Posty

Wyświetlanie postów z 2018

Co dał mi pobyt w szpitalu i kolejne badanie.

Co dał mi pobyt w szpitalu? Przede wszystkim pewność, że zgłoszenie się tam w weekend to słaby pomysł :) Ja wiem, że czasem zdarzają się podbramkowe sytuacje, kiedy trzeba. Ale kiedy da się tego uniknąć to szczerze polecam, bo w weekend w szpitalu, poza nagłymi przypadkami, nie dzieje się NIC. Nie zapadają żadne decyzje, wizyty są błyskawiczne z zapytaniem jedynie o samopoczucie i koniec.

Dobra, mądra jestem teraz, kiedy wiem, że wszystko jest w porządku. Dobrze, że sprawdziłam, dobrze, że dmuchałam na zimne i dobrze, że byłam pod opieką. Ale bardzo cieszę się, że w poniedziałek ubłagałam lekarza o wyjście. Może jestem dziwna, ale naprawdę wpadłabym w depresję, gdybym miała tam siedzieć. A przecież nic złego mi się tam nie działo. W poniedziałek wieczorem zeszły ze mnie emocje i rozpłakałam się.. nie- wróć. Rozbeczałam się jak stara owca mężowi w ramię, że strasznie się boję i że tęskniłam i że nie byłam gotowa, żeby nie wrócić do domu. Hormony dołożyły swoje.

Ale we wtorek obudziłam …

Mądry człowiek po... no właśnie- po czym?

Niestety, w piątek moje ciśnienie znowu mnie zaniepokoiło i zadzwoniłam do lekarza, a on mi powiedział, że dla spokoju mam się zgłosić na izbę i pójść na obserwację.

Od razu mówię- pójście do szpitala w piątek to najgorszy z pomysłów jaki może przyjść. W weekend nic się w szpitalu nie dzieje, obchody są "po łepkach" i nie zapadają żadne decyzje.

Moje ciśnienie w szpitalu okazało się być wzorowe. Natomiast moja psychika okazała się być baaardzo, bardzo niewzorowa. W piątek i w sobotę generalnie miałam doła takiego, mniej więcej jak Rów Mariański. Tęsknota za domem, niespodziewana sytuacja i jeszcze "groźba" tego, że w 37 tygodniu zostawią mnie już do końca. 3 TYGODNIE! Oszalałabym. W niedzielę miałam dużo odwiedzin i jakoś minęło i nastawiłam się, że co ma być to będzie, ale raczej postaram się nakłonić lekarza, żeby mnie jeszcze wypuścił. Moje ciśnienie było bardzo w normie, małą 3x dziennie kontrolowali KTG i co 2 h (również w nocy) tętno i u niej też wszystko w p…

Niespodzianka

Obraz
Miniona sobota przebiegała bardzo leniwie. Od rana śniadanie z mężem (wyjątkowo miał wolne, ostatnio biedny bardzo dużo pracował, poniekąd z racji tego, że nie do końca miał wyjście bo naciski z pracy, a poniekąd ze względów finansowych, bo miał szansę na dobry dodatkowy zarobek), później kanapowaliśmy sobie i nic nie zapowiadało tego, co ma nadejść. Wieczorem mieli odwiedzić nas dawno nie widziani znajomi, ale nie szykowałam nic wielkiego, jedynie jakąś sałatkę i przekąski. Mieli być na 18.00. Koło 16 zaczęłam się ogarniać i jakoś tak się kręcić.U nas drzwi wejściowe prawie cały czas otwarte, bo pies sobie biega po ogrodzie.  O 17:00 będąc w łazience, szczotkując toaletę (moja fobia) usłyszałam głosy na schodach. Wychyliłam się i zobaczyłam całą moją wspaniałą bandę dziewczyn z balonami, z ciastem i owocami na rękach, z alkoholem (pomyślały również o mnie- Picollo i Lech 0,0%) i z kupą śmiechu. A ja z tą szczotką jak wryta... Oczywiście popłakałam się, zupełnie się nie spodziewałam, …

37.

