Posty

Wizyta położnej i wizyta u lekarza

Obraz
W zeszłym tygodniu odwiedziła mnie w domu położna. Będzie mnie teraz odwiedzać tak mniej więcej raz na 2 tygodnie. Pierwsza wizyta to była raczej formalność- pani wypełniła formularz moimi danymi, obejrzała wyniki najnowszych badań i uzupełniła swoją dokumentację. Porozmawiałyśmy trochę o diecie- o zdrowym odżywianiu, o jedzeniu warzyw i owoców- szczególnie tych zielonych i o naszej niepłodnościowej historii. Pani okazała się bardzo miłą, empatyczną i zwyczajnie normalną kobietą, z którą na spokojnie można o wszystkim porozmawiać. Jedyne czym mi "podpadła" to rozmową na temat wyboru szpitala, w którym będę rodzić. Była zawiedziona tym, że nie chcę rodzić w miejscowym szpitalu i mocno starała się mnie przekonać do zmiany decyzji. Ale ja byłam nieugięta i decyzję już mamy podjętą, co ostatecznie chyba zrozumiała. Ale jestem spokojna po tej wizycie. Tym bardziej, że wiem od koleżanki, która w zeszłym tygodniu rodziła i była pod jej opieką, że można w dniu porodu naprawdę na ni…

Co nowego u nas?

Jestem w 29. tygodniu ciąży i... nie mogę w to uwierzyć :) Przed nami jeszcze ok 10 tygodni i już niedługo nasza długo oczekiwana córeczka będzie z nami. Dziś przyjechało do nas łóżeczko i nie mogliśmy oprzeć się pokusie, żeby je skręcić. Teraz, kiedy stoi już w naszej sypialni, coraz bardziej do mnie dociera, że to już naprawdę niedługo.

Wyprawkę ubraniową mam już skompletowaną i dzięki temu jestem już spokojna. Jestem przekonana, że ubrań mam zdecydowanie za dużo, ale część dostałam, więc trochę się nazbierało. W któryś dzień może się zbiorę i porobię zdjęcia, teraz mam to zapakowane w kartony, żeby się nie kurzyło. No właśnie.. kartony. Musimy kupić młodej jakiś mebel, pewnie na razie komodę, bo nie mam gdzie tych ubrań włożyć, dlatego stoją w kartonie. W najbliższym czasie musimy to ogarnąć.

Przede mną teraz skompletowanie wyprawki związanej z pielęgnacją. Chcę postawić na kosmetyki z Dermy, są w pełni naturalne, mają dobre opinie i są bezzapachowe. Pieluszki kupię pewnie na począ…

I po świętach :)

To były pierwsze od siedmiu lat święta Wielkanocne, które spędziliśmy w domu. Do tej pory wyjeżdżaliśmy i spędzaliśmy je w Zakopanem, w chacie u naszych zaprzyjaźnionych górali, do których od lat jeździmy nie tylko na święta, ale również na ferie, lub letnie wypady.
Niestety, tradycje w naszych domach zanikają. Do dziś pamiętam, kiedy babcia w Wielki Piątek przychodziła o świcie z gałązkami i symbolicznie uderzała nimi po nogach mówiąc:"Boże rany, Jezu Chryste zmiłuj się nad nami". Zajączka szukaliśmy w ogrodzie, a w Lany Poniedziałek woda lała się po ścianach. Te tradycje do tej pory można zaobserwować u górali, którzy do Świąt przywiązują bardzo dużą uwagę.
Do święconki jeździmy wozem zaprzężonym w konie (wsiadam do niego tylko dlatego, że cała ich rodzina jedzie z nami i głupio mi odmówić. Moje sumienie i serce wtedy krwawi, ze względu na konie). W niedzielę siadamy wszyscy razem do śniadania, dzieląc się jajkiem i chrzanem. W międzyczasie aktywnie spędzamy czas spacerują…

26 tydzień

Obraz
Wczoraj miałam wizytę u nowego lekarza. Jechaliśmy do niego pozytywnie nastawieni i moje przeczucia mnie nie zmyliły- doktor okazał się być niesamowicie pozytywnym człowiekiem. Co prawda wizyta nie była jakoś szczególnie długa, ale pan okazał się być konkretny. Niestety, z tego całego podekscytowania wizytą, zapomniałam zadać pytań, które chciałam :( Podczas całej wizyty był ze mną mój mąż. Gabinet jest tak skonstruowany, że bez skrępowania doktor zbadał mnie palpacyjnie, a następnie przez USG, gdzie mąż już był przy mnie.
Taka anegdotka- doktor w gabinecie miał nowoczesne krzesła, a gdy mąż usiadł to coś tam odpadło. Doktor w tym czasie mnie zbadał, a mąż podjął się naprawy krzesła. Gdy wyszliśmy mówi do mnie ironicznie: "Nooo, ale pytań zadałaś, hohoho!" Na to mu mówię, że jakoś tak nie zdążyłam, a on do mnie: "To ja zdążyłem krzesło naprawić, a ty nie zdążyłaś pytań zadać..". Heh, ale że siedział obok mnie i w sumie mógł jakoś zasugerować, bo rozmawialiśmy o ty…

Szła teściowa...

