Posty

Przepis na super szarlotkę

Obraz
Tak jak pisałam w poprzednim poście- ostatnio udało mi się kilka razy upiec ciacho do popołudniowej kawy, kiedy mała śpi. Zdradzę Wam przepis na moje ulubione ostatnio. Ulubione nie tylko dlatego, że jest bardzo smaczne (a muszę przyznać, że szarlotki nie są moimi ulubionymi ciastami- a ta jest!), ale również dlatego, że wymaga bardzo niewielkiego nakładu pracy i co NAJWAŻNIEJSZE! Nie robi się przy tym bałagan na całą kuchnię :)
Co nam jest potrzebne?
szklanka mąkiszklanka bułki tartej3/4 szklanki cukrułyżeczka proszku do pieczeniaok 7 średnich jabłekcynamoncukier wanilinowykostka masła (najlepiej włożyć do lodówki, żeby była twarda)
Sposób przygotowania:
W naczyniu mieszamy produkty "suche" i łączymy mieszając- cukier, mąkę, bułkę i proszek do pieczenia. Jabłka obieramy i kroimy w cienkie plastry. Połowę "suchej" mieszaniny wysypujemy na spód tortownicy. Układamy warstwę jabłek, przesypujemy cynamonem i cukrem wanilinowym. Wykładamy kolejną warstwę jabłek i powtarz…

Wyśpij się na zapas

Pisałam Wam już kiedyś o dobrych radach udzielanych podczas ciąży. Jedną z nich była "Wyśpij się na zapas". I teraz wszystkim radzącym mogłabym powiedzieć, że dziękuję za tę radę, ale nie mam z tym problemu. Owszem, nie jest już tak, jak było kiedyś, że w niedzielę spaliśmy sobie do 10 i do 12 w piżamach. Ale dramatu też nie ma. Tzn był, kiedy karmiłam piersią. Wtedy miałam wrażenie, że nie spałam w nocy w ogóle. Ale kiedy przeszliśmy wyłącznie na mleko modyfikowane wsyztsko się unormowało i Jagoda budziła się początkowo dwa razy ok 1-2 i koło 5, a teraz budzi się już tylko raz koło 3. Wtedy biorę ją do naszego łóżka i na śpiku podaję jej mleko, budząc się często już nad ranem z plątającą się butelką. Co ciekawe- butelka zawsze jest pusta, zatem moja córka jakoś sobie z tym radzi, że matka nie panuje nad zamykającymi się oczami :) Ja już tez opanowałam do perfekcji sztukę przygotowywania mleka w nocy. Na półce obok łóżeczka mam termos z ciepłą wodą ( na szczęście udało mi si…

A-psik!

Trzy miesiące już dawno za nami, a czas galopuje bez mojej kontroli nad nim. Dzień płynie za dniem. Jagódka jest kochanym dzieckiem. W dzień ma ok trzech drzemek, więc jestem w stanie coś zrobić w domu, gdy śpi, ale też już jest na takim etapie, że spokojnie siedzi w bujaczku albo leży na macie a matka w tym czasie zdąży umyć i osuszyć włosy :) Postanowiłam sobie jednak, że będę tu opisywać zarówno blaski, jak i cienie macierzyństwa. Takim cieniem jest dla mnie to, że każdy dzień jest taki sam. Pieluchy, butelki, usypianie, gotowanie, pranie.. Taki dzień świstaka codziennie. Wiem, że urlop (phi) macierzyński jest po to, żeby poświęcić się dziecku, jednak pomimo, że mamy cudowną córeczkę, czasem mi to ciąży. Staram się spotykać z koleżankami, często odwiedzają nas znajomi, jednak brakuje mi spędzania większej ilości czasu z dorosłymi ludźmi i spełniania się zawodowo. Ale wiem też, że pewnie kiedy przyjdzie mi wrócić do pracy, zatęsknię za tymi pieluchami i codziennością z maluchem. Tak…

Sio, kolko!