Obraz
Muszę Wam przyznać, że ostatnio mam straszną niemoc. Naprawdę jakby mi prąd odcięło i opanowało mnie jakieś lenistwo. Dziewiąty miesiąc to naprawdę już nie przelewki. W poniedziałek byłam u lekarza. Mała ma 3400 gram, więc odrobinę przystopowała z wagą, co jest dla mnie pocieszające, przy wizji porodu SN. Ciśnienie co jakiś czas skacze, w związku z czym lekarz kazał mi zwiększyć dawkę Dopegytu na 3x2. Średnio mi się to uśmiecha, ale jak mus to mus.  Mnie to niepokoi, a lekarz dość pobłażliwie do tego podchodzi i sama już nie wiem. Ale powiedział, że jak tylko mi podskoczy powyżej 140/80 mam jechać do szpitala.  Więcej informacji dla Was nie mam.. Bo po prostu nic się nie dzieje. Ja większość czasu spędzam w domu, ostatnio nawet mam po 2 drzemki- chyba przez leki. Wyprawka skompletowana, wszystko poprasowane, ja jestem spakowana. Każdy dostał wytyczne z zadaniami co zrobić, kiedy będę w szpitalu. Mąż dostał instrukcję co, gdzie i jak. Zostały jeszcze 3 tygodnie. Teraz w każdej chwili …

Kiedy to przeleciało?

Mamy 36. tydzień, nie mogę uwierzyć, że to już naprawdę ostatnia prosta :) Zdecydowaliśmy się świadomie na poszerzenie rodziny, ale teraz coraz częściej nie możemy uwierzyć, że to już za chwilę nastąpi. A niedowierzanie miesza się z lekkim przerażeniem i roztargnieniem.
Wyprawką przestałam się przejmować, mam najważniejsze podstawowe sprawy, a reszta.. W razie czego w każdej chwili mąż może podjechać kupić, lub można w Internecie zamówić i maks w 2 dni jest to w domu. W tym temacie mam całkowity luz i w zasadzie jak patrzę na moje koleżanki, które rodzą lub rodziły w ostatnim czasie zastanawiam się, czy aby na pewno dobrze robię. Ale później rozmawiam z koleżankami, które mają dzieci i utwierdzają mnie w przekonaniu, że jednak dobrze. One mówią, że dały się ponieść i nakupowały pierdół, których czasami ani razu nawet nie wykorzystały. Zatem ufam swojej intuicji i robię według swojego uznania. Mój mąż i moja mama mnie w tym podejściu wspierają, więc myślę, że na dobre nam to wyjdzie. P…

Naturalny antybiotyk

Obraz
Podzielę się z Wami moją tajemną wiedzą. No dobra, żadna ona tajemna, bo z tego co widzę przepisów jest dużo. Mój pochodzi z przepiśnika mojej kochanej babci (a musicie wiedzieć, że ona była specjalistką, jeśli chodzi o naturalne, domowe metody leczenia) i jest to coś, co nie raz ratowało mnie z przeziębienia. Mowa tu o syropie z kwiatów czarnego bzu. Przy okazji- kwiaty czarnego bzu są... białe :)
Ale uprzedzam- jeśli chcecie to zrobić, musicie się pospieszyć, bo czarny bez właśnie kwitnie i przy tych temperaturach prawdopodobnie szybko przekwitnie. Najlepiej wybrać egzemplarze rosnące na dziko, w sensie gdzieś na łące lub w polu, z dala od spalin samochodowych. Ale miastowe ostatecznie również mogą być.



Jakie właściwości ma taki syrop? Już pędzę Wam nakreślić:

działa antywirusowo,chroni i wzmacnia błony śluzowe,rozrzedza katar i wszelkie wydzieliny typu flegma,wzmacnia odporność,łagodzi stany zapalne, działa wykrztuśnie. Dodany do herbaty lub z ciepłą wodą idealnie nadaje się na jes…

Trzymajcie kciuki

Niestety, moje ciśnienie postanowiło powariować i uprzykrzyć mi życie na ostatniej prostej. Niesamowitym wsparciem (poza moją rodziną oczywiście) jest dla mnie moja położna, która po wieczornym telefonie moim z pytaniem o ciśnienie 150/120 następnego dnia rano już u mnie była. Kiedy wczoraj zadzwoniłam, powiedzieć o wyniku moczu, poleciła mi kolejny raz skontaktować się z lekarzem a wieczorem zadzwoniła z pytaniem co i jak. Mówię Wam- lepiej trafić nie mogłam. Wiem, że mogę do niej zadzwonić w każdej chwili i że zawsze doradzi. A uwierzcie mi, w tej gonitwie myśli co robić taki głos jest na wagę złota. Do lekarza dzwonię w ostateczności.
No ale do rzeczy. Od 2 tygodni monitoruję ciśnienie 2 razy dziennie. Wcześniej robiłam to co dwa, trzy dni. Jakoś miałam przeczucie, że może warto to robić. No i ciśnienie zwykle oscylowało wokół wartości 135/85. Jednego wieczoru leżąc przed tv gorzej się poczułam. To było wtedy kiedy ciśnienie skoczyło 150/120. Słabo. Pisałam już o tym. W kolejnych d…

Trochę ponarzekam, co mi tam..

