Pora na spanie- nie wierzganie. Potrzebuję rady.

Staram się nie dawać wciągnąć w porównywanie dzieci i "dziecko powinno". Doskonale wiedziałam, jeszcze zanim będąc mamą, że każde dziecko jest inne i ma indywidualny tok rozwoju, mieszczący się w jakichś ramach.

Jest jednak jeden temat, który często mi chodzi po głowie i który czasem wbija mnie w poczucie winy.

Zasypianie.

Jagoda jest kochanym dzieckiem i raczej zawsze jestem w stanie rozpoznać sygnały, że jest zmęczona. Do niedawna miała trzy drzemki, myślę zresztą, że do tej pory chętnie ucięłaby sobie jeszcze trzecią (a kto nie?), ale ta trzecia drzemka odbywałaby się koło 17, a to nie wróżyłoby nic dobrego na wieczór. Zatem staram się teraz pilnować, żeby miała dwie drzemki, jedną ok 9-10, a drugą koło 14. Jeśli naprawdę widzę, że potrzebuje jeszcze chwili snu, bo np. poprzednie drzemki się przesunęły i były wcześniej, to pozwalam jej jeszcze na drzemkę koło 16.

Problem jest z zasypianiem. Jak jest mocno zmęczona, to zasypia zwykle przy butelce i nie ma problemu. Jednak kiedy jest zmęczona, bo to nie chodzi o to, że nie jest- ustalmy to- jest zmęczona (bo kiedy widzę, że nie jest daję jej jeszcze trochę czasu), to "walczy ze sobą". Zanim wpadnie w konkretny sen to wierzga nogami, przewraca się z boku na bok i kręci się niemożebnie.

Zachodzę w głowę, co jest przyczyną. Oczywiście domyślacie się- przeczesałam Internet w poszukiwaniu odpowiedzi, ale dowiedziałam się jedynie, że wiele dzieci tak ma.
Do tej pory rytuałem była kąpiel, a po kąpieli mleczko i czas na zasypianie. Myślę, że w najbliższych dniach spróbuję po kąpieli poczytać jej jakąś bajkę, może potrzebuje dodatkowego wyciszenia.

Innym problemem, który daje mi do myślenia jest to, że Jagoda nie umie zasnąć sama. Do tej pory nasze zasypianie wygląda tak, że kładę się z nią na naszym łóżku i leżę przy niej, przytulam, głaszczę do momentu aż nie zaśnie, a gdy już zaśnie głębokim snem to przekładam ją do łóżeczka.
Próbowałam zasypiania w łóżeczku, ale kończy się ona płaczem.
Z zazdrością słucham opowieści koleżanek czy osób z rodziny, który mówią, że ich dzieci zasypiają same. Wkładają je do łóżeczka i dziecko zasypia.
Wiem, że jest kilka metod, najpopularniejsza 2-5-7 w ogóle do mnie nie przemawia. Polega ona na tym, że wkładasz dziecko do łóżka i zostawiasz. Jeśli płacze, to czekasz 2 minuty, wchodzisz, uspokajasz dziecko i znowu zostawiasz, tym razem jeśli płacze- czekasz 5 minut. I tak dalej i tak dalej.
Ja nie chcę zostawiać Jagody samej w płaczu. Myślę, że nic dobrego to nie przyniesie, poza tym, że moja córka będzie przestraszona i zapłakana. Porównuję to trochę do tresowania. Nie taką drogą chciałabym prowadzić swoje rodzicielstwo.
Jest jeszcze metoda, która mówi, że można przytulać dziecko, głaskać i wyciszać, ale w momencie gdy jest mocno senne, ale nadal świadome, odkłada się je do łóżeczka i zostaje przy nim, dopóki nie uśnie. Jeśli dziecko płacze, zabiera się je na ręce, uspokaja i wycisza, jednak gdy się wyciszy to znowu do łóżeczka. I tak do momentu kiedy nie uśnie. W kolejnych dniach zwiększa się dystans od łóżeczka, ale tak, żeby być w zasięgu wzroku dziecka.
Ta metoda jest dla mnie bardziej humanitarna i przymierzam się do niej, jednak coś nie mogę się zebrać. Obecnie jestem w takim momencie, że najchętniej zrobiłabym wszystko, żeby od razu zasnęła i żebym miała chwilę dla siebie. A to wymaga jednak poświęcenia..

Macie jakieś propozycje, rady? Podzielcie się swoim doświadczeniem.

