Posty

Pora na spanie- nie wierzganie. Potrzebuję rady.

Staram się nie dawać wciągnąć w porównywanie dzieci i "dziecko powinno". Doskonale wiedziałam, jeszcze zanim będąc mamą, że każde dziecko jest inne i ma indywidualny tok rozwoju, mieszczący się w jakichś ramach.

Jest jednak jeden temat, który często mi chodzi po głowie i który czasem wbija mnie w poczucie winy.

Zasypianie.

Jagoda jest kochanym dzieckiem i raczej zawsze jestem w stanie rozpoznać sygnały, że jest zmęczona. Do niedawna miała trzy drzemki, myślę zresztą, że do tej pory chętnie ucięłaby sobie jeszcze trzecią (a kto nie?), ale ta trzecia drzemka odbywałaby się koło 17, a to nie wróżyłoby nic dobrego na wieczór. Zatem staram się teraz pilnować, żeby miała dwie drzemki, jedną ok 9-10, a drugą koło 14. Jeśli naprawdę widzę, że potrzebuje jeszcze chwili snu, bo np. poprzednie drzemki się przesunęły i były wcześniej, to pozwalam jej jeszcze na drzemkę koło 16.

Problem jest z zasypianiem. Jak jest mocno zmęczona, to zasypia zwykle przy butelce i nie ma problemu. Jednak …

6 miesięcy minęło :)

Zrobię mały update co tam u nas słychać.

Jagoda właśnie skończyła 6. miesiąc. Jestem zaskoczona jak ten czas teraz zasuwa. Pamiętam, jak pierwszy miesiąc mi się jakoś dłużył.

Mała od końca grudnia samodzielnie siedzi. W piątym miesiącu pięknie przewracałą się z brzuszka na plecy i na odwrót. Teraz jedną z ulubionych zabaw jest turlanie się po łóżku. Dla mamy jest to mniej ulubiona zabawa, bo oznacza, że drzemki już tylko w łóżeczku :)
Jestem przekonana, że takie szybkie postępy w rozwoju ruchowym Jagody zawdzięczamy cotygodniowym ćwczeniom, na które jeżdżę z Jagodą od dwóch miesięcy. Udało nam się załapać na NFZ, więc korzystamy ile fabryka dała. I faktycznie- rezultaty są oszałamiające. Po każdych ćwiczeniach widzę, że Jagoda coraz sprawniej się porusza. Pewnie już siedzi, bez bujania się, dzięki czemu karmienie w krzesełku też jest dużo łatwiejsze.

Od czwartego miesiąca rozszerzaliśmy dietę, opierając się głownie na razie na słoiczkach. Teraz Jagoda na śniadanie dostaje kaszkę, w mi…

Ja tu tylko to zostawię..

Mówiłam, że na razie odpocznę, ale ten blog zawsze był dla mnie miejscem, gdzie przychodziłam wylać swoje myśli i tym razem też przyszłam tu to zrobić. Choć tym razem przyszłam upuścić tu trochę żółci.

Wspominałam już wam kiedyś, że moje stosunki z teściową należą zdecydowanie do tych chłodnych. Wiele razy starałam się dać jej szansę, do tej pory zresztą moje znajome dziwią się, że jeszcze ją trawię i tak uprzejmie się do niej odnoszę. Zaczęło się w zasadzie od początku, gdy zaczęłam się spotykać z moim mężem, wówczas jeszcze chłopakiem. Generalnie nie zwracała się do mnie osobowo, tylko mówiła o mnie "ONA". Np gdy siedzieliśmy wszyscy razem przy stole padało: "Czemu ONA nie je ziemniaków", "Nałóż JEJ" itp. Wszystko to odbywało się w mojej obecności. Później doszły osobiste wycieczki na wiele tematów, generalnie niemal wszystko robiłam inaczej niż ona, więc oczywiście źle. Na szczęście miałam za sobą mojego męża. Zawsze stawał po mojej stronie. I nadal st…

Pas

Czuję lekkie zakłopotanie, że nic tu się ostatnio nie pojawia. Dlatego podjęłam pewną decyzję.
Prawdopodobnie zawieszę na razie pisanie bloga. Nie mam na niego pomysłu.. W sumie pomysł może mam, ale na razie brak weny. Założyłam go, gdy byłam w zupełnie innym punkcie mojego życia. Pisanie było dla mnie pewnego rodzaju terapią, przelewałam na bloga myśli, które galopowały mi po głowie i często musiały znaleźć gdzieś ujście. Muszę sobie poukładać jak to ma wyglądać i przede wszystkim popracować nad systematycznością. Więc powstanie pewnie kilka wpisów "Do szuflady", a jak mnie najdzie, to może powrócę.

