Posty

Kiedy weny brak..

Długo już nie pisałam i naprawdę chciałabym wysmyczyć jakiś konkretny post, ale z końcem roku szkolnego wena mnie opuściła. Czekam z utęsknieniem na wakacje, jak to każdy nauczyciel w czerwcu, odliczając każdą niemal godzinę :) No ale na szczęście to już za momencik. W naszych działaniach żadnego przełomu na razie nie ma, w dalszym ciągu biorę leki no i w sumie tak jak lekarka powiedziała, tak tez się nastawiłam- ten cykl raczej spisujemy na straty i działamy w kolejnym. Podziałało to na nas bardzo dobrze, bo jakiś taki luz w tym miesiącu w sprawach łóżkowych. Reżim niepłodnościowców w życiu seksualnym nie sprzyja w spontaniczności, nie ukrywajmy. A tu taki luźny miesiąc nieco nam pomógł :) Mimo, że cykl na straty spisany to w dalszym ciągu biorę leki. Miałam antybiotyk jeden, który już na szczęście skończyłam, bo fatalnie się po nim czułam. Do tego doszła luteina jeszcze. A od nowego cyklu clostillbegyt. Kolejna wizyta 11 lipca.

Dziwne metody walki z niepłodnością

Obraz
W poprzednim poście napisałam dlaczego jeszcze nie zdecydowaliśmy się na in vitro, a tymczasem mam w zanadrzu jeszcze jeden post a mianowicie- najbardziej absurdalne rzeczy na jakie się zdecydowaliśmy. Jak sobie przypomnę np. ten post  to aż mnie śmiech bierze :) Chyba trochę za bardzo wzięliśmy sobie do serca słowa Einsteina :) Niepłodność jest taką przebiegłą szkaradą, że cały czas wydaje Ci się, że w końcu się uda. Na początku oczywiście bardziej w to wierzysz i w każdym miesiącu masz wrażenie, że to już, że tym razem na pewno. W międzyczasie między badaniami, zabiegami itp. szukasz. Czytasz Internety, jakieś fora(błąd), blogi, rozmawiasz (lub nie) z innymi niepłodnymi, nowo poznanymi osobami. No i natrafiasz na kwiatki. No i teraz w zależności od tego w jakim stadium choroby jesteś albo się w to wkręcasz, albo odpuszczasz. W przypadku bioenergoterapeutki (nadal jestem w szoku, że dałam się na to namówić :) ) był to okres kiedy potrzebowałam czegoś nowego, czegoś co...

Dlaczego jeszcze nie zdecydowaliśmy się na In vitro.

Obraz
Mogłabym w sumie wszystko zawrzeć w jednym zdaniu- bo nie mamy tyle wolnej gotówki. To jest główny powód, najgłówniejszy, choć pewnie jak będzie trzeba to i kasa się znajdzie. Ale dla mnie to jest kilkuwarstwowa sytuacja. Poza kwestiami finansowymi dochodzą moje rozkminy. Do czasu kiedy trafiliśmy do dr Laury Grześkowiak w Poznaniu- naprotechnolog, cały czas miałam wrażenie że coś omijamy. Do tej pory mieliśmy 4 inseminacje, do których miałam zrobione podstawowe badania. No może trochę więcej niż podstawowe, bo doszła jeszcze laparoskopia, która jak się później okazało pokazała, że w zasadzie wszystko jest w porządku. Moje wszystkie badania wychodziły wzorowo. Cytologia gr I, owulacja w każdym prawdopodobnie cyklu (miałam sprawdzaną w trzech z rzędu, a później za każdym razem kiedy badano mnie to była) w 13-14 dniu, pęcherzyki ładne- wzrastały do 23-25 mm, endometrium 8-9. Hormony niemal idealne, tarczyca idealna, wszystkie wyniki najczęściej w środkowym zakresie. No więc ...