Komentarze

  1. Kochana ona jest jeszcze malutka...my nosiliśmy Rysia na rękach dopóki nie zasnął, i wtedy dopiero kładliśmy do łóżeczka. Ale to było jak miał jakieś pół roku, wcześniej nie chciał w ogóle spać w łóżeczku w dzień, spał na dole w gondoli. W nocy spał sam w łóżeczku, ale powtarzam, nosiliśmy go, dopóki nie zasnął. Nienawidzę tych metod wypłakiwania się itp. Byliśmy z nim tyle, ile potrzebował. Dzieci potrzebują bliskości, i to nie trwa długo, więc korzystaj, bo potem za tym zatęsknisz😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak byla mniejsza, to też nosiliśmy. Ileż ja się nasłuchałam, że noszę i przyzwyczaję i będę miała przechlapane. Puszczałam to mimo uszu, bo tak jak piszesz, myślałam że jest mała i po to z nią i dla niej jestem, żeby czuła się bezpiecznie i kochana. Przecież ten czas tak zasuwa, że te chwile miną i ani się obejrze a już nie będzie chciała się do mamy przytulać. Ale teraz waży juz ponad 9kg i nie mam siły jej nosić do uśpienia. Dlatego zasypiamy na łóżku. Nie daje mi spokoju tylko to niespokojne zasypianie..

      Usuń
  2. Mój syn ma 5 lat i do tej pory potrzebuje mnie przy zasypianiu. Kładziemy się do łózka czytamy książkę, a później czekam aż uśnie. Uważam, ze jest to normalne, nie przeszkadza mi też fakt , że lubi ze mną spać. Skoro tego potrzebuje, dlaczego mam się nie zgadzać. Przyjdzie taki czas, że stanie się bardzo samodzielny i nie będzie potrzebował już tyle bliskości. Sama musisz wypracować swoja metodę usypiania, po co na sile kierować się podręcznikami, radami itp. Tobie i dziecku ma być dobrze , nie warto przejmować się komentarzami .Pozdrawiam Mikka.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem zdecydowanie przeciwna tej okropnej metodzie zostawiania płaczącego dziecka bez rodzica (zwłaszcza kilkumiesięcznego) Skoro maluch płacze to widocznie potrzebuje rodzica.
    Według mnie, to jak dziecko zasypia zależy od wielu czynników, między innymi od tego jakie jest. Mam porównanie, więc napiszę o naszych doświadczeniach. Elsa od początku potrzebowała naszej obecności. Usypialiśmy w ten sposób, że ona była u siebie w łóżeczku a my obok siedzieliśmy na podłodze i trzymaliśmy ją za rączkę. Nie wychodziliśmy póki nie usnęła. Do trzeciego roku życia budziła się po kilka razy, czasem wystarczyło ją tylko pogłaskać, staraliśmy się nie wyjmować jej z łóżeczka (jeśli się dało)
    Misia zupełne przeciwieństwo - po włożeniu do łóżeczka przytulała się do pluszaka (którego potem zabieraliśmy jak usnęła) i dziecka nie było, można było wyjść. Uczyliśmy dziewczynki spać u siebie, bo moi rodzice mieli ze mną starszy problem z usypianiem, nosili mnie na rękach, wozili w wózku i uważali to za błąd. Bardzo się męczyli.
    Teraz (3,4 lata) czytamy książeczki i leżymy chwilę z dziewczynami (na przemian raz z jedną raz z drugą) Elsa usypia, bo jest zmęczona, nadal lubi jak jesteśmy. Misia nie śpi gdy wychodzimy, usypia sama. Na pewno pomaga to, że są razem, ale ogólnie te kilka lat to dużo pracy, by dziewczynki nauczyły się tego rytmu. Ale od 20 mamy od kilku lat czas dla siebie. Miałam nawet kiedyś napisać o tym, może się zmobilizuję, żeby opisać szczegóły.
    Trzymam kciuki, powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja chyba popelniłam błąd (?) u podstaw. I wiem bardzo dobrze gdzie, ale mam też odrobinę na swojesusprawiedliwienie. Wiem, że od poczatku nie trzymałam się ustalonych reguł. Początkowo mala spała sobie w łóżeczku. Do czasu aż przyszły kolki. Wtedy zasypiała z wykończenia na naszych rękach. Trwało to niemal dzień w dzień przez prawie 2 miesiące, więc Jagódka juz dawno zapomniała jak to było na początku iy tym samym dużo trudniej było do tego wrócić. No bo co ta mama teraz cuduje, jak całe życie było na rękach?
      A czy Elsa spokojnie leżała przy Was w tym łóżeczku? Dlugo trwało zanim zasnęła?

