, że ona była specjalistką, jeśli chodzi o naturalne, domowe metody leczenia) i jest to coś, co nie raz ratowało mnie z przeziębienia. Mowa tu o syropie z kwiatów czarnego bzu. Przy okazji- kwiaty czarnego bzu są... białe :)
Ale uprzedzam- jeśli chcecie to zrobić, musicie się pospieszyć, bo czarny bez właśnie kwitnie i przy tych temperaturach prawdopodobnie szybko przekwitnie. Najlepiej wybrać egzemplarze rosnące na dziko, w sensie gdzieś na łące lub w polu, z dala od spalin samochodowych. Ale miastowe ostatecznie również mogą być.



Jakie właściwości ma taki syrop? Już pędzę Wam nakreślić:

działa antywirusowo,chroni i wzmacnia błony śluzowe,rozrzedza katar i wszelkie wydzieliny typu flegma,wzmacnia odporność,łagodzi stany zapalne, działa wykrztuśnie. Dodany do herbaty lub z ciepłą wodą idealnie nadaje się na jes…

Trzymajcie kciuki

Niestety, moje ciśnienie postanowiło powariować i uprzykrzyć mi życie na ostatniej prostej. Niesamowitym wsparciem (poza moją rodziną oczywiście) jest dla mnie moja położna, która po wieczornym telefonie moim z pytaniem o ciśnienie 150/120 następnego dnia rano już u mnie była. Kiedy wczoraj zadzwoniłam, powiedzieć o wyniku moczu, poleciła mi kolejny raz skontaktować się z lekarzem a wieczorem zadzwoniła z pytaniem co i jak. Mówię Wam- lepiej trafić nie mogłam. Wiem, że mogę do niej zadzwonić w każdej chwili i że zawsze doradzi. A uwierzcie mi, w tej gonitwie myśli co robić taki głos jest na wagę złota. Do lekarza dzwonię w ostateczności.
No ale do rzeczy. Od 2 tygodni monitoruję ciśnienie 2 razy dziennie. Wcześniej robiłam to co dwa, trzy dni. Jakoś miałam przeczucie, że może warto to robić. No i ciśnienie zwykle oscylowało wokół wartości 135/85. Jednego wieczoru leżąc przed tv gorzej się poczułam. To było wtedy kiedy ciśnienie skoczyło 150/120. Słabo. Pisałam już o tym. W kolejnych d…

Trochę ponarzekam, co mi tam..

Obraz
Muszę Wam się przyznać, że tak jak w zasadzie przez całą ciążę nie miałam na co narzekać, tak sprawdza się to, że trzeci trymestr rządzi się swoimi prawami.

Wiadomo, że każda z nas, która czeka na ciążę kilka lat, ma w sobie pewną dozę wstrzemięźliwości, jeśli chodzi o narzekanie. Przecież tyle czasu robiłyśmy wszystko, żeby być w stanie "błogosławionym", że hipokryzją byłoby narzekać na coś, o czym marzyłyśmy.

Choć uważam, że każdy ma prawo ponarzekać. Przecież spędzanie każdego dnia w toalecie, albo nie rozstając się z miską przez pierwsze 3 miesiące to żadna przyjemność. Mnie to na szczęście ominęło, ale przyznam wam się do czegoś. Strasznie trudno było mi się dostosować początkowo do zmian w moim ciele. Zawsze byłam szczupłą osobą, dbającą o formę fizyczną i wygląd ciała, zwłaszcza okolic brzucha. A tu nagle zaczęłam rosnąć. A w zasadzie zaczęło rosnąć we mnie nowe życie, które zaczęło się rozpychać po tym brzuchu. Przeszło mi, kiedy brzuch faktycznie zrobił się okrągle…

Mini sesja

Obraz
Od jakiegoś czasu byłam pewna, że chcę zamówić sesję noworodkową. Jest to piękna pamiątka, a dzieci wychodzą cudnie na tych fotografiach. Wahałam się długo nad tzw. sesją brzuszkową. Jakoś nie widzę się w sukni w polu rzepaku. Nie, to nie ja. Inna kwestia, że w mojej okolicy sesja brzuszkowa to koszt ok 400 zł za 10 zdjęć. Stwierdziłam, że wolę kupić sobie za to laktator, bo i tak przyjemności raczej z tego mieć nie będę, bo nie znoszę pozować. Nasz fotograf weselny miał powiedziane, że musi nas łapać w locie, bo w pozowaniu nie jesteśmy dobrzy i nie mamy chyba żadnego ustawianego zdjęcia :) Ale mój mąż mnie ostatnio namówił, żebyśmy zrobili na pamiątkę zdjęcia brzuszka. Tym sposobem pewnego dnia w ogródku powstała nasza prywatna brzuszkowa galeria :)








Co spakować do szpitala+ wizyta u lekarza

Obraz
Dziś odwiedziła mnie moja położna- super kobietka, jak już wam wspominałam. To było nasze trzecie spotkanie i tym razem postanowiłam je wykorzystać na zadanie pytań o rzeczy, które powinnam spakować do torby do szpitala. Co zatem powinno znaleźć się w mojej torbie?