Obraz
Muszę Wam się przyznać, że tak jak w zasadzie przez całą ciążę nie miałam na co narzekać, tak sprawdza się to, że trzeci trymestr rządzi się swoimi prawami.

Wiadomo, że każda z nas, która czeka na ciążę kilka lat, ma w sobie pewną dozę wstrzemięźliwości, jeśli chodzi o narzekanie. Przecież tyle czasu robiłyśmy wszystko, żeby być w stanie "błogosławionym", że hipokryzją byłoby narzekać na coś, o czym marzyłyśmy.

Choć uważam, że każdy ma prawo ponarzekać. Przecież spędzanie każdego dnia w toalecie, albo nie rozstając się z miską przez pierwsze 3 miesiące to żadna przyjemność. Mnie to na szczęście ominęło, ale przyznam wam się do czegoś. Strasznie trudno było mi się dostosować początkowo do zmian w moim ciele. Zawsze byłam szczupłą osobą, dbającą o formę fizyczną i wygląd ciała, zwłaszcza okolic brzucha. A tu nagle zaczęłam rosnąć. A w zasadzie zaczęło rosnąć we mnie nowe życie, które zaczęło się rozpychać po tym brzuchu. Przeszło mi, kiedy brzuch faktycznie zrobił się okrągle…

Mini sesja

Obraz
Od jakiegoś czasu byłam pewna, że chcę zamówić sesję noworodkową. Jest to piękna pamiątka, a dzieci wychodzą cudnie na tych fotografiach. Wahałam się długo nad tzw. sesją brzuszkową. Jakoś nie widzę się w sukni w polu rzepaku. Nie, to nie ja. Inna kwestia, że w mojej okolicy sesja brzuszkowa to koszt ok 400 zł za 10 zdjęć. Stwierdziłam, że wolę kupić sobie za to laktator, bo i tak przyjemności raczej z tego mieć nie będę, bo nie znoszę pozować. Nasz fotograf weselny miał powiedziane, że musi nas łapać w locie, bo w pozowaniu nie jesteśmy dobrzy i nie mamy chyba żadnego ustawianego zdjęcia :) Ale mój mąż mnie ostatnio namówił, żebyśmy zrobili na pamiątkę zdjęcia brzuszka. Tym sposobem pewnego dnia w ogródku powstała nasza prywatna brzuszkowa galeria :)








Co spakować do szpitala+ wizyta u lekarza

Obraz
Dziś odwiedziła mnie moja położna- super kobietka, jak już wam wspominałam. To było nasze trzecie spotkanie i tym razem postanowiłam je wykorzystać na zadanie pytań o rzeczy, które powinnam spakować do torby do szpitala. Co zatem powinno znaleźć się w mojej torbie?

Dla mamy:

- dwie koszule do karmienia (to moja trauma, jeśli chodzi o kompletowanie tzw wyprawki. Nienawidzę koszul, a te do karmienia w większości są dramatyczne.. Te które jeszcze w miarę mi się podobają kosztują majątek, a ja poza szpitalem raczej więcej ich nie będę używać. Jedną już kupiłam, teraz muszę się przełamać do zakupu drugiej). W dzień porodu dostaje się urzędową koszulę. Ja pewno z powodu mojej przezorności ostatecznie spakuję jeszcze coś, w razie gdyby zastała mnie jakaś nieoczekiwana sytuacja- wszak mój szpital oddalony jest o 30 km, więc ciężko będzie coś podrzucić od ręki. Do tego szlafrok lub jakaś narzutka,