      Usuń
    2. Teorie są dobre tylko w książkach, a potem życie weryfikuje. Co z tego, że wiesz, że nie powinnaś dziecka nosić za długo skoro ono biedne płacze a Ty chcesz mu ulżyć. Wydaje mi się, że na każdym kroku wszystko można "odkręcić" choć na pewno będzie to trudniejsze niż jakby dziecko od początku było uczone inaczej. lepiej teraz niż nosić na rękach 5-latka ;)
      Tak jak piszesz, nagle mama coś zaczęła cudować, więc dziecku się to nie podoba, bo ono tego nie zna, lubi powtarzalność, to w czym czuje się dobrze. Stąd sprzeciw. Ale z moich doświadczeń powiem, że ten okres trzeba przetrzymać aż dziecko przyjmie nową rutynę jako coś, co zna. Warunek, że trzeba być konsekwentnym.
      My na początku też lulaliśmy Elsę na rękach, ona po prostu tego potrzebowała. Wystarczyło ją pobujać, wyciszyć i włożyć do łóżeczka i siedzieć przy niej. Potem to lulanie się przedłużało, a dziecko coraz cięższe i cięższe. Zaczęliśmy więc siadać na kanapie i bujać ją na rękach, ale uznaliśmy, że to do niczego nie prowadzi i nauczyliśmy ją spać w łóżeczku. Bywało różnie. Czasem zasypiała w ciągu paru minut, czasem siedzieliśmy w pokoiku godzinę. Nie wiem od czego to zależało, może od fazy jaką przechodziła. Potem był taki okres, że wystarczyło, że kładliśmy się na kanapie w pokoiku, byliśmy obecni, ale nie musieliśmy już jej trzymać za rączkę. Czuła się bezpieczna. Czy leżała spokojnie? Zależy. Zwykle nie. To bardzo wrażliwe dziecko i myślę, że wiele rzeczy działo się w jej głowie, mózg nie dawał jej spać, wszystko trawiła.

      Ostatnio byłam zła na siebie, bo trochę na nią "nakrzyczałam" niepotrzebnie, ale to wiesz z bezradności i zmęczenia. Leżę koło niej (akurat była moja kolej, mój mąż był z Misią) z pół godziny, ale co chcę odejść to okazuje się, że trzyma mnie kurczowo za rękę i nie chce puścić. Ja głodna, padnięta, próbuję z nią rozmawiać, a ona ryczy jak bóbr, obudziła siostrę, która siadła na łóżeczku, oczy jak pięć złotych i wracamy do punktu wyjścia. Nie potrzebnie się denerwowałam, bo ona też się podkręcała. W końcu powiedziałam jej, że idę na kolację, że zaraz przyjdę i takie tam, ale pomogło, że dałam jej dodatkową przytulankę - jakoś to ją wyciszyło. Próbowaliście może przytulanki? Jakiegoś stałego misia? Elsa ma owieczkę i ona niezmiennie odkąd skończyła właśnie jakieś 6 miesięcy pomaga jej w stresowych sytuacjach.
      Wydaje mi się, że może Jagódka też potrzebuje Twojej/Waszej obecności, choć nie wiem na ile jest to coś do czego się przyzwyczaiła, a na ile wewnętrzne odczucie.

      Usuń
  4. U nas jest bardzo podobnie. I cały czas myślałam że to ze mną coś nie tak. Mamy inne godziny snu, bo ostatnio młoda rano wstaje grubo po 10 ale wieczorem spać idziemy dopiero koło północy. Nie mniej jednak w ciągu dnia na 2-3 drzemki pada, jak dotknięta czarodziejska różdżka. Wystarczy przytulić i już śpi, a po chwili można odłożyć do łóżeczka. Za to wieczór zawsze muszę położyć się z Wiki. Nawet jak zaśnie na rękach, obudzi się zaraz po odłożeniu. I zaczyna się wierzganie, obracanie, szarpanie i chwytanie wszystkiego wokół, czasem marudzenie i płacz. I tak walczymy ok. 30 minut aż zaśnie. Nie miało to znaczenia że spała z nami czy teraz w łóżeczku. Zawsze podobny rytuał. Ja sobie tłumaczę że to przeżycia całego dnia i że wyrośnie. Nie myślę o tych różnych metodach, na pewno nie zostawię jej jak płacze i nie będę czekać. Ze względu na nasze bóle kręgosłupa młoda wróciła z naszego łóżka do łóżeczka, ale łóżeczko stoi na noc przy naszym łóżku, tak że mogę włożyć rękę i w każdej chwili ją przytulić. Dobrze wiedzieć że nie tylko u nas tak jest. Życzę powodzenia Tobie i sobie, cierpliwości i nadziei że szybko akurat z tego wyrosną nasze dziewczynki. Buziaki dla Was 😘
    P. S. Fajnie ze wróciłaś 😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz zasypia w łóżeczku, ale ja też muszę się położyć do łóżka. Wkładam ręce do łóżeczka, głoszczę po brzuszku. Wiki walczy, po czym ostatecznie zasypia. 😊
      Też czasem marzę żeby poszła spać, a my żebyśmy mieli wieczór dla siebie, ale też widzę że im bardziej ja jestem nie spokojna, bo zależy mi na tym żeby już spała, tym dłużej to zasypianie trwa. Więc staram się odpuścić. Jak zaśnie to zaśnie. I odnoszę wrażenie że mój spokój powoduje to że Wiki zasypia dużo szybciej. 😊