Obraz
O mojej teściowej i naszych relacjach mogłabym spokojnie napisać książkę. Składającą się z trzech tomów.  Jestem z moim mężem już ponad 8 lat, z czego niemal 5 po ślubie. Nasze relacje przechodziły różne stadia. Ja jestem wychowana tak, że z góry zakładam, że ludzie są dobrze i nie zrobią mi krzywdy i że spokojnie można zaufać. No niestety w relacji z moją teściową przeżyłam mocne rozczarowanie. Oj ile łez wylanych, ile nerwów zjedzonych, ile niepotrzebnej złości. Długo mi zajęło, żeby zrozumieć, że ona taka po prostu jest i najlepszym lekarstwem to utrzymywanie dystansu. Pomału nauczyłyśmy się siebie no i nasze relacje stały się można powiedzieć poprawne. Cały czas jej się zdarzy wbić mi szpilę, ale już nie daję się sprowokować. Jestem osobą, która nie daje sobie w kasze dmuchać, ale kłótnie z tą kobietą nie wnoszą niczego, więc po prostu odpuszczam. Często punktem zapalnym jest to jak traktuję mojego mężą- jak partnera. Który w domu sprząta, jak trzeba coś naprawia, rozmawiamy, got…

Jak dobrze..

Obraz
Pisałam już wcześniej o tym, że ludzie dowiadując się, że jestem w ciąży, czuli nagłą potrzebę doradzania, komentowania i dziwnych pytań. Na szczęście Ci co mieli, już się chyba nagadali, wszak zaczynam już 7. miesiąc, więc duużo czasu minęło :)  Czekam teraz na drugi rzut. Pisała o tym zjawisku Izzy- przychodzi wiosna i nagle po zimie wyłaniają się, jakby spod ziemi, kobiety w ciąży i świeżo upieczone mamy. W tym roku dołączę do tego grona i faktycznie, czuję, że niektórzy się mocno zdziwią jak wyjdę z domu bez kurtki zimowej. Bo kurtkę zimową mam taką, że nic po mnie nie widać (no prawie nic- ktoś mógłby pomyśleć że po prostu przytyłam, bo jest bardziej wypełniona). Więc pewnie te nowe osoby powtórzą to co usłyszałam  w pierwszym rzucie :)
Ale ja w sumie nie o tym. Dziś chciałam napisać, że wśród tych wszystkich doradców bardzo często pojawiają się stwierdzenia, że super sobie wybraliśmy termin, bo lato, bo ciepło, nie trzeba będzie dzieciaka pakować w kombinezon itd. 
A ja sobie z…

Szkoła rodzenia, badanie glukozy, dentysta, położna.

Obraz
Nie mogłam się zebrać do napisania tego posta, przesilenie dało mi się mocno we znaki. Nastrój miałam podły, brak chęci na cokolwiek.. Strasznie minął mi poprzedni tydzień, na dodatek zbiegło się to też z przesileniem u mojego męża i kłótnia goniła kłótnię, co nie polepszało mojej nastrojowej sytuacji. W tym tygodniu już trochę lepiej, więc mam nadzieję, że to już za mną.

W zeszłym tygodniu byłam na moich pierwszych zajęciach ze szkoły rodzenia. U nas te zajęcia prowadzą położne co tydzień, więc nie trzeba się specjalnie zapisywać. Trochę inaczej sobie to wyobrażałam. Spotkania te odbywają się w formie wykładu teoretycznego powiązanego z dyskusją. Prowadzącą jest położna z wieloletnim doświadczeniem, więc wiedzę teoretyczną popiera przykładami ze swojej praktyki. Ja akurat trafiłam na temat karmienia piersią i dowiedziałam się tam wielu przydatnych i praktycznych informacji. Spodziewałam się może nieco innej formy zajęć, ale postanowiłam, że będę tak chodzić, zwłaszcza, że jest to te…