- dokumenty- dowód osobisty, karta ciąży z aktualnymi wynikami,

- siateczkowe majtki poporodowe …

Licho (podobno) nie śpi

Obraz
Zawsze bawiły mnie wszelkie zabobony. Ja nigdy w nie nie wierzyłam, ale ostatnio uśmiałam się, kiedy jechałam z moją mamą samochodem i ona nagle się zatrzymała na środku drogi. Zdziwiona zapytałam; "Co się dzieje?", na to mama odparła że właśnie drogę przebiegł czarny kot i musimy poczekać aż inne auto przejedzie pierwsze. Byłam w szoku :) 
Kiedy wychodziłam za mąż słyszałam różne przesądy. A to, że mąż nie może zobaczyć sukni ślubnej, a to że butów nie kładzie się na okno, a to że obrączka nie może spaść na ziemię..
A teraz ciąża to stan szczególny, w którym ludzie nie tylko czują silną potrzebę doradzania, ale również przestrzegania przed lichem, które nie śpi. Zabobony, które usłyszałam, bądź znam z opowieści to:
- nie wolno w ciąży nosić naszyjników- wróży to owinięcie pępowiny wokół szyi dziecka;
- nie wolno krzyżować nóg siedząc- również związane z pępowiną;
- nie wolno się poparzyć, bo dziecko będzie miało znamię  w tym miejscu (Jagoda powinna się urodzić z rączką ca…

Wyprawka na winie i zdjęcie w 33 tc

Obraz
Och, jak majówka i piękna pogoda mnie ostatnio rozleniwiła.. Ale przywołuję się do porządku :) Obiecałam Wam wpis o wyprawce i taki własnie teraz poczynię, będzie to dla mnie trochę mobilizacja, by uzupełnić to, czego nam jeszcze brakuje. A brakuje nam chyba jeszcze trochę..

Przyznam, że tak, jak początkowe tygodnie mi się dłużyły, tak ostatnio czas przyspieszył niemożebnie i w zasadzie nie wiem, kiedy licznik przekręcił się na 33 tydzień, który właśnie zaczęłam.

Ale nie o samej ciąży miało być, a o wyprawce.

Kiedy dowiedzieliśmy się, że jestem w ciąży byliśmy w niezłym szoku. To dość dziwnie brzmi, w końcu staraliśmy się tyle czasu i liczyliśmy, że w końcu się uda. Niemniej jednak byliśmy kompletnie zaskoczeni. To zaskoczenie mieszało się z ekscytacją, choć bardzo, ale to bardzo stonowaną. Nie wiedzieliśmy czego się spodziewać, tyle niewiadomych.. Przede wszystkim najważniejsze- czy to nie sen, z którego zaraz się obudzimy i znajdziemy się znowu w szarej rzeczywistości tylko we dwoje…

Z pamiętnika mamy

Obraz
Kochana córeczko,

Dokładnie rok temu wracaliśmy z wizyty u nowej pani doktor. Ta pani zaszczepiła w nas nową nadzieję na to, że spełni się nasze największe marzenie. Nie sądziliśmy, że już wkrótce dowiemy się, że to Ty zamieszkałaś w moim brzuszku. Twój tata ostatnio przyznał mi się, że czuł na sobie ogromną presję i kamień spadł mu z serca. Wiedziałam, że jest mu ciężko, ale nie dał po sobie poznać, że aż tak się mocno przejmował.

Teraz patrzę w lustro i uwierzyć nie mogę, że tam- w tym brzuszku jesteś Ty i Twoje serduszko bije zaraz pod moim. Cieszymy się ogromnie i mimo, że wszyscy straszą, że teraz zobaczymy i że się skończy coś- my jesteśmy spokojni. Logiczne przecież, że coś się skończy, ale przecież razem z Twoim Tatą świadomie się na to zdecydowaliśmy. Skończy się okres, w którym z Twoim Tatą byliśmy sami. Mogliśmy spać do południa (mamy nadzieję, że odziedziczysz po nas to zamiłowanie ;-) ), imprezować do rana, albo nie planować nic do przodu. Nie było nam mocno źle, bo poza…

Mutacja genu MTHFR- nowe stanowisko

Obraz
Wspominałam Wam, że lecząc się u naprotechnolog zaleciła mi badanie w kierunku mutacji genu MTHFR. Wynik badania zbiegł się z moim zajściem w ciążę i pokazał, że mam mutację MTHFR A1298C.

