Posty

Wizyta w szpitalu

W piątek zgłosiłam się do szpitala na ten zabieg łyżeczkowania. Na izbie przyjęć mnie przyjęli, założyli wenflon (ała) i zaprosili do sali w oczekiwaniu na badanie. Zawsze mnie bawi strój szpitalny- koszula, szlafrok, skarpetki i klapki, bo ja nigdy, ale to nigdy tak nie chodzę ubrana :)

Na badaniu ordynator zapytał mnie o wskazanie, więc powiedziałam, że doktor wpisał resztki po porodzie, choć to nie wiadomo co jest. Więc na wstępie dostałam już odpowiedź, że jakie resztki po siedmiu miesiącach i że macica zdążyła się już dawno oczyścić. Zresztą przy tym zazwyczaj są plamienia i bóle, a ja ani jednego ani drugiego nie mam. Więc zabieg jest bezpodstawny. Ale zlecono mi jeszcze USG (bo ordynator swoją diagnozę wydał po badaniu palpacyjnym).

Na USG pani doktor, bardzo uprzejma i rzeczowa, wyjaśniła mi, że widzi o co doktorowi chodziło i że to prawdopodobnie nie są resztki po porodzie, to wygląda na jakieś zwapnienie. I że jeśli się upieram i doktor naciskał, żeby zabieg zrobić, to oni m…

Spokój

Wiecie co? Zdaję sobie sprawę, że przede mną jeszcze wiele, wiele wyzwań, trudnych chwil i decyzji. Ale muszę Wam napisać, że czuję spokój. Jak przypomnę sobie początki rodzicielstwa.. Myślę, że część tego co się działo w pierwszym miesiącu życia Jagody wyparłam. Jak wrócę myślami do tego czasu... Mam obraz siebie jako histeryczki przerażonej nową sytuacją.
Na pewno przytłoczyła mnie totalna zmiana życia, której nie jesteś sobie w stanie wyobrazić przed narodzinami/adopcją dziecka. Czasem, gdy jeszcze nie mieliśmy Jagody, kiedy ktoś mi opowiadał jaka to zmiana, myślałam, że ale wyolbrzymiają. Jaka tam zmiana, po prostu nowy członek rodziny i już. Matko, jaka ja byłam naiwna :)
Kiedy pojawiła się Jagoda czułam jakiś wewnętrzny żal, że nikt mnie nie uprzedził, że początek będzie aż tak ciężki, przede wszystkim ze względu na szalejące hormony. A może uprzedzał, a do mnie to nie docierało?
Karmienie piersią.. No to było coś, w czym totalnie się nie odnalazłam. Ostatnio rozmawiałam z moją …

Styczeń.

Styczeń to nie jest dobry miesiąc do zaczynania roku. Tak zawsze mówiłam i wielokrotnie się to sprawdzało.

Na szczęście u Jagódki wszystko w porządku, poza drobnym przeziębieniem młoda ma się świetnie.

W zasadzie u mnie też mogło być gorzej.

Od początku. Jakoś na koniec grudnia zauważyłam u siebie na piersi, konkretniej na brodawce pewną zmianę, ale zbagatelizowałam to. Jednak w styczniu zaczęłam się temu baczniej przyglądać i wzbudziło we mnie to niepokój. Zdecydowanie nie polecam w takich przypadkach dr. Google bo w większości przypadków mówi, że to rak. Chciałam w lutym lub marcu zrobić sobie cytologię, no ale zdecydowałam się przyspieszyć wizyte u mojego gina, który robi także usg piersi. Niestety, termin dostałąm na koniec lutego, takim obleganym lekarzem jest mój ginekolog. Poprosiłam panią w rejestracji, żeby zapisała mój numer i jak tylko się coś zwolni, jestem chętna. Na szczęście dla mnie jakaś pacjentka zrezygnowała, więc wskoczyłam w jej miejsce.

Usg piersi na szczęście wy…

Pora na spanie- nie wierzganie. Potrzebuję rady.

Staram się nie dawać wciągnąć w porównywanie dzieci i "dziecko powinno". Doskonale wiedziałam, jeszcze zanim będąc mamą, że każde dziecko jest inne i ma indywidualny tok rozwoju, mieszczący się w jakichś ramach.

Jest jednak jeden temat, który często mi chodzi po głowie i który czasem wbija mnie w poczucie winy.

Zasypianie.

