Posty

Wyświetlanie postów z czerwiec, 2018

Co dał mi pobyt w szpitalu i kolejne badanie.

Co dał mi pobyt w szpitalu? Przede wszystkim pewność, że zgłoszenie się tam w weekend to słaby pomysł :) Ja wiem, że czasem zdarzają się podbramkowe sytuacje, kiedy trzeba. Ale kiedy da się tego uniknąć to szczerze polecam, bo w weekend w szpitalu, poza nagłymi przypadkami, nie dzieje się NIC. Nie zapadają żadne decyzje, wizyty są błyskawiczne z zapytaniem jedynie o samopoczucie i koniec.

Dobra, mądra jestem teraz, kiedy wiem, że wszystko jest w porządku. Dobrze, że sprawdziłam, dobrze, że dmuchałam na zimne i dobrze, że byłam pod opieką. Ale bardzo cieszę się, że w poniedziałek ubłagałam lekarza o wyjście. Może jestem dziwna, ale naprawdę wpadłabym w depresję, gdybym miała tam siedzieć. A przecież nic złego mi się tam nie działo. W poniedziałek wieczorem zeszły ze mnie emocje i rozpłakałam się.. nie- wróć. Rozbeczałam się jak stara owca mężowi w ramię, że strasznie się boję i że tęskniłam i że nie byłam gotowa, żeby nie wrócić do domu. Hormony dołożyły swoje.

Ale we wtorek obudziłam …

Mądry człowiek po... no właśnie- po czym?

Niestety, w piątek moje ciśnienie znowu mnie zaniepokoiło i zadzwoniłam do lekarza, a on mi powiedział, że dla spokoju mam się zgłosić na izbę i pójść na obserwację.

Od razu mówię- pójście do szpitala w piątek to najgorszy z pomysłów jaki może przyjść. W weekend nic się w szpitalu nie dzieje, obchody są "po łepkach" i nie zapadają żadne decyzje.

Moje ciśnienie w szpitalu okazało się być wzorowe. Natomiast moja psychika okazała się być baaardzo, bardzo niewzorowa. W piątek i w sobotę generalnie miałam doła takiego, mniej więcej jak Rów Mariański. Tęsknota za domem, niespodziewana sytuacja i jeszcze "groźba" tego, że w 37 tygodniu zostawią mnie już do końca. 3 TYGODNIE! Oszalałabym. W niedzielę miałam dużo odwiedzin i jakoś minęło i nastawiłam się, że co ma być to będzie, ale raczej postaram się nakłonić lekarza, żeby mnie jeszcze wypuścił. Moje ciśnienie było bardzo w normie, małą 3x dziennie kontrolowali KTG i co 2 h (również w nocy) tętno i u niej też wszystko w p…

Niespodzianka

Obraz
Miniona sobota przebiegała bardzo leniwie. Od rana śniadanie z mężem (wyjątkowo miał wolne, ostatnio biedny bardzo dużo pracował, poniekąd z racji tego, że nie do końca miał wyjście bo naciski z pracy, a poniekąd ze względów finansowych, bo miał szansę na dobry dodatkowy zarobek), później kanapowaliśmy sobie i nic nie zapowiadało tego, co ma nadejść. Wieczorem mieli odwiedzić nas dawno nie widziani znajomi, ale nie szykowałam nic wielkiego, jedynie jakąś sałatkę i przekąski. Mieli być na 18.00. Koło 16 zaczęłam się ogarniać i jakoś tak się kręcić.U nas drzwi wejściowe prawie cały czas otwarte, bo pies sobie biega po ogrodzie.  O 17:00 będąc w łazience, szczotkując toaletę (moja fobia) usłyszałam głosy na schodach. Wychyliłam się i zobaczyłam całą moją wspaniałą bandę dziewczyn z balonami, z ciastem i owocami na rękach, z alkoholem (pomyślały również o mnie- Picollo i Lech 0,0%) i z kupą śmiechu. A ja z tą szczotką jak wryta... Oczywiście popłakałam się, zupełnie się nie spodziewałam, …

37.

Obraz
Muszę Wam przyznać, że ostatnio mam straszną niemoc. Naprawdę jakby mi prąd odcięło i opanowało mnie jakieś lenistwo. Dziewiąty miesiąc to naprawdę już nie przelewki. W poniedziałek byłam u lekarza. Mała ma 3400 gram, więc odrobinę przystopowała z wagą, co jest dla mnie pocieszające, przy wizji porodu SN. Ciśnienie co jakiś czas skacze, w związku z czym lekarz kazał mi zwiększyć dawkę Dopegytu na 3x2. Średnio mi się to uśmiecha, ale jak mus to mus.  Mnie to niepokoi, a lekarz dość pobłażliwie do tego podchodzi i sama już nie wiem. Ale powiedział, że jak tylko mi podskoczy powyżej 140/80 mam jechać do szpitala.  Więcej informacji dla Was nie mam.. Bo po prostu nic się nie dzieje. Ja większość czasu spędzam w domu, ostatnio nawet mam po 2 drzemki- chyba przez leki. Wyprawka skompletowana, wszystko poprasowane, ja jestem spakowana. Każdy dostał wytyczne z zadaniami co zrobić, kiedy będę w szpitalu. Mąż dostał instrukcję co, gdzie i jak. Zostały jeszcze 3 tygodnie. Teraz w każdej chwili …

Kiedy to przeleciało?

Mamy 36. tydzień, nie mogę uwierzyć, że to już naprawdę ostatnia prosta :) Zdecydowaliśmy się świadomie na poszerzenie rodziny, ale teraz coraz częściej nie możemy uwierzyć, że to już za chwilę nastąpi. A niedowierzanie miesza się z lekkim przerażeniem i roztargnieniem.
Wyprawką przestałam się przejmować, mam najważniejsze podstawowe sprawy, a reszta.. W razie czego w każdej chwili mąż może podjechać kupić, lub można w Internecie zamówić i maks w 2 dni jest to w domu. W tym temacie mam całkowity luz i w zasadzie jak patrzę na moje koleżanki, które rodzą lub rodziły w ostatnim czasie zastanawiam się, czy aby na pewno dobrze robię. Ale później rozmawiam z koleżankami, które mają dzieci i utwierdzają mnie w przekonaniu, że jednak dobrze. One mówią, że dały się ponieść i nakupowały pierdół, których czasami ani razu nawet nie wykorzystały. Zatem ufam swojej intuicji i robię według swojego uznania. Mój mąż i moja mama mnie w tym podejściu wspierają, więc myślę, że na dobre nam to wyjdzie. P…