A-psik!

Trzy miesiące już dawno za nami, a czas galopuje bez mojej kontroli nad nim. Dzień płynie za dniem. Jagódka jest kochanym dzieckiem. W dzień ma ok trzech drzemek, więc jestem w stanie coś zrobić w domu, gdy śpi, ale też już jest na takim etapie, że spokojnie siedzi w bujaczku albo leży na macie a matka w tym czasie zdąży umyć i osuszyć włosy :) Postanowiłam sobie jednak, że będę tu opisywać zarówno blaski, jak i cienie macierzyństwa. Takim cieniem jest dla mnie to, że każdy dzień jest taki sam. Pieluchy, butelki, usypianie, gotowanie, pranie.. Taki dzień świstaka codziennie. Wiem, że urlop (phi) macierzyński jest po to, żeby poświęcić się dziecku, jednak pomimo, że mamy cudowną córeczkę, czasem mi to ciąży. Staram się spotykać z koleżankami, często odwiedzają nas znajomi, jednak brakuje mi spędzania większej ilości czasu z dorosłymi ludźmi i spełniania się zawodowo. Ale wiem też, że pewnie kiedy przyjdzie mi wrócić do pracy, zatęsknię za tymi pieluchami i codziennością z maluchem. Taka ironia losu i w sumie sprawdza tu się powiedzenie- wszędzie dobrze tam, gdzie nas nie ma.

Za nami pierwsze poważne przeziębienie. Obiecałam sobie, że nie będę panikować i starałam się tego nie robić. Oczywiście objawy pojawiły się w piatek późnym popołudniem, bo kiedy dzieci zaczynają chorować jak nie przy weekendzie, albo na wakacjach, albo kiedy masz jakieś ważne plany.. Przyszedł katar i grymaszenie. W nocy pojawił się stan podgorączkowy, zaczełam się martwić, jednak nie jeszcze tak zupełnie poważnie, bo temperatura nie sięgała 38 stopni, a mówi się, że u dziecka powyżej 38.5 mówi się o gorączce. Niestety rano biedka moja była jeszcze bardziej marudna, a katar powodował, że miała trudności z zassaniem smoczka. Ona generalnie nie jest "smoczkowym" dzieckiem, smoka potrzebuje jedynie do usypiania.Robiliśmy inhalacje solą fizjologiczną, ale coraz częściej chodziło mi po głowie, żeby dzwonić do mojej lekarki. Stan podgorączkowy się utrzymywał, a popołudniu doszły zaczerwienione spojówki. Wieczorem zadzwoniłam do lekarki, która od razu nas przyjęła w gabinecie u siebie w domu. Dobrze, że pojechaliśmy, bo u takiego małego dziecka infekcje postępują bardzo szybko. Lekarka zapisała Jagodzie spray do nosa i syrop na katar, jednak uznała, że dobrze byłoby podać antybiotyk. Ja jestem raczej przeciwna podawaniu antybiotyków z byle powodu i postanowiłam, że wykupię, ale zadecyduję ostatecznie w domu. W niedzielę jednak podałam antybiotyk, bo malutka cały czas mocno się męczyła. Na szczęście dziś przyjęła ostatnią dawkę i wygląda na to, że infekcja została zażegnana. Został lekki katar, ale odciągamy aspiratorem i jest ok. Najważniejsze także, że powrócił dobry humor. Od jakiegoś czasu udawało mi się ją rozśmieszyć tak, ze chichotała, ale dziś podczas kąpieli rozbawiliśmy ją tak, że śmiała się pełną gębą. Jeny, mówię wam jak dobrze, gdy w domu brzmi głośny śmiech dziecka.


Komentarze

  1. Ten stan o którym piszesz też jest przejściowy, jak kolki. U nas było tak samo. Był moment że byłam zmęczona rutyną, a potem przyszła zmiana. Wiki już tyle nie śpi, praktycznie codziennie robi coś nowego, a i kontakt bywa inny, taki jakby głębszy. Dni nie są monotonne, tylko każdy inny 😊
    Co do infekcji dobrze że mogliście już podać antybiotyk. Nas dopadła choroba przed ukończeniem 3-go miesiąca i groził nam szpital i leczenie dozylne, ale na szczęście u nas to była Infekcja wirusowa, nie bakteryjna i antybiotyk okazał się zbędny. 😊
    Na wzmocnienie odporności nasza lekarka poleciła przez dwa lata probiotyk i przez tydzień cebion multi po 5 kropli dziennie.
    A na gardło dla takiego malucha "wrazie w" polecam tantum werde.
    Ale nie chorujcie już. Zdrówka. Trzymajcie się dziewczynki 😊 😘

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dwa tygodnie, nie lata, oczywiście 😉

      Usuń
  2. Śmiech dziecka to jest to, czego brakuje mi w naszym domu, naprawdę 😊 Z jednej strony zastanawiam się jak to będzie, czy dam sobie radę, przecież to nowa sytuacja, takie malutkie i wymagające dziecko... A z drugiej strony już tak bardzo się nie mogę doczekać aż ta mała osóbka wywali nasze życie do góry nogami 😀 Pewnie też będzie brakowało mi pracy i kontaktu z kimś, kto będzie w stanie normalnie do mnie mówić, ale to też będzie miało swój urok, i w moim przypadku pewnie pomoże nabrać też dystansu do dotychczasowej pracy 🙂
    Dobrze, że udało Wam się tak szybko opanować to choróbsko i obyście mieli już spokój na długi czas. Pozdrawiam Was gorąco 😊😊😊

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Będzie mi miło, gdy zostawisz po sobie ślad w postaci komentarza.