Jagoda jest kochanym dzieckiem i raczej zawsze jestem w stanie rozpoznać sygnały, że jest zmęczona. Do niedawna miała trzy drzemki, myślę zresztą, że do tej pory chętnie ucięłaby sobie jeszcze trzecią (a kto nie?), ale ta trzecia drzemka odbywałaby się koło 17, a to nie wróżyłoby nic dobrego na wieczór. Zatem staram się teraz pilnować, żeby miała dwie drzemki, jedną ok 9-10, a drugą koło 14. Jeśli naprawdę widzę, że potrzebuje jeszcze chwili snu, bo np. poprzednie drzemki się przesunęły i były wcześniej, to pozwalam jej jeszcze na drzemkę koło 16.

Problem jest z zasypianiem. Jak jest mocno zmęczona, to zasypia zwykle przy butelce i nie ma problemu. Jednak …

6 miesięcy minęło :)

Zrobię mały update co tam u nas słychać.

Jagoda właśnie skończyła 6. miesiąc. Jestem zaskoczona jak ten czas teraz zasuwa. Pamiętam, jak pierwszy miesiąc mi się jakoś dłużył.

Mała od końca grudnia samodzielnie siedzi. W piątym miesiącu pięknie przewracałą się z brzuszka na plecy i na odwrót. Teraz jedną z ulubionych zabaw jest turlanie się po łóżku. Dla mamy jest to mniej ulubiona zabawa, bo oznacza, że drzemki już tylko w łóżeczku :)
Jestem przekonana, że takie szybkie postępy w rozwoju ruchowym Jagody zawdzięczamy cotygodniowym ćwczeniom, na które jeżdżę z Jagodą od dwóch miesięcy. Udało nam się załapać na NFZ, więc korzystamy ile fabryka dała. I faktycznie- rezultaty są oszałamiające. Po każdych ćwiczeniach widzę, że Jagoda coraz sprawniej się porusza. Pewnie już siedzi, bez bujania się, dzięki czemu karmienie w krzesełku też jest dużo łatwiejsze.

Od czwartego miesiąca rozszerzaliśmy dietę, opierając się głownie na razie na słoiczkach. Teraz Jagoda na śniadanie dostaje kaszkę, w mi…

Ja tu tylko to zostawię..

Mówiłam, że na razie odpocznę, ale ten blog zawsze był dla mnie miejscem, gdzie przychodziłam wylać swoje myśli i tym razem też przyszłam tu to zrobić. Choć tym razem przyszłam upuścić tu trochę żółci.

Wspominałam już wam kiedyś, że moje stosunki z teściową należą zdecydowanie do tych chłodnych. Wiele razy starałam się dać jej szansę, do tej pory zresztą moje znajome dziwią się, że jeszcze ją trawię i tak uprzejmie się do niej odnoszę. Zaczęło się w zasadzie od początku, gdy zaczęłam się spotykać z moim mężem, wówczas jeszcze chłopakiem. Generalnie nie zwracała się do mnie osobowo, tylko mówiła o mnie "ONA". Np gdy siedzieliśmy wszyscy razem przy stole padało: "Czemu ONA nie je ziemniaków", "Nałóż JEJ" itp. Wszystko to odbywało się w mojej obecności. Później doszły osobiste wycieczki na wiele tematów, generalnie niemal wszystko robiłam inaczej niż ona, więc oczywiście źle. Na szczęście miałam za sobą mojego męża. Zawsze stawał po mojej stronie. I nadal st…

Pas

Czuję lekkie zakłopotanie, że nic tu się ostatnio nie pojawia. Dlatego podjęłam pewną decyzję.
Prawdopodobnie zawieszę na razie pisanie bloga. Nie mam na niego pomysłu.. W sumie pomysł może mam, ale na razie brak weny. Założyłam go, gdy byłam w zupełnie innym punkcie mojego życia. Pisanie było dla mnie pewnego rodzaju terapią, przelewałam na bloga myśli, które galopowały mi po głowie i często musiały znaleźć gdzieś ujście. Muszę sobie poukładać jak to ma wyglądać i przede wszystkim popracować nad systematycznością. Więc powstanie pewnie kilka wpisów "Do szuflady", a jak mnie najdzie, to może powrócę.

 A może nie.

Ale w blogosferze dalej jestem, zaglądam do wielu blogów, mniej się na razie udzielam, ale czuję, że to wróci.

 Także do zobaczenia gdzieś w sieci!

Pozdrawiam i ściskam wszystkich!

Misscarp.