O mutacji MTHFR:

Mutacja A1298C genu MTHFR zwiększa krzepliwość krwi i jest przyczyną chorób sercowo-naczyniowych. Taką chorobą może być zakrzepica, polegająca na tworzeniu się skrzeplin w żyłach i tętnicach chorej osoby. Skrzeplina, mająca zwykle postać zbitki krwinek, przylega do ściany naczynia i zamyka je, przez co krew nie może już swobodnie w nim krążyć. Sama obecność skrzepu nie stanowi jeszcze aż takiego zagrożenia, choć może wywoływać dolegliwości w postaci bólu, zaczerwienienia i obrzęku kończyny. Gorzej, gdy oderwie się on od ściany naczynia. Wtedy z nogi, gdzie najczęściej ma swój początek, wędruje wyżej, do serca i płuc. Tam może zatkać tętnice płucną i doprowadzić do zatoru. Aby rozrzedzić krew i spowolnić zbyt szybkie krzepnięcie pacjentom z zakrzepicą podaje się heparynę drobnocząste…

Wizyta położnej i wizyta u lekarza

Obraz
W zeszłym tygodniu odwiedziła mnie w domu położna. Będzie mnie teraz odwiedzać tak mniej więcej raz na 2 tygodnie. Pierwsza wizyta to była raczej formalność- pani wypełniła formularz moimi danymi, obejrzała wyniki najnowszych badań i uzupełniła swoją dokumentację. Porozmawiałyśmy trochę o diecie- o zdrowym odżywianiu, o jedzeniu warzyw i owoców- szczególnie tych zielonych i o naszej niepłodnościowej historii. Pani okazała się bardzo miłą, empatyczną i zwyczajnie normalną kobietą, z którą na spokojnie można o wszystkim porozmawiać. Jedyne czym mi "podpadła" to rozmową na temat wyboru szpitala, w którym będę rodzić. Była zawiedziona tym, że nie chcę rodzić w miejscowym szpitalu i mocno starała się mnie przekonać do zmiany decyzji. Ale ja byłam nieugięta i decyzję już mamy podjętą, co ostatecznie chyba zrozumiała. Ale jestem spokojna po tej wizycie. Tym bardziej, że wiem od koleżanki, która w zeszłym tygodniu rodziła i była pod jej opieką, że można w dniu porodu naprawdę na ni…

Co nowego u nas?

Jestem w 29. tygodniu ciąży i... nie mogę w to uwierzyć :) Przed nami jeszcze ok 10 tygodni i już niedługo nasza długo oczekiwana córeczka będzie z nami. Dziś przyjechało do nas łóżeczko i nie mogliśmy oprzeć się pokusie, żeby je skręcić. Teraz, kiedy stoi już w naszej sypialni, coraz bardziej do mnie dociera, że to już naprawdę niedługo.

Wyprawkę ubraniową mam już skompletowaną i dzięki temu jestem już spokojna. Jestem przekonana, że ubrań mam zdecydowanie za dużo, ale część dostałam, więc trochę się nazbierało. W któryś dzień może się zbiorę i porobię zdjęcia, teraz mam to zapakowane w kartony, żeby się nie kurzyło. No właśnie.. kartony. Musimy kupić młodej jakiś mebel, pewnie na razie komodę, bo nie mam gdzie tych ubrań włożyć, dlatego stoją w kartonie. W najbliższym czasie musimy to ogarnąć.

Przede mną teraz skompletowanie wyprawki związanej z pielęgnacją. Chcę postawić na kosmetyki z Dermy, są w pełni naturalne, mają dobre opinie i są bezzapachowe. Pieluszki kupię pewnie na począ…

I po świętach :)

To były pierwsze od siedmiu lat święta Wielkanocne, które spędziliśmy w domu. Do tej pory wyjeżdżaliśmy i spędzaliśmy je w Zakopanem, w chacie u naszych zaprzyjaźnionych górali, do których od lat jeździmy nie tylko na święta, ale również na ferie, lub letnie wypady.
Niestety, tradycje w naszych domach zanikają. Do dziś pamiętam, kiedy babcia w Wielki Piątek przychodziła o świcie z gałązkami i symbolicznie uderzała nimi po nogach mówiąc:"Boże rany, Jezu Chryste zmiłuj się nad nami". Zajączka szukaliśmy w ogrodzie, a w Lany Poniedziałek woda lała się po ścianach. Te tradycje do tej pory można zaobserwować u górali, którzy do Świąt przywiązują bardzo dużą uwagę.
Do święconki jeździmy wozem zaprzężonym w konie (wsiadam do niego tylko dlatego, że cała ich rodzina jedzie z nami i głupio mi odmówić. Moje sumienie i serce wtedy krwawi, ze względu na konie). W niedzielę siadamy wszyscy razem do śniadania, dzieląc się jajkiem i chrzanem. W międzyczasie aktywnie spędzamy czas spacerują…

