Posty

Wyświetlanie postów z maj, 2017

Majowo

Obraz
Ostatnio mało mnie tu.. U mnie w pracy maj i czerwiec to gorący okres. Ciągle albo jakiś konkurs, albo jakieś występy, festyn, szkolenia. Na dodatek kończę właśnie stopień awansu zawodowego co wiążę się z papierami. W czerwcu wyglądam jak ta sowa z obrazka.

Na szczęście ostatnio pogoda stała się łaskawsza i nie dość, że wyszło słońce, to i zrobiło się cieplej. Uwielbiam maj, kiedy pachnie bez, konwalie, wszystko kwitnie, trawa jest soczyście zielona i tak cudownie wilgotna gdy chodzi się po niej boso.

Dzięki temu, że wyszło słońce moja energia wzrosła i humor się poprawił.

W zeszły weekend byliśmy w Katowicach w Spodku, na meczu Polska- Iran w piłkę siatkową, połączone z pożegnaniem Krzysztofa Ignaczaka. My świętowaliśmy jeszcze jedną okazję- nasz przyjaciel miał swój debiut w reprezentacji Polski więc duma nas rozpierała :) Mimo, że w swoim życiu obejrzałam setki meczów siatkówki z racji zawodu mojego męża, te reprezentacyjne mają niesamowity, niepowtarzalny klimat. Ciarki chodzą po…

Chwile zwątpienia przychodzą do mnie ukradkiem.

Półtora miesiąca temu pojechaliśmy do naprotechnologa. Byłam mocno podjarana, tyle badań, tyle wyników, nowe nadzieje się we mnie obudziły. 
Dwa okresy później mój zapał opadł. Co prawda jak na razie był tylko jeden pełny cykl leczenia, zaczęliśmy od wizyty w II połowie cyklu, więc on był raczej z góry stracony.  No ale kolejny cykl był pełen nadziei, która opadła, gdy w II połowie pojawiła się infekcja. Mimo, że pani doktor powiedziała, że to znak że w takim razie leczenie będzie trwać dalej, miałam nadzieję, że tego okresu nie będzie. 
Ale skurczybyk się pojawił :( 
Czytam blogi dziewczyn, które zakończyły proces leczenia i mimo, że zakończyły bezowocnie i podjęły decyzję o adopcji (na którą na pewno my nie jesteśmy jeszcze gotowi i nie wiem czy kiedykolwiek będziemy) to czuję pewnego rodzaju zazdrość. Zazdroszczę im tego poczucia wolności, uwolnienia się od comiesięcznych rozczarowań, oczekiwań i codziennej walki z samą sobą. 
Ja, pomimo że radze sobie w moim mniemaniu z tym przyzw…

Przemoknięte serca miast...

Obraz
Przez tę pogodę można oszaleć.

Za chwilę połowa maja, a my okutani w kurtki, swetry i grube skarpety, bo wieczory są po prostu zimne. Nie chłodne, jak to bywa w maju. One są zimne :(

Gdzie jest ta upragniona wiosna, na którą wszyscy czekamy?

 Deszcze w maju bywają, zgodzę się, ale nie kurcze przy 5 stopniach... to jest jakaś anomalia. Już nie wspomnę o tym, że słońca nie widać i energii przez to brak. Jestem wkurzona na tę aurę! Naprawdę wkurzona. Zwykle staram się nie przejmować tym, na co nie mam wpływu, ale no w tym przypadku nie mogę się opanować.

Znowu mi się wkręca jakiś dół, bo ile można siedzieć z herbatką pod kocem?! Nic mnie nie zmotywuje do wyjścia z domu, bo jestem zmarzluchem i już.

Będę siedzieć pod kocem, dopóki się nie ociepli.


Miesiąc brania leków

Obraz
Leki bierzemy już nieco ponad miesiąc. Czy widzę jakieś efekty? Raczej nie. No może paznokcie i włosy mam odrobinę mocniejsze- to zapewne wpływ witamin.

Jeśli chodzi o cukier to nie widzę efektów, choć jak teraz się nad tym zastanawiam to chyba mniej śpię popołudniu. W zasadzie... to chyba w ostatnim miesiącu nie spałam ani razu po południu. To jest duża różnica. Chyba jednak METFORMAX ma w tym swój udział.
Prolaktyny raczej gołym okiem nie zauważę, pewnie będę musiała niedługo powtórzyć badanie.

Jeśli chodzi o bakterie z posiewu- chyba też jest poprawa. Choć ostatnio miałam infekcję, co zaniepokoiło moją panią doktor, bo uznała, że w takim razie nie jesteśmy jeszcze wyleczeni i gdzieś znajduje się ognisko zapalne. Muszę wam też powiedzieć, że jestem z tą lekarką w stałym kontakcie mailowym i ostatnio aż się roześmiałam, bo jak już wcześniej wspominałam- pani doktor jest nieco ekscentryczna i wali bez ogródek.

Otwieram maila a tam: "Dzień dobry, czy komfort w pochwie poprawił si…