Majowo

Obraz
Ostatnio mało mnie tu.. U mnie w pracy maj i czerwiec to gorący okres. Ciągle albo jakiś konkurs, albo jakieś występy, festyn, szkolenia. Na dodatek kończę właśnie stopień awansu zawodowego co wiążę się z papierami. W czerwcu wyglądam jak ta sowa z obrazka. Na szczęście ostatnio pogoda stała się łaskawsza i nie dość, że wyszło słońce, to i zrobiło się cieplej. Uwielbiam maj, kiedy pachnie bez, konwalie, wszystko kwitnie, trawa jest soczyście zielona i tak cudownie wilgotna gdy chodzi się po niej boso. Dzięki temu, że wyszło słońce moja energia wzrosła i humor się poprawił. W zeszły weekend byliśmy w Katowicach w Spodku, na meczu Polska- Iran w piłkę siatkową, połączone z pożegnaniem Krzysztofa Ignaczaka. My świętowaliśmy jeszcze jedną okazję- nasz przyjaciel miał swój debiut w reprezentacji Polski więc duma nas rozpierała :) Mimo, że w swoim życiu obejrzałam setki meczów siatkówki z racji zawodu mojego męża, te reprezentacyjne mają niesamowity, niepowtarzalny klimat. Ciarki ch...

Chwile zwątpienia przychodzą do mnie ukradkiem.

Półtora miesiąca temu pojechaliśmy do naprotechnologa. Byłam mocno podjarana, tyle badań, tyle wyników, nowe nadzieje się we mnie obudziły.  Dwa okresy później mój zapał opadł. Co prawda jak na razie był tylko jeden pełny cykl leczenia, zaczęliśmy od wizyty w II połowie cyklu, więc on był raczej z góry stracony.  No ale kolejny cykl był pełen nadziei, która opadła, gdy w II połowie pojawiła się infekcja. Mimo, że pani doktor powiedziała, że to znak że w takim razie leczenie będzie trwać dalej, miałam nadzieję, że tego okresu nie będzie.  Ale skurczybyk się pojawił :(  Czytam blogi dziewczyn, które zakończyły proces leczenia i mimo, że zakończyły bezowocnie i podjęły decyzję o adopcji (na którą na pewno my nie jesteśmy jeszcze gotowi i nie wiem czy kiedykolwiek będziemy) to czuję pewnego rodzaju zazdrość. Zazdroszczę im tego poczucia wolności, uwolnienia się od comiesięcznych rozczarowań, oczekiwań i codziennej walki z samą sobą.  Ja, pomimo że rad...

Przemoknięte serca miast...

Obraz
Przez tę pogodę można oszaleć. Za chwilę połowa maja, a my okutani w kurtki, swetry i grube skarpety, bo wieczory są po prostu zimne. Nie chłodne, jak to bywa w maju. One są zimne :( Gdzie jest ta upragniona wiosna, na którą wszyscy czekamy?  Deszcze w maju bywają, zgodzę się, ale nie kurcze przy 5 stopniach... to jest jakaś anomalia. Już nie wspomnę o tym, że słońca nie widać i energii przez to brak. Jestem wkurzona na tę aurę! Naprawdę wkurzona. Zwykle staram się nie przejmować tym, na co nie mam wpływu, ale no w tym przypadku nie mogę się opanować. Znowu mi się wkręca jakiś dół, bo ile można siedzieć z herbatką pod kocem?! Nic mnie nie zmotywuje do wyjścia z domu, bo jestem zmarzluchem i już. Będę siedzieć pod kocem, dopóki się nie ociepli.

Miesiąc brania leków

Obraz
Leki bierzemy już nieco ponad miesiąc. Czy widzę jakieś efekty? Raczej nie. No może paznokcie i włosy mam odrobinę mocniejsze- to zapewne wpływ witamin. Jeśli chodzi o cukier to nie widzę efektów, choć jak teraz się nad tym zastanawiam to chyba mniej śpię popołudniu. W zasadzie... to chyba w ostatnim miesiącu nie spałam ani razu po południu. To jest duża różnica. Chyba jednak METFORMAX ma w tym swój udział. Prolaktyny raczej gołym okiem nie zauważę, pewnie będę musiała niedługo powtórzyć badanie. Jeśli chodzi o bakterie z posiewu- chyba też jest poprawa. Choć ostatnio miałam infekcję, co zaniepokoiło moją panią doktor, bo uznała, że w takim razie nie jesteśmy jeszcze wyleczeni i gdzieś znajduje się ognisko zapalne. Muszę wam też powiedzieć, że jestem z tą lekarką w stałym kontakcie mailowym i ostatnio aż się roześmiałam, bo jak już wcześniej wspominałam- pani doktor jest nieco ekscentryczna i wali bez ogródek. Otwieram maila a tam: "Dzień dobry, czy komfort w pochwie pop...