26 tydzień

Obraz
Wczoraj miałam wizytę u nowego lekarza. Jechaliśmy do niego pozytywnie nastawieni i moje przeczucia mnie nie zmyliły- doktor okazał się być niesamowicie pozytywnym człowiekiem. Co prawda wizyta nie była jakoś szczególnie długa, ale pan okazał się być konkretny. Niestety, z tego całego podekscytowania wizytą, zapomniałam zadać pytań, które chciałam :( Podczas całej wizyty był ze mną mój mąż. Gabinet jest tak skonstruowany, że bez skrępowania doktor zbadał mnie palpacyjnie, a następnie przez USG, gdzie mąż już był przy mnie.
Taka anegdotka- doktor w gabinecie miał nowoczesne krzesła, a gdy mąż usiadł to coś tam odpadło. Doktor w tym czasie mnie zbadał, a mąż podjął się naprawy krzesła. Gdy wyszliśmy mówi do mnie ironicznie: "Nooo, ale pytań zadałaś, hohoho!" Na to mu mówię, że jakoś tak nie zdążyłam, a on do mnie: "To ja zdążyłem krzesło naprawić, a ty nie zdążyłaś pytań zadać..". Heh, ale że siedział obok mnie i w sumie mógł jakoś zasugerować, bo rozmawialiśmy o ty…

Szła teściowa...

Obraz
O mojej teściowej i naszych relacjach mogłabym spokojnie napisać książkę. Składającą się z trzech tomów.  Jestem z moim mężem już ponad 8 lat, z czego niemal 5 po ślubie. Nasze relacje przechodziły różne stadia. Ja jestem wychowana tak, że z góry zakładam, że ludzie są dobrze i nie zrobią mi krzywdy i że spokojnie można zaufać. No niestety w relacji z moją teściową przeżyłam mocne rozczarowanie. Oj ile łez wylanych, ile nerwów zjedzonych, ile niepotrzebnej złości. Długo mi zajęło, żeby zrozumieć, że ona taka po prostu jest i najlepszym lekarstwem to utrzymywanie dystansu. Pomału nauczyłyśmy się siebie no i nasze relacje stały się można powiedzieć poprawne. Cały czas jej się zdarzy wbić mi szpilę, ale już nie daję się sprowokować. Jestem osobą, która nie daje sobie w kasze dmuchać, ale kłótnie z tą kobietą nie wnoszą niczego, więc po prostu odpuszczam. Często punktem zapalnym jest to jak traktuję mojego mężą- jak partnera. Który w domu sprząta, jak trzeba coś naprawia, rozmawiamy, got…

Jak dobrze..

Obraz
Pisałam już wcześniej o tym, że ludzie dowiadując się, że jestem w ciąży, czuli nagłą potrzebę doradzania, komentowania i dziwnych pytań. Na szczęście Ci co mieli, już się chyba nagadali, wszak zaczynam już 7. miesiąc, więc duużo czasu minęło :)  Czekam teraz na drugi rzut. Pisała o tym zjawisku Izzy- przychodzi wiosna i nagle po zimie wyłaniają się, jakby spod ziemi, kobiety w ciąży i świeżo upieczone mamy. W tym roku dołączę do tego grona i faktycznie, czuję, że niektórzy się mocno zdziwią jak wyjdę z domu bez kurtki zimowej. Bo kurtkę zimową mam taką, że nic po mnie nie widać (no prawie nic- ktoś mógłby pomyśleć że po prostu przytyłam, bo jest bardziej wypełniona). Więc pewnie te nowe osoby powtórzą to co usłyszałam  w pierwszym rzucie :)
Ale ja w sumie nie o tym. Dziś chciałam napisać, że wśród tych wszystkich doradców bardzo często pojawiają się stwierdzenia, że super sobie wybraliśmy termin, bo lato, bo ciepło, nie trzeba będzie dzieciaka pakować w kombinezon itd. 
A ja sobie z…

Szkoła rodzenia, badanie glukozy, dentysta, położna.

