Posty

Pas

Czuję lekkie zakłopotanie, że nic tu się ostatnio nie pojawia. Dlatego podjęłam pewną decyzję.
Prawdopodobnie zawieszę na razie pisanie bloga. Nie mam na niego pomysłu.. W sumie pomysł może mam, ale na razie brak weny. Założyłam go, gdy byłam w zupełnie innym punkcie mojego życia. Pisanie było dla mnie pewnego rodzaju terapią, przelewałam na bloga myśli, które galopowały mi po głowie i często musiały znaleźć gdzieś ujście. Muszę sobie poukładać jak to ma wyglądać i przede wszystkim popracować nad systematycznością. Więc powstanie pewnie kilka wpisów "Do szuflady", a jak mnie najdzie, to może powrócę.

 A może nie.

Ale w blogosferze dalej jestem, zaglądam do wielu blogów, mniej się na razie udzielam, ale czuję, że to wróci.

 Także do zobaczenia gdzieś w sieci!

Pozdrawiam i ściskam wszystkich!

Misscarp.

Moja opinia o wiaderku Tummy Tub

Obraz
*
Z wiaderkiem do kąpieli Tummy Tub miałam styczność już ponad 10 lat temu, kiedy opiekowałam się dwiema dziewczynkami podczas studiów w Poznaniu. Wtedy był to zupełnie nieznany wynalazek, zresztą mam wrażenie, że i teraz nie jest zbyt popularne. Pewnie gdybym nie poznała go wówczas, to sama bym nie zdecydowała się teraz na zakup. Rozważałam zakup wiaderka jeszcze przed porodem, ale jakoś nie zdążyłam kupić (serio to napisałam? Serio napisałam, że nie miałam czasu przed porodem ;)?), dostaliśmy w spadku po mojej siostrzenicy klasyczną wanienkę z Ikei i jakoś uznałam, że temat kąpielowy mamy zamknięty.

Kiedy Jagoda miała kolki coraz częściej chodził mi po głowie zakup wiadra. Kąpiele przynosiły Jagodzie ulgę, jednak zwykle były one krótkie, a ze względu na niewielką ilość wody nie zdążyła się wygrzać, w efekcie czego gdy lądowała na przewijaku była marudna.

W wiadrze jest inaczej. Całe ciało zanurzone jest w wodzie. Dziecko przyjmuje w nim fizjologiczną pozycję taką jak w brzuchu matki…

Laryngolog

Dziś mieliśmy umówioną wizytę u laryngologa na NFZ. Byłam mocno zaskoczona, gdyż czekaliśmy na nią tylko tydzień. Sama nie wiem, jak nam się dziś udało wyrobić. Wizytę umówiliśmy na 7.45, żeby mąż nie musiał brać wolnego dnia w pracy. Dodam, że w sumie nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że wizyta miała miejsce w miejscowości oddalonej o 30 km od naszego miejsca zamieszkania. Do lekarza dojechaliśmy z poślizgiem czasowym, ale niewielkim- ot, studencki kwadrans. Jagoda, jak to w takich przypadkach bywa- na przekór nie miała ochoty wstać dziś wcześnie. Zwykle budzi się gdy mąż wstaje, około 7, dziś wstaliśmy oboje dużo przed siódmą, zapaliliśmy światło, a Jaga w najlepsze sobie spała i nie wyglądała, jakby miała się obudzić. Taka przewrotność losu :)

W każdym razie wizyta mnie trochę uspokoiła. Jagoda podczas badania była kochana, nawet się nie skrzywiła, tylko z ciekawością wpatrywała się w lampkę, którą doktor założył na czoło. Doktor zdziwił się trochę, gdyż zwykle p…

Szczepienie, wędzidełko i KP

Obraz
Jesteśmy własnie po drugim szczepieniu. Wszystko przebiegło bezproblemowo i moja dzielna dziewczynka prawie wcale nie płakała. Swoją drogą zatrważają mnie historie, o których obecnie tak dużo w mediach- o śmierci nieszczepionych niemowląt, czy ogniskach odry w niektórych województwach. No ale żyjemy w demokratycznym kraju, gdzie każdy ma swój wybór. Choć ja, jako pracownik przedszkola jestem za tym, żeby do publicznych placówek przyjmowano tylko dzieci szczepione. Wiem, że pewnie niektórym się narażę za ten pogląd, ale szczerze? Nie interesuje mnie czyjeś widzimisię, jeśli chodzi o zdrowie dzieci, moje własne i osób które mają z takimi dziećmi, osobami styczność.

