Posty

Pytania, komentarze

Są takie zachowania ludzi, które w określonych stanach, bardzo nas drażnią. Chyba każda z nas, niepłodnych, miała powyżej kokard pytanie "A wy kiedy będziecie mieć dziecko?". Albo zachwycanie się matek, jakie to macierzyństwo jest cudowne. Sama doskonale pamiętam ten ból, kiedy bliska mi osoba, która wiedziała, że nie możemy mieć dzieci, napisała do mnie sms od razu po urodzeniu dziecka, jaka to wspaniała chwila i że tylko matka, która urodzi dziecko i położą jej je na piersi zrozumie co to za miłość.. Odchorowałam to bardzo.

Zastanawiam się często skąd to się bierze i poniekąd usprawiedliwiam to tym, że naprawdę dopóki ktoś nie znajdzie się w takiej sytuacji, nie wie ile bólu takie rozmowy sprawiają. Jestem przekonana, że w większości przypadków osoby, które tak się zachowują, nie mają złych intencji.

Teraz, kiedy jestem w ciąży obserwuję inne zachowania. Teraz za każdym razem, kiedy ktoś się dowie, że spodziewam się dziecka, lub już wie- wszystkie te osoby odczuwają silną …

Nareszcie!

Obraz
Daleko mi od propagowania tutaj treści politycznych, wylewania moich poglądów, ale z niczego dziś się tak nie cieszę jak z tego, że ten ograniczony buc rodem z Ciemnogrodu Konstanty Radziwiłł dziś wreszcie opuścił stanowisko Ministra Zdrowia. Zdecydowanie o dwa lata za późno, ale lepiej poźno niż wcale. Hurra!

To nie było najgorsze co mnie spotkało

Pomimo, że niepłodność ostro dała nam w kość (a raczej w psychikę), to muszę Wam powiedzieć, że nie jest to najgorsza rzecz w życiu jaka mnie spotkała.

Niepłodność przyszła do nas, kiedy miałam ukształtowane i solidnie zdefiniowane wartości, kiedy wiedziałam, że mało jest rzeczy które mnie są w stanie złamać- nie mówię tu o względzie zdrowotnym. Bo jedyne czego w życiu się obawiam to właśnie utrata zdrowia. Może zabrzmi to banalnie, ale naprawdę uważam, że jak ma się zdrowie to ma się wszystko.

Kiedy miałam 18 lat odszedł od nas tata. Nie odszedł w sensie, że umarł, ale zostawił moją mamę dla innej kobiety.Dla wszystkich to był szok, bo moi rodzice naprawdę uchodzili za zgodne małżeństwo. Największy szok przeżyła jednak moja mama, która ewidentnie nie umiała sobie poradzić z tą sytuacją i to sprawiło, że w zasadzie w ciągu kilku tygodni musiałam wydorośleć i zamienić się w rodzica.

Pomyślicie, że rozwód to nie tragedia i co to za wielkie przeżycie. Rozwód może to nie tragedia, i sama …

Miejsce w sieci, w którym czuję się jak u siebie.

Każda z nas- idę o zakład- kiedy dowiedziała się, że coś jest nie tak, że to "robienie" dzieci nie jest takie proste, zaczęła szukać informacji w sieci. Ja tak miałam. Milion stron, milion zagadnień.. Niepłodność, in vitro, inseminacja, koszty, badania, wyniki, lekarze, czy jak dwa dni spóźnia się okres to ciąża... Gdybym miała wejść w historię swojej przeglądarki to jestem przekonana, że nie byłoby tygodnia, w którym któreś z zagadnień związanych z niepłodością nie pojawiło się w niej.

Aż dotarłam pewnego dnia na blog Izy. Blog, który wniósł bardzo dużo do naszej choroby. Blog, który jest z jednej strony dziwny- rzadko pojawiają się wpisy, natomiast pod każdym wpisem mniej więcej setka komentarzy. I historie dziewczyn. Historie takie, że często płakałam. Z wieloma dziewczynami, mimo że wcale nie komentowałam ich wpisów, zżyłam sie emocjonalnie, żyłam ich historiami. Te wszytskie dziewczyny gości u siebie Iza- fajterka jakich mało, która przeżyła tak wiele, że zastanawiam si…

Jaki był 2017? Dziewczyna czy chłopiec?