Obraz
Nie mogłam się zebrać do napisania tego posta, przesilenie dało mi się mocno we znaki. Nastrój miałam podły, brak chęci na cokolwiek.. Strasznie minął mi poprzedni tydzień, na dodatek zbiegło się to też z przesileniem u mojego męża i kłótnia goniła kłótnię, co nie polepszało mojej nastrojowej sytuacji. W tym tygodniu już trochę lepiej, więc mam nadzieję, że to już za mną.

W zeszłym tygodniu byłam na moich pierwszych zajęciach ze szkoły rodzenia. U nas te zajęcia prowadzą położne co tydzień, więc nie trzeba się specjalnie zapisywać. Trochę inaczej sobie to wyobrażałam. Spotkania te odbywają się w formie wykładu teoretycznego powiązanego z dyskusją. Prowadzącą jest położna z wieloletnim doświadczeniem, więc wiedzę teoretyczną popiera przykładami ze swojej praktyki. Ja akurat trafiłam na temat karmienia piersią i dowiedziałam się tam wielu przydatnych i praktycznych informacji. Spodziewałam się może nieco innej formy zajęć, ale postanowiłam, że będę tak chodzić, zwłaszcza, że jest to te…

Update

Obraz
Nastąpił u mnie spadek energii. Kończę właśnie 24 tydzień i jakoś tak moje obroty spadły. Podejrzewam, że to być może wina wiosennego przesilenia, które rokrocznie przechodzę własnie mniej więcej w takim okresie. Ogólnie czuję się dobrze, choć zaczynają mi już doskwierać bóle pleców, zwłaszcza wieczorami, zwłaszcza, jak mam za dużo aktywności w ciągu dnia.
Nie uprawiam w ciąży sportu i brakuje mi ruchu. Teraz, kiedy pogoda bardziej zachęcająca, wychodzę na spacery, ale tym szybszym towarzyszy już lekka zadyszka. Czekam na strój kąpielowy, który zamówiłam z aliexpress i zamierzam wybrać się na basen. Niestety, w mojej miejscowości jest jedynie pływalnia z wodą chlorowaną. Macie jakieś doświadczenia, przemyślenia lub opinie czy to dobry pomysł? Do wizyty u lekarza jeszcze trochę, a mi już naprawdę brakuje ruchu i może pomoże mi to na bóle pleców.. W nocy z jednej strony mam rogala ciążowego, z druiej pod plecami wciśnięty jasiek. A i tak najczęściej koło godziny 3-4 w nocy się budzę i …

Zapalenie duszy

Obraz
Dziś przeczytałam to sformułowanie w jednym z wywiadów i poczułam, że nareszcie znalazłam określenie tego, co działo się ze mną przez ostatnie niemal 4 lata. Cierpiałam na zapalenie duszy.
Każda niepłodna kobieta, poza tym, że często choruje fizycznie, to choruje również na duszy.

Bo jak inaczej określić zazdrość, która nie jest zazdrością?

Jak wyjaśnić ten smutek, który maluje nasze wnętrze?

Jak wytłumaczyć to, że kiedyś tak chętnie spotykaliśmy się ze znajomymi, a teraz są momenty, że najchętniej spędzalibyśmy czas w samotności?

Jak wyjaśnić to wewnętrzne uczucie, że trzeba działać, że chciałoby się poruszyć niebo i ziemię, a choroba wciska niewidzialny hamulec ze zdwojoną siłą?

Jak wyjaśnić to comiesięczne rozczarowanie i poczucie bezsilności i beznadziei?


Można by powiedzieć, że to depresja. Ja jednak wiem, że cierpiałam na zapalenie duszy.

Odpieluszkowe Zapalenie Mózgu

Obraz
Znacie to zjawisko? Na pewno macie osobę dotkniętą tym zespołem w swoim otoczeniu.
Odpieluszkowe Zapalenie Mózgu (OZM) dotyka najczęściej kobiet, choć historia zna kilka przypadków występowania tego zjawiska wśród mężczyzn, którym niedawno(lub całkiem dawno) urodziło się dziecko. Czasami odnotowuje się przypadki, że pierwsze objawy można zauważyć już w ciąży.

Czym charakteryzuje się OZM?

