Posty

Wyświetlanie postów z lipiec, 2016

Nie cierpię kobiet w ciąży i matek z dziećmi!

Czytam wiele blogów i artykułów dotyczących niepłodności i temat z tytułu bardzo często się przewija. Kobiety piszą, że źle znoszą informacje o ciążach wśród rodziny, znajomych, że ciężko im przebywać w otoczeniu matek z dziećmi.
Czy ja tak mam? Nie. Ja tak nie mam. Nie neguję tego, że inni tak mają. Myślę, że każdy ma prawo czuć to co mu w duszy gra. Ja pisałam już kiedyś o tych emocjach tutaj(klik).
Teraz, gdy widzę kobietę w ciąży, lub dowiaduję się, że ktoś z moich bliskich spodziewa się dziecka to w duchu się cieszę. Że się udało, Na drodze mojej niepłodności zdałam sobie sprawę jak poważny to jest problem i jak wielu ludzi dotyka. W moim najbliższym otoczeniu jest kilka par borykających się z niepłodnością, a wydaje mi się że jest też parę, które o tym nie mówią (tak jak my zresztą ;) ). Problem jest gigantyczny i naprawdę trzeba się cieszyć, że są ludzie, którym się udaje.
A gdybym unikała kontaktu z ludźmi z dziećmi to jak śmiesznie bym wyglądała pracując tam, gdzie pracuję, c…

Niepłodność idiopatyczna.

A raczej ja bym powiedziała IDIOTYCZNA. Idiopatyczna oznacza "nieznanego pochodzenia, nieznanej przyczyny". Tak nazywa się nasza choroba. I to mnie w niej najbardziej wkurza.
Wielokrotnie już tu pisałam, że zarówno ja jak i K. jesteśmy przebadani wzdłuż i wszerz i oboje jesteśmy zdrowi i mamy dobre i bardzo dobre wyniki.

Są różne przyczyny niepłodności. Niedrożne jajowody. Policystyczne jajniki. Problemy z hormonami. Problemy z nasieniem. Endometrioza. Różne najróżniejsze.

A naszym problemem jest nieznana przyczyna.

Może zgrzeszę, jeśli powiem, że wolałabym wiedzieć z czego mam się leczyć. Może to faktycznie będzie niewłaściwe, więc tego nie powiem.

Łatwiej też by nie było, ale przynajmniej wiedzielibyśmy, w którą stronę się kierować.

A my nie wiemy.

Bo niepłodność idiotycznie idiopatyczna.
No i sprawy nam się lekko pokomplikowały, bo przez wakacje i wyjazdy służbowe najprawdopodobniej wrócimy do inseminacji dopiero we wrześniu. No chyba, że najpierw będę miała laparoskopię. Ale i tak muszę trochę zaczekać, bo zrobiłam sobie test przeciwciał i wyszło, że moja szczepionka przyjęta 15 lat temu przeciw WZW nie była złamanego grosza warta, bo wynik mam 0,0. Rzadko to się zdarza u osób, które były szczepione i oznacza to, że nie tylko muszę się doszczepić, ale muszę przyjąć całą dawkę, składającą się z trzech cykli. A że teraz jestem chora, więc muszę poczekać aż wyzdrowieję. Czyli wszystko potrwa najmniej 6-8 tygodni.

Dziś, spacerując z psem, pierwszy raz przez głowę przebiegła mi myśl, co będzie, jeśli będzie nam dane przeżyć życie tylko we dwoje...

Odpowiedzi nie znalazłam. Przynajmniej na razie.

A bociany nas omijają szerokim łukiem..

No nic, znowu się nie udało.

A moja lekarka na urlopie.

Kolejne podejście w następnym cyklu dopiero.

Uch..