Jutro kończy się rok. Zwykle nie robię podsumowań, planów na kolejny. Może miniony rok nie był jakiś wybitny, w zasadzie to ewidentnie dał nam w kość. Ostatecznie jednak przyniósł dobre wieści i nareszcie poczucie, że wygrywamy walkę, która momentami wydawała się być już przegrana.

Dlaczego dał nam w dupę?
Bo zaczął się wiadomością, że jedyne co nam może pomóc to in vitro, bo teoretycznie wszystkie pozostałe drogi medyczne zostały wyczerpane.
Bo musieliśmy podjąć decyzje, czy iść drogą naprotechnologii- nie było to łatwe, bo po drodze pojawiało się milion pińcset jakichś dziwnych metod, na które nas ktoś namawiał- żadna nie podziałała.
Bo okazało się, że to tanie też nie było.
Bo dało nadzieję, która z każdym miesiącem się oddalała.
Bo dookoła rodziło się dużo dzieci.
Bo nikt już nie zadawał pytań, kiedy my. Wszyscy sobie chyba zdali sprawę, że my chyba nigdy.
Bo zdecydowaliśmy się na remont starej chaty, który sprawił, że o mały włos nie powiedzieliśmy sobie "na razie".
Bo …

4 miesiąc

Wczoraj byłam na badaniach prenatalnych, wcześniej wykonałam test Papp-a. Ostatnie 3 dni źle w nocy spałam. Teraz myślę, że mimo iż starałam się nie denerwować, to podświadomie miałam w sobie niepokój przed tymi badaniami.

Przy okazji muszę Wam powiedzieć, że jestem bardzo zadowolona z wyboru lekarza. Jest bardzo kulturalnym, stonowanym człowiekiem, mówi dość cicho (mam chyba jakieś zboczenie, bo ja naprawde lubię jak ludzie mówią cicho- chyba przez to, że w pracy najczęściej dzieciaki krzyczą jak mówią) i mogę nawet powiedzieć, że jest szarmancki. To oczywiście nie mówi nic o tym jakim jest lekarzem, ale dla mnie kultura osobista jest również bardzo ważna. Swoją postawą sprawia, że ja również jestem spokojna i zrelaksowana. Poza tym, że jego gabinet jest urządzony bardzo gustownie ma jeden z najnowocześniejszych sprzętów na rynku medycznym, ciągle doposaża gabinet i jest jedynym lekarzem w mojej miejscowości i okolicy, który wykonuje badania prenatalne. Naprzeciw nowoczesnego fotela …

Naprotechnologia- tak czy nie?

Do naprotechnologa trafiliśmy zupełnie przypadkiem, opisywałam tę historię tu. Podejrzewam, że pewnie gdyby nie ta znajoma, sami byśmy się nie zdecydowali na tę drogę. To był czas "dobrej" zmiany, właśnie skończył się program rządowy, do którego oczywiście nie zdążyliśmy się zakwalifikowac, nawet "głupie" inseminacje, które do tej pory mieliśmy na NFZ za darmo, stały się płatne chyba 500 zł.. A rząd wtedy trąbił, że naprotechnologia taka cudowna, ale w ogóle to najlpiej się pomodlić i pójść na pielgrzymkę do Częstochowy. Matko, jak sobie to przypomnę, to taka frustracja się we mnie wtedy zbierała i nadal się wzbiera..

W każdym razie zamknęły się dla nas drogi, na Polnej mieliśmy już wszystkie (w ich mniemaniu) badania i mówiły one, że jesteśmy zdrowi i nasza ostatnia deska ratunku to in vitro. In vitro, na które nie chcieliśmy się zdecydować, a dlaczego- pisałam tutaj.

To był mniej więcej styczeń i zostaliśmy sami. Nie wiedzieliśmy co dalej. Po miesiącu odezwała si…