-słowotok na tematy związane z dzieckiem- pielęgnacja, rozwój, wychowanie, dobre rady;

- całodzienny fotoreportaż poczynań małolata, koniecznie zwieńczone publikacją zdjęć w mediach społecznościowych;

- raporty z: pierwszej kupki, pierwszego słoiczka, pierwszego zęba, pierwszej wizyty na basenie, skończonego pierwszego(drugiego, piątego, dziesiątego) miesiąca;

- porzucenie dotychczasowych zainteresowań, aktywności rodzica, sprowadzenie swoich ambicji do sprostania oczekiwaniom nawiedzonych "madek-polek";

- doktorat z medycyny, specjalizacja: pediatra;

- zamknięcie się w domu, nie wychodzenie &qu…

Parcie.

Obraz
Tak jakoś czułam, że mniej więcej jak zacznie już być widać gołym okiem, że jestem w ciąży zmieni  się zestaw pytań i porad :)
Na tapet wjeżdżają porodowe tematy.
Nie zapisałam się do żadnego forum, żadnej grupy na facebooku pt: "Rodzę w 2018" bo krew mnie zalewała jeszcze przed ciążą, jak widziałam wypowiedzi tzw. "MADEK", które niby chcą dobrze doradzić, a tak naprawdę wbijają szpilę prosto pod żebro. Naprawdę nie rozumiem dlaczego kobieta kobiecie wilkiem, a już tym bardziej matka matce.. Dzięki temu, że nie uczestniczę w takich grupach jestem spokojniejsza :)

Wiem, że niektóre kobiety mają parcie na poród naturalny, a gdy wychodzi, że konieczna jest cesarka przeżywają załamanie. Wiem, że są kobiety, które tak nastawiają się na karmienie piersią, że gdy nie wychodzi czują frustrację i zarzucają sobie, że są złymi matkami.

Ja niczego sobie nie zakładam. Już wielokrotnie w swoim życiu przekonałam się, że nie ma sensu przejmować się rzeczami na które nie mam wpływu…

Kołysanki- utulanki

Obraz
Pracując najpierw jako niania- "odhowałam" 3, a w zasadzie 4 dzieci, a później w przedszkolu często w pracy wykorzystywałam muzykę. Różnego rodzaju muzykę, od kołysanek po muzykę taneczną lub klasyczną. Dzieciaki uwielbiają zabawy przy piosenkach. Maciek, którym się opiekowałam przez 1,5 roku zasypiał tylko przy włoskich przebojach, miał swoją płytę, która rozpoczynała się piosenką Acapulco. Znam ją do teraz na pamięć, mimo, że nie umiem ni w ząb mówić po włosku :) Na szczęście jakoś włoskie przeboje to piosenki, które chyba każdemu wpadają w ucho, więc dzielnie to znosiłam :)
Jest jednak jedna płyta, którą ukochałam szczególnie. Są to "Kołysanki- utulanki" śpiewane przez Grzegorza Turnaua z Magdą Umer. Są to klasyczne kołysanki, jednak w niesamowitym wykonaniu. Moją ulubioną jest "Kołysanka dla okruszka" ze słowami Agnieszki Osieckiej, a muzyką Seweryna Krajewskiego. Osiecka napisała tę kołysankę dla S. Krajewskiego po tym, jak jego syn zginął w wypadku …

Przyjaciel na dobre i złe

Obraz
Dzień płynie mi za dniem, weekendy kojarzę tylko dlatego, że mąż w domu :)
Żałuję, że nie mam żadnej pasji, która pozwoliłaby mi wypełnić mnóstwo wolnego czasu. Uwielbiam czytać książki, jednak nie wiem zupełnie dlaczego- czytanie obecnie nie sprawia mi to aż takiej przyjemności, jak dotychczas. Nadmiar wolnego czasu temu nie sprzyja :) Kiedy chodziłam do pracy, na treningi jakoś lepiej umiałam sobie ten czas zagospodarować. No ale nie ma co narzekać, wypoczęta i wyspana jestem teraz za wszystkie czasy.
Na szczęście mam towarzyszkę, która umila mi każdy dzień i nie wyobrażam sobie teraz domu bez niej.
Psa dostałam od mojego męża na 30 urodziny. W moim rodzinnym domu jest już jeden pies, który często u nas bywał i którym opiekowaliśmy się, gdy rodzice wyjeżdżali. Uwielbiam psy i uważam, że są cudownymi zwierzętami, jednak posiadanie własnego wiąże się z dużym obowiązkiem. Mąż się później przyznał, że wyczytał gdzieś, że pojawienie się szczeniaka w domu może pomóc w terapii niepłodności…