 A może nie.

Ale w blogosferze dalej jestem, zaglądam do wielu blogów, mniej się na razie udzielam, ale czuję, że to wróci.

 Także do zobaczenia gdzieś w sieci!

Pozdrawiam i ściskam wszystkich!

Misscarp.

Moja opinia o wiaderku Tummy Tub

Obraz
*
Z wiaderkiem do kąpieli Tummy Tub miałam styczność już ponad 10 lat temu, kiedy opiekowałam się dwiema dziewczynkami podczas studiów w Poznaniu. Wtedy był to zupełnie nieznany wynalazek, zresztą mam wrażenie, że i teraz nie jest zbyt popularne. Pewnie gdybym nie poznała go wówczas, to sama bym nie zdecydowała się teraz na zakup. Rozważałam zakup wiaderka jeszcze przed porodem, ale jakoś nie zdążyłam kupić (serio to napisałam? Serio napisałam, że nie miałam czasu przed porodem ;)?), dostaliśmy w spadku po mojej siostrzenicy klasyczną wanienkę z Ikei i jakoś uznałam, że temat kąpielowy mamy zamknięty.

Kiedy Jagoda miała kolki coraz częściej chodził mi po głowie zakup wiadra. Kąpiele przynosiły Jagodzie ulgę, jednak zwykle były one krótkie, a ze względu na niewielką ilość wody nie zdążyła się wygrzać, w efekcie czego gdy lądowała na przewijaku była marudna.

W wiadrze jest inaczej. Całe ciało zanurzone jest w wodzie. Dziecko przyjmuje w nim fizjologiczną pozycję taką jak w brzuchu matki…

Laryngolog

Dziś mieliśmy umówioną wizytę u laryngologa na NFZ. Byłam mocno zaskoczona, gdyż czekaliśmy na nią tylko tydzień. Sama nie wiem, jak nam się dziś udało wyrobić. Wizytę umówiliśmy na 7.45, żeby mąż nie musiał brać wolnego dnia w pracy. Dodam, że w sumie nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że wizyta miała miejsce w miejscowości oddalonej o 30 km od naszego miejsca zamieszkania. Do lekarza dojechaliśmy z poślizgiem czasowym, ale niewielkim- ot, studencki kwadrans. Jagoda, jak to w takich przypadkach bywa- na przekór nie miała ochoty wstać dziś wcześnie. Zwykle budzi się gdy mąż wstaje, około 7, dziś wstaliśmy oboje dużo przed siódmą, zapaliliśmy światło, a Jaga w najlepsze sobie spała i nie wyglądała, jakby miała się obudzić. Taka przewrotność losu :)

W każdym razie wizyta mnie trochę uspokoiła. Jagoda podczas badania była kochana, nawet się nie skrzywiła, tylko z ciekawością wpatrywała się w lampkę, którą doktor założył na czoło. Doktor zdziwił się trochę, gdyż zwykle p…

Szczepienie, wędzidełko i KP

Obraz
Jesteśmy własnie po drugim szczepieniu. Wszystko przebiegło bezproblemowo i moja dzielna dziewczynka prawie wcale nie płakała. Swoją drogą zatrważają mnie historie, o których obecnie tak dużo w mediach- o śmierci nieszczepionych niemowląt, czy ogniskach odry w niektórych województwach. No ale żyjemy w demokratycznym kraju, gdzie każdy ma swój wybór. Choć ja, jako pracownik przedszkola jestem za tym, żeby do publicznych placówek przyjmowano tylko dzieci szczepione. Wiem, że pewnie niektórym się narażę za ten pogląd, ale szczerze? Nie interesuje mnie czyjeś widzimisię, jeśli chodzi o zdrowie dzieci, moje własne i osób które mają z takimi dziećmi, osobami styczność.

Ale wróćmy do meritum, bo nie o tym chciałam pisać. Pisałam wam już, że mam fajną panią doktor. Ja sama do niej całe życie chodzę i wielokrotnie ratowała mnie z poważnych infekcji (nota bene przyniesionych z przedszkola). Teraz już 2 razy przekonaliśmy się, że możemy na nią liczyć także w przypadku Jagody(kiedy miała wysypkę…