Ale wróćmy do meritum, bo nie o tym chciałam pisać. Pisałam wam już, że mam fajną panią doktor. Ja sama do niej całe życie chodzę i wielokrotnie ratowała mnie z poważnych infekcji (nota bene przyniesionych z przedszkola). Teraz już 2 razy przekonaliśmy się, że możemy na nią liczyć także w przypadku Jagody(kiedy miała wysypkę…

Wieczór taki jak ten

Wiesz córeczko, w takie dni kiedy nie ma z nami twojego taty bywa ciężko. Zwykle przyjeżdża koło 16 z pracy i przejmuje opiekę nad Tobą, wszak cały dzień Ciebie nie widział i tęskni. Ale raz w tygodniu wyjeżdża w delegację i go nie ma. Wtedy zwykle dzień spędzamy u Twojej babci kochanej, która Cię uwielbia, zresztą z wzajemnością, a później wracamy do domu i wieczór mamy dla siebie.
Czasami, zwłaszcza teraz, kiedy jest jesień i szybko robi się ciemno, wieczory nam się dłużą.

Dzisiejszy wieczór, mimo, że dzień tego nie zapowiadał, bo byłaś nieco marudna, zapadnie mi w pamięć chyba na długo.

Leżałyśmy sobie razem na łóżku obok siebie, a Ty w pewnym momencie się na mnie zapatrzyłaś i studiowałaś moją twarz jak jakąś mapę, która poprowadzi Cię, gdziekolwiek będziesz chciała. Najpierw bacznie mi się przyglądałaś uśmiechając się, później swoimi małymi cudownymi rączkami dotykałaś najpierw buzi, później nosa i okolic oczu. W Twoich oczach widziałam czystą miłość.

To zaszczyt być Twoją mamusi…

Przepis na super szarlotkę

Obraz
Tak jak pisałam w poprzednim poście- ostatnio udało mi się kilka razy upiec ciacho do popołudniowej kawy, kiedy mała śpi. Zdradzę Wam przepis na moje ulubione ostatnio. Ulubione nie tylko dlatego, że jest bardzo smaczne (a muszę przyznać, że szarlotki nie są moimi ulubionymi ciastami- a ta jest!), ale również dlatego, że wymaga bardzo niewielkiego nakładu pracy i co NAJWAŻNIEJSZE! Nie robi się przy tym bałagan na całą kuchnię :)
Co nam jest potrzebne?
szklanka mąkiszklanka bułki tartej3/4 szklanki cukrułyżeczka proszku do pieczeniaok 7 średnich jabłekcynamoncukier wanilinowykostka masła (najlepiej włożyć do lodówki, żeby była twarda)
Sposób przygotowania:
W naczyniu mieszamy produkty "suche" i łączymy mieszając- cukier, mąkę, bułkę i proszek do pieczenia. Jabłka obieramy i kroimy w cienkie plastry. Połowę "suchej" mieszaniny wysypujemy na spód tortownicy. Układamy warstwę jabłek, przesypujemy cynamonem i cukrem wanilinowym. Wykładamy kolejną warstwę jabłek i powtarz…

Wyśpij się na zapas

Pisałam Wam już kiedyś o dobrych radach udzielanych podczas ciąży. Jedną z nich była "Wyśpij się na zapas". I teraz wszystkim radzącym mogłabym powiedzieć, że dziękuję za tę radę, ale nie mam z tym problemu. Owszem, nie jest już tak, jak było kiedyś, że w niedzielę spaliśmy sobie do 10 i do 12 w piżamach. Ale dramatu też nie ma. Tzn był, kiedy karmiłam piersią. Wtedy miałam wrażenie, że nie spałam w nocy w ogóle. Ale kiedy przeszliśmy wyłącznie na mleko modyfikowane wsyztsko się unormowało i Jagoda budziła się początkowo dwa razy ok 1-2 i koło 5, a teraz budzi się już tylko raz koło 3. Wtedy biorę ją do naszego łóżka i na śpiku podaję jej mleko, budząc się często już nad ranem z plątającą się butelką. Co ciekawe- butelka zawsze jest pusta, zatem moja córka jakoś sobie z tym radzi, że matka nie panuje nad zamykającymi się oczami :) Ja już tez opanowałam do perfekcji sztukę przygotowywania mleka w nocy. Na półce obok łóżeczka mam termos z ciepłą wodą ( na szczęście udało mi si…