Obraz
Kolka niemowlęca to niedojrzałość układu pokarmowego dziecka, objawiająca się najczęściej bólem brzuszka, głośnym płaczem, wchodzącym niemal w krzyk i prężeniem się. Takie napady powtarzają się zwykle codziennie i potrafią trwać nawet po kilka godzin. Kolka występuje u noworodków i przeważnie ustaje po trzecim miesiącu życia dziecka.
Jagodę kolka dopadła już w drugim tygodniu życia, w zasadzie z dnia na dzień. Ten kto to przeżył, ten wie, jak ciężkie to nie tylko dla dziecka, ale także dla rodzica. Patrzeć na dziecko, które jest niemal purpurowe na twarzy od krzyku i nie móc mu pomóc. U nas kolka pojawiała się zwykle koło godziny 19 i początkowo można było wręcz nastawiać według niej zegarek- kiedy Jagoda zaczynała się drzeć wiedzieliśmy, że właśnie minęła siódma.
Imaliśmy się różnych sposobów. Przeczesałam Internet wzdłuż i wszerz. Zasięgałam opinii lekarza. Teraz już wiem, że kolkę trzeba po prostu oswoić i do niej przywyknąć i przeczekać. 
Czego my próbowaliśmy i co uważam za przyd…

Mogę. Ale po co?

Obraz
Mogę się wkurzać na to, że kolejny raz obiecałam sobie, że kiedy Jagoda będzie miała drzemkę, położę się i odpocznę, a znowu jadę na mopie, albo wymyślam inną czynność niecierpiącą- moim zdaniem- zwłoki.

Mogę się wkurzać, kiedy trzy razy prosiłam męża o wyniesienie śmieci, a on rano zapomniał wziąć worka wychodząc do pracy.

Mogę się wkurzać, że zamiast położyć się spać wcześniej, to znowu oglądałam Ameryka Express, choć nic to nie wnosi do mojego życia.

Mogę się wkurzać, że trzy książki czekają na przeczytanie, a ja zamiast usiąść i czytać, kiedy dziecko śpi, to- patrz wyżej- latam z mopem.

Mogę być zła, bo kolejny raz jakaś ciotka zapytała mnie, czemu moja córka nie ma na głowie czapeczki..

Mogę być zła albo wkurzona, ale gdy pojawia się on- przypominam sobie, ze wygrałam los na loterii i wszystko inne to drobnostki, którymi nie ma co się przejmować. Pojawił się już jakiś czas temu. Świadomy, skierowany do mnie. Najpiękniejszy. Najszczerszy. Najdelikatniejszy. Najbardziej niewinny i …

Za naszych czasów..

Kiedy żyła moja babcia, często opowiadała mi jak to było za jej czasów. Rodzice również często opowiadali mi, jak żyło się w komunie, a później w szalonych latch dziewięćdziesiątych. Ja urodziłam się w tamtych czasach, więc pamiętam lalki Barbie z Pewexu, dresy kreszowe i plakaty Backstreet Boys i Spice Girls na ścianach. Często zastanawiam się, jak to było żyć w tamtych czasach, czasach gdy...

Za czasów naszych rodziców nikt nie zastanawiał się, jaki poród jest najlepszy. Wszystkie kobiety rodził naturalnie, nie było USG, które mówiło o ułożeniu płodu, wadze czy innych wskazaniach do cięcia cesarskiego. Znam taki ewenement- moje koleżanki bliźniaczki urodziły się jedna naturalnie, a druga przez cesarskie cięcie. Nie było cesarek na życzenie, nie było matek, które twierdziły, że tylko poród naturalny uszlachetnia.

Za czasów naszych rodziców nikt nie wspominał jak ważne jest karmienie piersią. Piersią karmiły wszystkie, bo... tak było taniej. Jeśli któraś kobieta z jakichś przyczyn nie…

Co nowego u nas?

Ależ to lato nas w tym roku rozpieszcza! Ciepełko (momentami może z lekką przesadą), słońce.. Czegóż można więcej chcieć? Niczego. Wobec tego mam nadzieję, że wybaczycie mi tę krótką nieobecność, ale teraz już do Was wracam. Pewnie część z Was pomyślało, że nie odzywam się, bo Jagoda jest tak mocno absorbująca, ale prawda jest taka, że całymi dniami spacerowałyśmy, a wieczorem nie miałam już weny na napisanie czegoś. Choć pomysłów na posty mam wiele, mam nadzieję, że teraz uda mi się to nadrobić.

Co u nas? U nas wreszcie się unormowało :) Dotarłyśmy się z córeczką, wypracowałyśmy sobie rytm dnia, a i Jagoda rozwinęła się i już jest zupełnie innym dzieckiem niż na początku.
Za nami już pierwsze świadome uśmiechy. Jakie to cudowne uczucie, kiedy dziecko budzi się i gdy Cię widzi wita uśmiechem :) Jagódka zaczęła również gurzyć, więc teraz w domu rozbrzmiewa "gadanie" naszej córeczki. Matko, jakie to piękne uczucie, kiedy idę o domu a z sypialni słychać "rozmowy" taty…