Dla mamy:

- dwie koszule do karmienia (to moja trauma, jeśli chodzi o kompletowanie tzw wyprawki. Nienawidzę koszul, a te do karmienia w większości są dramatyczne.. Te które jeszcze w miarę mi się podobają kosztują majątek, a ja poza szpitalem raczej więcej ich nie będę używać. Jedną już kupiłam, teraz muszę się przełamać do zakupu drugiej). W dzień porodu dostaje się urzędową koszulę. Ja pewno z powodu mojej przezorności ostatecznie spakuję jeszcze coś, w razie gdyby zastała mnie jakaś nieoczekiwana sytuacja- wszak mój szpital oddalony jest o 30 km, więc ciężko będzie coś podrzucić od ręki. Do tego szlafrok lub jakaś narzutka,

- dokumenty- dowód osobisty, karta ciąży z aktualnymi wynikami,

- siateczkowe majtki poporodowe …

Licho (podobno) nie śpi

Obraz
Zawsze bawiły mnie wszelkie zabobony. Ja nigdy w nie nie wierzyłam, ale ostatnio uśmiałam się, kiedy jechałam z moją mamą samochodem i ona nagle się zatrzymała na środku drogi. Zdziwiona zapytałam; "Co się dzieje?", na to mama odparła że właśnie drogę przebiegł czarny kot i musimy poczekać aż inne auto przejedzie pierwsze. Byłam w szoku :) 
Kiedy wychodziłam za mąż słyszałam różne przesądy. A to, że mąż nie może zobaczyć sukni ślubnej, a to że butów nie kładzie się na okno, a to że obrączka nie może spaść na ziemię..
A teraz ciąża to stan szczególny, w którym ludzie nie tylko czują silną potrzebę doradzania, ale również przestrzegania przed lichem, które nie śpi. Zabobony, które usłyszałam, bądź znam z opowieści to:
- nie wolno w ciąży nosić naszyjników- wróży to owinięcie pępowiny wokół szyi dziecka;
- nie wolno krzyżować nóg siedząc- również związane z pępowiną;
- nie wolno się poparzyć, bo dziecko będzie miało znamię  w tym miejscu (Jagoda powinna się urodzić z rączką ca…

Wyprawka na winie i zdjęcie w 33 tc

Obraz
Och, jak majówka i piękna pogoda mnie ostatnio rozleniwiła.. Ale przywołuję się do porządku :) Obiecałam Wam wpis o wyprawce i taki własnie teraz poczynię, będzie to dla mnie trochę mobilizacja, by uzupełnić to, czego nam jeszcze brakuje. A brakuje nam chyba jeszcze trochę..

Przyznam, że tak, jak początkowe tygodnie mi się dłużyły, tak ostatnio czas przyspieszył niemożebnie i w zasadzie nie wiem, kiedy licznik przekręcił się na 33 tydzień, który właśnie zaczęłam.

Ale nie o samej ciąży miało być, a o wyprawce.

Kiedy dowiedzieliśmy się, że jestem w ciąży byliśmy w niezłym szoku. To dość dziwnie brzmi, w końcu staraliśmy się tyle czasu i liczyliśmy, że w końcu się uda. Niemniej jednak byliśmy kompletnie zaskoczeni. To zaskoczenie mieszało się z ekscytacją, choć bardzo, ale to bardzo stonowaną. Nie wiedzieliśmy czego się spodziewać, tyle niewiadomych.. Przede wszystkim najważniejsze- czy to nie sen, z którego zaraz się obudzimy i znajdziemy się znowu w szarej rzeczywistości tylko we dwoje…

Z pamiętnika mamy

Obraz
Kochana córeczko,

Dokładnie rok temu wracaliśmy z wizyty u nowej pani doktor. Ta pani zaszczepiła w nas nową nadzieję na to, że spełni się nasze największe marzenie. Nie sądziliśmy, że już wkrótce dowiemy się, że to Ty zamieszkałaś w moim brzuszku. Twój tata ostatnio przyznał mi się, że czuł na sobie ogromną presję i kamień spadł mu z serca. Wiedziałam, że jest mu ciężko, ale nie dał po sobie poznać, że aż tak się mocno przejmował.

Teraz patrzę w lustro i uwierzyć nie mogę, że tam- w tym brzuszku jesteś Ty i Twoje serduszko bije zaraz pod moim. Cieszymy się ogromnie i mimo, że wszyscy straszą, że teraz zobaczymy i że się skończy coś- my jesteśmy spokojni. Logiczne przecież, że coś się skończy, ale przecież razem z Twoim Tatą świadomie się na to zdecydowaliśmy. Skończy się okres, w którym z Twoim Tatą byliśmy sami. Mogliśmy spać do południa (mamy nadzieję, że odziedziczysz po nas to zamiłowanie ;-) ), imprezować do rana, albo nie planować nic do przodu. Nie było nam mocno źle, bo poza…

Mutacja genu MTHFR- nowe stanowisko

Obraz
Wspominałam Wam, że lecząc się u naprotechnolog zaleciła mi badanie w kierunku mutacji genu MTHFR. Wynik badania zbiegł się z moim zajściem w ciążę i pokazał, że mam mutację MTHFR A1298C.

O mutacji MTHFR:

Mutacja A1298C genu MTHFR zwiększa krzepliwość krwi i jest przyczyną chorób sercowo-naczyniowych. Taką chorobą może być zakrzepica, polegająca na tworzeniu się skrzeplin w żyłach i tętnicach chorej osoby. Skrzeplina, mająca zwykle postać zbitki krwinek, przylega do ściany naczynia i zamyka je, przez co krew nie może już swobodnie w nim krążyć. Sama obecność skrzepu nie stanowi jeszcze aż takiego zagrożenia, choć może wywoływać dolegliwości w postaci bólu, zaczerwienienia i obrzęku kończyny. Gorzej, gdy oderwie się on od ściany naczynia. Wtedy z nogi, gdzie najczęściej ma swój początek, wędruje wyżej, do serca i płuc. Tam może zatkać tętnice płucną i doprowadzić do zatoru. Aby rozrzedzić krew i spowolnić zbyt szybkie krzepnięcie pacjentom z zakrzepicą podaje się heparynę drobnocząste…