      Usuń
  5. Moje dziecko odkad wrocilismy ze szpitala spalo same u siebie w pokoju w lozeczku. Oczywiscie w lozeczku byl zamontowany monitor oddechu i kamerka zebym mogla ja widziec. Nasz rytulal byl taki: 19:00 kapiel, po kapieli mleko i maz ja bral ze soba na dol do salonu (ja w tym czasie mialam drzemke). O 23:00 mleko i odkladalam ja do lozeczka. Teraz prawie dwu i pol letnia dziewczynka sama zasypia u siebie. Czasami kresi sie i wierci w lozeczku, ale zasnie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ojejku, ja to aż się boję pomyśleć co to będzie jak Zosia będzie odrobinę starsza, teraz niedługo będzie miała już 3 miesiące i praktycznie odkąd skończyła 6 tygodni dzień w dzień zasypia między 1 a 2 w nocy 😱 Ale za to NA SZCZĘŚCIE rano budzi się między 8 a 9, także tyle dobrego, że mam te 7 godzin ciągłego snu i w miarę się wtedy wysypiam 😊 Generalnie u nas każdy dzień jest trochę inny, czasem drzemki są częstsze a krótsze, czasem odwrotnie - rzadsze i dłuższe, jedyne co się nie zmienia to pora zasypiania "nocnego". No ale cóż mogę zrobić, ona jest jeszcze za malutka na jakiekolwiek "przestawianie". Niektórzy mnie straszą, że powinnam coś z tym zrobić, bo przecież jak wrócę do pracy w listopadzie to będę miała przekichane w takim trybie, ale co ja mogę. Tak jak Ty w życiu nie zostawiłabym dziecka "do wypłakania", nawet jak będzie starsza, bo też uważam, że to bez sensu i może przynieść więcej szkody niż pożytku. I szczerze mówiąc nasuwa mi się ma myśl tylko jedna rada - żeby jednak spróbować być cierpliwym i po prostu zaakceptować tą sytuację. Wydaje mi się, że malutka z tego wyrośnie, a dopóki jesteś z nią w domku jeszcze te kilka miesięcy to możesz to jakoś przetrwać. Ewentualnie jak zobaczysz, że za 2-3 miesiące nadal nic się nie zmienia to wtedy będzie można zastanowić się nad jakimś "odzwyczajaniem" czy "przestawieniem" na inny tryb, bo jak wrócisz do pracy to cierpliwości i sił pewnie będzie dużo mniej, z drugiej strony jednak nic na siłę, najwyżej podzielicie się z mężem na dyżury i będziecie w tygodniu odpoczywać na zmianę 😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zosia też całkiem ładnie śpi 😊 fajne są przespane noce. My chodziliśmy kiedyś spać o 22 i Wiki wstawala o 9. Teraz jej się przedstawiło i idzie spać 24-1 wstaje po 10, czasem koło 11. Ale w dzienniku jest różnie. Raz dłuższe raz krótsze drzemki i szczerze mówiąc na razie nie widzę opcji regulacji czy też przedstawiania.
      Ale do wyplakania jej nie zostawię nie ma takiej opcji.
      Ja myślę że po powrocie do pracy to samo to się jakoś wszystko poukłada. Na pewno nic na siłę 😊

      Usuń
    2. No ja generalnie nie myślę o żadnym przestawianiu, choć już koleżanka powiedziała mi, że ona swoje dzieci przetrzymywała. Niby jak ja mam przetrzymać 3-miesięczne dziecko. Jedynie do wypłakania, bo jak inaczej taki maluszek miałby nie spać skoro jest zmęczony i chce mu się spać...? Nie wyobrażam sobie tego, masakra 🙄

      Usuń

Prześlij komentarz

Będzie mi miło, gdy zostawisz po sobie ślad w postaci komentarza.